czwartek, 23 stycznia 2020 napisz DONOS@

„Najważniejsze, ze teraz jest wszystko dobrze"

To było w 2008 roku. Normalne badanie kontrolne - mammografia.

Miałam 57 lat, mnóstwo planów i pracy do wykonania. Dokończenie rozpoczętego remontu mieszkania, zakończenie roku w pracy, zbliżające się Święta Bożego Narodzenia... Jednak po mammografii i biopsji wszystko nabrało innego biegu. Diagnoza brzmiała: nowotwór złośliwy lewej piersi. Pilnie musi być przeprowadzona operacja i jeśli będzie wolny termin, to jeszcze przed świętami. Ta wiadomość zmieniła koleje mojego życia. Przecież prawie nic mi nie było, a tak zwaliło z nóg. Nagle wszystko przestało być ważne, mnóstwo myśli nie dawało spokoju - ile mi jeszcze pozostało życia; co będzie z rodziną, bo wspomnienia jeszcze z czasów dzieciństwa miałam bardzo przykre. Widziałam, jak wciągu zaledwie trzech miesięcy od wykrycia białaczki umarł mój ojciec. Później również moje najbliższe kuzynki umarły na nowotwory. Ale nie było czasu na dalsze rozmyślania, trzeba było podjąć leczenie.
Słowo „amazonka" było dla mnie obce, myślałam, że nigdy nie będzie mnie dotyczyło.
Po operacji były cztery kursy chemii -„ inwazyjnego leku na inwazyjną chorobę" - tak powiedziała mi lekarka. Bardzo ciężkie chwile przeżywałam po chemii: utrata włosów, nudności, wymioty, a kiedy były trochę lepsze dni - to znowu chemia. Po chemioterapii żadnych innych leków, bo nowotwór nie jest hormonozależny. Rana po operacji bardzo źle się goiła, odczuwałam dolegliwości związane z utratą węzłów chłonnych.
Wiedziałam, że działają u nas amazonki i tam szukałam pomocy. Od nich dowiedziałam się, jak postępować, aby dolegliwości były mniejsze; wysłały mnie także do fizjoterapeuty, który bardzo dużo mi pomógł.
Po czterech miesiącach intensywnego leczenia wyniki były na tyle dobre, że mogłam pomyśleć o pracy. Uciążliwością była peruka - bo zaczynało się lato, proteza piersi, uporczywa czkawka. Jeszcze w czerwcu był wyjazd na kilka dni z amazonkami na rehabilitację, rozmowy z psychologiem. To było bardzo budujące, dowiedziałam się, że miały podobne leczenie, że są 4, 8, 15 lat po zabiegu i cieszą się każdym dniem, są z rodzinami, opiekują się wnukami.
Uwierzyłam, że można normalnie żyć, ale są chwile, kiedy myślę o tym wydarzeniu jak o złym śnie, a jeśli cos zaczyna boleć, to zawsze pojawia się myśl - czyżby to znowu....
Pamiętam również, jak dwa lata przed moim zachorowaniem podtrzymywałam na duchu moją bratową, kiedy operowano ją na raka jajnika; jednak gdy zmierzyłam się osobiście z nowotworem, to było inne odczucie, silniejsze przeżycie, zachwianie całego życia.
Najważniejsze, że teraz jest wszystko dobrze.

Halina P.


 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0

W celu świadczenia przez nas usług oraz ulepszania i analizy ich, posiłkujemy się usługami i narzędziami innych podmiotów. Realizują one określone przez nas cele, przy czym, w pewnych przypadkach, mogą także przy pomocy danych uzyskanych w naszych Serwisach realizować swoje własne cele i cele ich podmiotów współpracujących.

W szczególności współpracujemy z partnerami w zakresie:
  1. Analityki ruchu na naszych serwisach
  2. Analityki w celach reklamowych i dopasowania treści
  3. Personalizowania reklam
  4. Korzystania z wtyczek społecznościowych

Zgoda oznacza, że n/w podmioty mogą używać Twoich danych osobowych, w postaci udostępnionej przez Ciebie historii przeglądania stron i aplikacji internetowych w celach marketingowych dla dostosowania reklam oraz umieszczenia znaczników internetowych (cookies).

W ustawieniach swojej przeglądarki możesz ograniczyć lub wyłączyć obsługę plików Cookies.

Lista Zaufanych Partnerów

Wyrażam zgodę