niedziela, 19 listopada 2017 napisz DONOS@
171027121458.gif

Wielkie gwiazdy w małym mieście

Do szokującego incydentu doszło w czwartkowy wieczór, 8 kwietnia br., podczas II Wiosennego Koncertu Gwiazd w Łomży. Już po pierwszym utworze „Eine Kleine Nachtmusik” Mozarta, lekko zagranym przez orkiestrę lokalnej Filharmonii Kameralnej, na scenę sali widowiskowej weszła... policja! Barczysty dowódca patrolu oświadczył, że przerywa koncert z powodu poszukiwania właściciela niebieskiego citroena WX 58239. Jako pierwsi publikujemy zdjęcia z tego wydarzenia.

Zamieszania nie spodziewała się ani licząca około 400 osób widownia, ani dyrygent Jan Miłosz Zarzycki. Wśród świadków zdarzenia byli, m.in., biskup Stanisław Stefanek i wiceprezydent Krzysztof Choiński. Plącząc się w wyjaśnieniach, dyrygent przyznał w końcu, że szarżujące ulicami i źle zaparkowane auto należy do niego. Łomżyńscy funkcjonariusze okazali wyrozumiałość dopiero wtedy, gdy maestro zaproponował zagranie „Chłopców radarowców”. I o dziwo, ze śpiewem przyłączył się udobruchany kwintet interweniujących funkcjonariuszy: b. komendant policji Andrzej Zaremba i zastępca naczelnika drogówki Sławomir Runo oraz śliczne policjantki: Iwona Zawłocka, Ewelina Nasiadko i Monika Razarenkow. Uff, publiczność odetchnęła z ulgą.
Wprawdzie na sali były kamery telewizyjne, lecz znana z TVP Białystok dziennikarka Ewa Sznejder brylowała na scenie. W wykwintnej sukni wieczorowej zapowiadała beznamiętnym, wręcz stalowym głosem kolejne wypadki niezwykłego wieczoru, natomiast maestro J.M. Zarzycki uprzedzał, że pokrewieństwo i podobieństwo do znanych w Łomży osób to niewinne pogłoski.
Musimy zdementować jego rewelacje przynajmniej w odniesieniu do trzech sióstr, które pierwsze kroki na scenie stawiały w przedszkolu. Teraz to już pannice: Anna, Aleksandra i Katarzyna Domalewskie stworzyły bezpretensjonalne trio, które radosnymi głosami, z wdziękiem i w stylu oryginału wykonało „Cheek to Cheek” (wym. czik tu czik), czyli „Heaven, I'm in Heaven” Franka Sinatry. Wprawiona w podziw publika zgotowała im owacje, jak zresztą i następnym gwiazdom.
Talentem zabłysnął Tomasz Łapiński z Łap, którego niektórzy skojarzyli ze studentem czwartego roku Wyższego Seminarium Duchownego. Młodzian wykonał trudną partię w rytmie kubańskiej habanery z opery „Carmen” Bizeta. Zdumiał rzadkim u mężczyzn tzw. kontratenorem, brzmiącym jak wysoki głos kobiecy. Solistę wspomagał kwartet hip-hop w bluzach i w koloratkach. „Kochasz kogoś na całego, oddaj życie dla niego!” - rapowali serio w interludiach rówieśnicy „łomżyńskiej Carmen z WSD”: Adam Grabowski, Łukasz Gołaszewski, Karol Dębowski i Radosław Szyluk.
Najmłodszym spośród około 50 wykonawców koncertu był 5-letni Amadeusz Juliusz Szeligowski. Brawurowo zaśpiewał „Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań” na melodię „Jingle Bells”.  W czapce i rękawiczkach malec przypomniał na wiosnę, że niedawno panowała śnieżna zima.
- Mam w repertuarze więcej piosenek, na przykład, „Nazywają mnie poleczka” czy „My z Łomży” - zapewnia rezolutny chłopczyk, który ma także więcej talentów: tańczy oraz gra na skrzypcach, pianinie elektrycznym i perkusji. - Lubię występować na scenie. To miłe dostawać brawa i kwiaty!
W światłach rampy pojawił się bard po tournee w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Jacek A. Nowakowski z gitarą podobny był do jednego z łomżyńskich samorządowców gminnych. Jak wielcy artyści, mimo zerwanej struny basowej, nie zerwał koncertu i -  „Wielka miłość nie wybiera, czy jej chcemy, nie pyta nas wcale”. Nabrał pewności siebie, aby po ostatnich akordach wyznać: - Jednym z moich marzeń był występ z orkiestrą. Dedykuję go żonie, córkom i paniom, które marzą.
Dedykacja wywołała westchnienie „Oooch...” rozmarzonych dam, bard z najodważniejszą tańczył walca, a przy mikrofonie nastolatka Alicja Kolasińska wołała „Niech żyje bal!” Maryli Rodowicz.
- Wiem, kto dziś na sali jest najszczęśliwszym z ludzi – oświadczyła Ewa Sznejder, zapowiadając tenora w stroju furmana. Jowialny śpiewak Wiesław T. Grzymała wkroczył zdecydowanie z batem na kiju i pieśnią na ustach: „Hej wio, hejta wio, hejta stary, młody, jary!”, prowadząc pokorny jak trusie chórek. Tworzyli go podobni do rajczyń i rajców miejskich: Bogumiła Olbryś, Wanda Mężyńska i Alicja Konopka oraz Maciej Głaz, Jan Bajno i Mariusz Chrzanowski. W strwożonej gromadce prym wiodła Bogumiła Olbryś. Obdarzona werwą śpiewaczka, mimo wpatrzonych w nią setek oczu, rozdawała słodkie uśmiechy, dodawała animuszu kolegom i słała całusy publiczności.
Publiczności, która zwykle życzliwie komentowała każdy występ i spontanicznie podśpiewywała nie tylko tę ludową piosenkę. Również Cezary Domański – artysta o identycznym nazwisku co muzykoterapeuta w Środowiskowym Domu Samopomocy - miał żywiołowe wsparcie widzów, gdy dźwięcznym jak Niemen czy Borys głosem wykonywał „Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma”. Furorę zrobiły dzieci ze Studia Piosenki PopArt Bernarda Karwowskiego. Stroje z lat 60., stylowe  fryzurki z epoki twista i modne czarne okulary oraz porywająca solistka Iza Modzelewska, której koledzy– jak w przeboju – przekonali widzów, że „Tańczyć twista jak artysta to niełatwa rzecz”.
Po przerwie „artystka o wyjątkowym temperamencie”, czyli Alicja Konopka w duecie z synem Grzegorzem Narewskim w walcu z „Nocy i dni”. Trudne do skomentowania wokalizy przyćmił blask włoskiego iluzjonisty. Giacomo Piorunello, podobno niespokrewniony z wicemarszałkiem podlaskim, w pustych rondlach odnajdywał kwiaty, a z pełnych piersi zdejmował niepostrzeżenie biustonosze. Agata Przewłocka i kontrabasista Bogdan Szczepański  uprawiali miauczące zaloty do melodii „Koty” Rossiniego. Gdy „kotanek”  chwycił się za serce i padł nieprzytomny, uzdrowił go niejaki Jan Bajno, który w towarzystwie pielęgniarek pouczył, że „Serce to najpiękniejsze słowo świata...”. Być może, jednak Ewa Siwik i Ewelina Żebrowska za najpiękniejsze uznały maszyny do pisania, aby zagrać z towarzyszeniem orkiestry „Typewriter” Andersona. Po popisie delikatna jak baletnica Martyna Grajko tańczyła „La bambę”, a śpiewał „Oj, la bamba” kilkusetosobowy chór melomanów Filharmonii Kameralnej im. Witolda Lutosławskiego. Potem w kurpiowskich sukmanach wystąpili śpiewacy ludowi, znani z chórów przy Wiejskiej (w stolicy): Jan Jarota i Mieczysław Czerniawski. I choć „wysokie płoty tato grodził”, śpiewacy nie uchronili Kasi przed wstydem. A na koniec po raz pierwszy w historii Crazy Twisting Group Marka Kisiela zatańczyła do klasycznej melodii z „Czterech pór roku” Vivaldiego. Kontrast subtelnych brzmień skrzypiec z akrobatycznymi figurami breakdance dał znakomity efekt, publika nagrodziła gorącymi owacjami.
W tydzień po prima aprilis dwugodzinną zabawę zakończyło chóralne odśpiewanie „My z Łomży”, nieoficjalnego hymnu miasta. Nasze małe i większe gwiazdeczki, po pięciu latach od I Koncertu Gwiazd, znów pokazały, że mają do siebie dystans: umieją się bawić bez zadęcia i bez kompleksów.

Relacja: Mirosław R. Derewońko
Fotografie: Marek Maliszewski

Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:

 
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0