niedziela, 17 grudnia 2017 napisz DONOS@
171215122325.gif

Paraolimpijczyk z Londynu i Rio Rafał Wilk w Kupiskach

- Spotkanie z uczniami to dla mnie także coś fajnego: mogę dzieciom pokazać siebie jako osobę na wózku inwalidzkim, człowieka niepełnosprawnego, który mimo przeciwności losu potrafił osiągnąć w życiu sukces – opowiada Rafał Wilk (lat 43), trzykrotny złoty medalista Paraolimpiady, 5-krotnie mistrz świata i 2-krotnie wicemistrz świata w kolarstwie ręcznym, tzw. handbike. - Urodziłem się w Łańcucie, ale pochodzę z Rzeszowa, gdzie od 1991 r. byłem zawodnikiem Stali Rzeszów. Nie mam problemu ze wspominaniem wypadku na torze 3. maja 2006 r. Jadący za mną żużlowiec nie zdołał mnie ominąć, najechał na mój motocykl, jego motocyklem dostałem w plecy. Nogi mam niewładne.

10 lat później Rafał Wilk został honorowym obywatelem Rzeszowa. - Nazywają mnie człowiekiem ze stali, dlatego, że byłem zawodnikiem Stali Rzeszów, albo ze względu na charakter – tłumaczy z uśmiechem. - Podczas wypadku, który całkowicie odmienił moje życie, raczej nie myślałem o bólu. Pomyślałem, że to chwilowa kontuzja, jak nieraz wcześniej, po miesiącu, dwóch się zrośnie. Jednak okazało się inaczej, nie powróciłem do normalności. Ten wypadek pozostawił o wiele trwalszy ślad.

Od Londynu i Rio do Tokio
W wyniku urazu kręgosłupa, stracił władzę w nogach i musiał zakończyć jazdę na żużlu. - Najpierw chciałem być samodzielny, w takiej sytuacji człowiek czuje się bezbronny jak dziecko – wspomina niełatwe początki na wózku. - Po pół roku zacząłem uprawiać narciarstwo zjazdowe na nartach, na siedząco. Trzy lata później wsiadłem na handbike, czyli na rower o napędzie ręcznym. Od grudnia 2010 do tej pory trenerem jest Jakub Pieniążek. Można uprawiać sport, będąc niepełnosprawnym.
Rafał Wilk podkreśla, że nie czuje się wyjątkowy. Na przykład, jego pierwsze zawody jesienią 2010 odbywały się z udziałem około 30 takich jak on, napędzających rowery siłą mięśni rąk, przy Biegu Pamięci Dzieci Zamojszczyzny. Sukcesy przyszły szybciej, niż się spodziewał. Lista medalowa jest krótka i imponująca: na Igrzyskach Paraolimpijskich w Londynie zdobył w 2012 dwa złote medale, w jeździe indywidualnej na czas i w jeździe ze startu wspólnego. Na mistrzostwach świata w 2013 i 2015 uzyskał oba złote medale; w 2014 – w jeździe na czas, zaś w 2017 – dwa wicemistrzostwa. Z Rio de Janeiro w 2016 wywiózł złoto i srebro. Na serio myśli o starcie na paraolimpiadzie w Tokio. - Pod górkę parakolarze mają dużo ciężej, bo masa mięśniowa ramion i rąk jest dużo mniejsza niż nóg, ale zdrowi kolarze mają nieraz problem z utrzymaniem tempa w rywalizacji ze mną, nabierają wówczas szacunku – śmieje się paraolimpijczyk, absolwent wydziału wychowania fizycznego w Uniwersytecie Rzeszowskim, planujący w połowie przyszłego roku obronić doktorat z polskiego sportu i turystyki osób nie pełnosprawnych. Obie dziedziny wykłada studentom wydziału WF URz.

Ponad 17 tysięcy km rowerem przez rok
Cel na Paraolimpiadę w Tokio to obronić złoto i odzyskać drugie złoto, jakie zdobył w Londynie. W tym celu pokonuje na drogach ponad 17 000 km. - W życiu mamy wybór: udawać wielką tragedię i rozpaczać lub wziąć inicjatywę we własne ręce, podjąć rękawicę czy ręcznik – tłumaczy rzeczowo. - Nie rozczulam się nad sobą, nie narzekam na swój los, staram się jak ludzie pełnosprawni działać, bez szukania wymówek. Lepiej znaleźć sposób na samorealizację, niż szukać powodu, żeby nic nie zrobić. Najprościej jest wycofać się, ale trzeba szukać rozwiązania, żeby normalnie funkcjonować.
Ma dwie ukochane córki: 21 i 18 lat oraz 16-letniego syna, z którego jest dumny. Wszystko w jego życiu nadal kręci się wokół sportu: na treningach, w salach wykładowych, w pracy nad doktoratem. - Jak się czegoś nie zna, to się tego boimy, unikamy, a dzieci chłoną opowieści z paraolimpijskiego życia bez uprzedzeń, są chętne poznawać świat niepełnosprawnych, jakim jest naprawdę – wraca do spotkania w Szkole Podstawowej w Kupiskach, gdzie zaprosił go dyrektor Karol Łebkowski, sędzia zapasów międzynarodowy i olimpijski. - Niepełnosprawność to część życia społecznego. Niektóre badania mówią, że co 10. Polak odczuwa jakiś rodzaj niepełnosprawności, chociaż nie każdą widać. Siłę mamy w sobie, trzeba ją tylko odnaleźć. Córka mi powiedziała, że bez tragicznego wypadku na torze moje życie mogło być szare, zwyczajne, teraz jest złote. Wypadek zmobilizował mnie do tego, aby odnosić zwycięstwa nad rywalami, ale w jeszcze większym stopniu - do zwycięstwa nad sobą.

Mirosław R. Derewońko

Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0