Złoty ząb i zeschły motyl
- Dziękuję Państwu za gościnność i dziękuję z całego serca za zainteresowanie – powiedziała po polsku młodziutka Olena Kondrashova z Lwowa na wernisażu swoich fotografii w Galerii Pod Arkadami w Łomży. Na ubranych kolorowo gości spoglądali wielkimi oczami ludzie z dużych czarno-białych portretów. Kiedy goście prowadzili ożywione rozmowy, bohaterowie Oleny milczeli. Kiedy goście przechadzali się w gwarze galerii, bohaterowie Oleny trwali w bezruchu.
Artystka, która urodziła się w 1987 r. we Lwowie na Ukrainie, od 2004 roku studiuje na Lwowskiej Narodowej Akademii Sztuk Pięknych. Zajmuje się malarstwem sztalugowym, grafiką i fotografią. W ojczyźnie uczestniczyła w czterech wystawach zbiorowych i w jednej indywidualnej „Czarno-biała mątew” w Lwowskim Pałacu Sztuk. Była też na międzynarodowym plenerze plastycznym „Co kochamy?” w Ciechanowcu, zorganizowanym przez łomżyńskie stowarzyszenie Stopka.
Bohaterami pokazanych w Galerii Pod Arkadami zdjęć uczyniła trzy, a może i z cztery grupy ludzi. Jedną stanowią niedogoleni, starzejący się, acz krzepcy mężczyżni o pomarszczonych, pociętych bruzdami twarzach i spracowanych rękach. Czasem odwracają oczy od widza, tęsknie wiodąc wzrokiem ku minionej bezpowrotnie młodości. Czasem z łobuzerskim uśmiechem błyskają jedynym ocalałym zębem. Ze srebra albo złota. Widać, że wspomnień i marzeń nie braknie, chociaż rzednie i siwieje czupryna. Widać, że werwa nie mija, choć brakuje zębów.
Druga grupa postaci to długowłosi młodzieńcy, wiotcy i delikatni, a trzecia - samotne lub w parze z którymś z nich powabne dziewczyny. Właściwie dałoby się jeszcze wyodrębnić i grupę czwartą, pośrednią, gdyż nie do końca wiadomo z rysów, sylwetki czy ubioru, jakiej płci są bohaterowie. Jakby nie płeć była najważniejsza w rozpoznaniu psychicznej kondycji i relacji osób, łączących czy dzielących je nastrojów i nurtujących je myśli.
Na fotogramach Oleny Kondrashovej panuje dojmująca cisza, martwa przestrzeń pozbawiona przedmiotów i lekki półmrok. Ożywiają je ostre refleksy światła, które pogrążonych w mrocznych i ponurych rozmyślaniach ludzi przywraca życiu...
Wcale nie weselej jest w dolnym aneksie galerii, gdzie Olena umieściła tylko jeden portret, kilka pejzaży z burzowym niebem i kilka kalekich, opuszczonych wnętrz. Czarny kontur profilu dziewczyny ze złożonymi jak do modlitwy dłońmi sprawia, że klimat pozostałych obrazów nabiera ciut metafizycznej mocy. Boga tam nie widać, bo kryje gniewne oblicze za zasłoną spienionych chmur. A może widać, gdy znad zakurzonych pajęczyn próbuje ulecieć jako zeschły motyl...?
Te fotogramy wyrastają z tradycji sprzed lat, gdy negatyw, powiększalnik i kuweta towarzyszyły odkryciom artystycznym w ciemni. Także dlatego czarno-białe, kontemplacyjne i tchnące nostalgią fotografie Oleny Kondrashovej przypadły do gustu znawcom, takim jak galerystka Karolina Skłodowska, fotografik Jerzy Chaberek i malarz Przemysław Karwowski. Czy warto podzielić ich zdanie, sprawdźcie Państwo sami we wrześniu w galerii przy Starym Rynku (wstęp wolny).
Tekst: Mirosław R. Derewońko
Zdjęcia: Marek Maliszewski