wtorek, 22 października 2019 napisz DONOS@

Mistrzowsko retuszował zmarszczki i pryszcze

Kiedy wybranek po raz pierwszy ujrzał ją na lotnisku w Londynie, osłupiał. Zaczął się cofać, ale nie uciekł. Wyszeptał tylko: „Na tamtym zdjęciu wyglądałaś jak modelka, a tutaj...” Dziewczyna nie poddała się. I powoli dopięła swego. Pomógł jej w tym Witold Skarbiński.

Witold Skarbiński
Witold Skarbiński
Witold Skarbiński
Witold Skarbiński
Witold Skarbiński
Witold Skarbiński

Wiele takich młodych niewiast z Łomży i okolic dzięki jego zdjęciom znalazło z ogłoszenia matrymonialnego męża w Anglii, Kanadzie i USA. Przychodziły do zakładu fotograficznego  Syrenka, który od grudnia 1968 do 1991 roku mieścił się w kamieniczce przy ul. ks. Ściegiennego, potem przemianowanej na Farną w Łomży. Gdy Witold Skarbiński zaczynał, witryna od ulicy ledwie udawała elegancję, bo w pokoiku na zapleczu nawet porządnej podłogi jeszcze nie było.
Podczas rozmowy obserwował twarze dziewcząt i kobiet. Zwracał uwagę na niezręczne miny i nerwowe zachowania. Ciekawiło go, czy niewiasty są wypoczęte, jak się czesały i jak  ubierały. Ośmielał zalęknione i rozśmieszał grymaśne. Potem wchodzili sami do pomieszczenia, gdzie zaczynała się tajemnicza ceremonia.
W środku pomieszczenia długie lata królował duży aparat skrzynkowy, który nie miał migawki, a tzw. kapturek. Wystarczyło posadzić nieruchomo klientkę w ciekawej pozie, ustawić kadr i nastawić ostrość, policzyć do dwóch sekund i... szybko nałożyć z powrotem kapturek na obiektyw. Jednak nigdy do końca nie było wiadomo, czy na kliszy pojawi się piękna, czy potwór. Dlatego czasem przychodziły z pretensjami, że mają dwadzieścia kilka, a nie czterdzieści lat. Cierpliwie tłumaczył, że warto wybrać się do fryzjera i kosmetyczki, że można ubrać się jak do zdjęcia. Wracały dzień czy dwa później odmienione. Cieszył się wówczas razem z nimi, a na fotografiach sprzed dziesięcioleci przetrwał czar, wdzięk i uroda młodości... 
Witold Skarbiński długo i barwnie opowiadał o swoim rzemiośle na zaproszenie Klubu Fotografii NURT w Galerii Pod Arkadami przy Starym Rynku. Zasiadł przy stoliku, na którym rozłożył klisze i fotografie sprzed lat. Słuchało go kilkanaście osób. Jedni spokojnie, w skupieniu, inni podminowani niezwykłą aurą, jaką roztaczał wokół siebie nestor łomżyńskich fotografów profesjonalnych. Ciekawe, że przez pół wieku parania się fotografią nigdy nie zrobił sobie autoportretu. Uśmiechnął się łobuzersko do smutnego 45-latka, który był tego ciekaw, i  odparł, że - może ten portret lepiej zrobią mu inni...
- Dzisiaj nie trzeba szkolenia ani umiejętności, aby zrobić zdjęcie – zauważył fotograf starej daty. - Kiedy ja zaczynałem ponad pół wieku temu, fotografia wymagała fachowej wiedzy i doświadczenia, aby zdjęcie wykonać na wysokim poziomie. Wymagała szkolenia, dokładności, zdolności artystycznych i zamiłowania.
Sztuką, w której posiadł niezwykłą biegłość, były monidła: czarno-białe fotografie, na których postacie upiększał i ubarwiał. Nieprzypadkowo w tej właśnie formie sztukę fotografii i malarstwa łączyła postać mistrza. Sięgał po ołówek z grafitem cienkim jak czubek igiełki i usuwał z negatywu niepotrzebne zmarszczki i pryszcze. Ta zegarmistrzowska robota zajmowała i ze dwie godziny, gdy twarz była niefotegeniczna. Później jak alchemik starannie dobierał stężenia i temperatury roztworów, po czym po kilka razy wkładał do nich papiery światłoczułe i długo, latami patrzył w oczy ludziom ze zdjęcia, wyłaniającego się powoli z ciemności. Po wyschnięciu fotografii czasem zabierał się z benedyktyńską cierpliwością do tworzenia monidła. Były pracochłonne i nie miał na nie za wiele czasu, bo pochłaniały go zdjęcia do dowodów osobistych, legitymacji czy ze ślubów.
Specjalną sadzą nakładał cienie i półcienie na twarze, żeby były jak najbardziej wypukłe. Suchymi pastelami, nanoszonymi na tamponie, przywracał włosom kasztanowość, a policzkom rumieńce. I kredkami pastelowymi nadawał błękit dziś już na wieki zamkniętym oczom. Ale i blask, który również przetrwał do dziś.
Witold Skarbiński przed wojną urodził się we wtedy polskim Grodnie i jako repatriant przybył z rodziną w 1958 r. do Polski. Dziesięć lat później swoje życie związał z Łomżą, gdzie fotografował śluby i barona cygańskiego, i sekretarza Komitetu Centralnego PZPR, i tysięcy łomżyniaków. Z tą samą, choć tak odmienioną Łomżą, gdzie obecnie w pawilonach na dworcu zakład fotograficzny Syrenka ciągle ma wdzięcznych klientów.

Mirosław R. Derewońko


 
Zobacz także
190904015236.gif
180410021817.gif
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0

W celu świadczenia przez nas usług oraz ulepszania i analizy ich, posiłkujemy się usługami i narzędziami innych podmiotów. Realizują one określone przez nas cele, przy czym, w pewnych przypadkach, mogą także przy pomocy danych uzyskanych w naszych Serwisach realizować swoje własne cele i cele ich podmiotów współpracujących.

W szczególności współpracujemy z partnerami w zakresie:
  1. Analityki ruchu na naszych serwisach
  2. Analityki w celach reklamowych i dopasowania treści
  3. Personalizowania reklam
  4. Korzystania z wtyczek społecznościowych

Zgoda oznacza, że n/w podmioty mogą używać Twoich danych osobowych, w postaci udostępnionej przez Ciebie historii przeglądania stron i aplikacji internetowych w celach marketingowych dla dostosowania reklam oraz umieszczenia znaczników internetowych (cookies).

W ustawieniach swojej przeglądarki możesz ograniczyć lub wyłączyć obsługę plików Cookies.

Lista Zaufanych Partnerów

Wyrażam zgodę