Harmonia
Jak pozory mylą? Intrygujace - dziwaczne, nieoczywiste, ostre cienie i światła: fotografia jakby w oświetleniu słonecznym. Nieprawda. W tę czeluść korytarza słońce nigdy nie dociera - bo gdyby się pojawiło, to z prawej strony uliczki Farnej, ale to wiedzą tylko mieszkańcy Łomży. Arkady zawsze ukryte w miłym półcieniu co się docenia zwłaszcza gdy słońce praży. Zmyłka: to jednak nocna fotografia, nawet w głębi wyjście prowadzi w czerń ulicy Giełczyńskiej - więc co tak silnie zmieniło podcienie: reflektory? Powstał intrygujący w swym chaosie światłocień i efekt obrazu jakby w negatywie - surrealistyczny żart Autora. Swoją drogą podcienie kamieniczek łomżyńskiej Starówki, wydają się wciąż wielu ludziom "starodawne", a tymczasem powstały po II wojnie światowej - wg projektu Urszuli i Adolfa Ciborowskich z Warszawy (on znany bardziej z kierowania w imieniu ONZ programem odbudowy stolicy Macedonii - Skopje, zrujnowanej trzęsieniem ziemi 1963 r.) Miasto nad Narwią dostało sympatyczne "echo dawnych czasów, polskiej świetności", łatwe do zapamiętania przez turystów. Gdy watahy hitlerowskie i stalinowskie zrujnowały ok. 70 % przedwojennego, spokojnego miasta - wydawało się, że poza Katedrą nic wartościowego nie przetrwało. Senna Łomża AD 2020 dostała skarb, ale chyba nie w pełni go doceniła - zachowany cudem w ziemi, w sercu królewskiego miasta: czekające pół tysiąca lat na czułych gospodarzy, oryginalne fundamenty staropolskiego ratusza, wg przekazów ze szczerozłotym jeleniem w herbie na wieży! I co? I nic - może inteligencja, której na czymś jeszcze zależy, stała się taką mniejszością, że nie jest w stanie wymusić szybkiego i troskliwego zabezpieczenia bezcennego odkrycia? Atrakcja turystyczna - pięćset lat historii staropolskiej będzie rozpadać się bezgłośnie i coraz szybciej, w rytm "harmonijmej bezradności". Naprzemian deszcze i silne mrozy rozsadzą cegły-palcówki... równie delikatne co dawny układ przestrzenny, bezdyskusyjnie wart stałej ochrony konserwatorskiej. Czy był tu w średniowieczu "gęsty park chaszczy" dla uciechy czerwononosych chudopachołków po libacjach? Czy potrafimy wyobrazić sobie to tętniące życiem, kupieckie i administracyjne centrum miasta, dawniej "drugiego po Warszawie"? Przetrwały w Polsce inne perły: czy Starówkę w Zamościu mamy zapchaną drzewami "dla ochłody"? Może krakowskie Sukiennice toną w zieleni, bo tego żąda większość - która nie upilnuje stada obszczymurków? Przymróżmy teraz oczy: łatwiej zobaczymy równie "porąbaną harmonię" linii i cieni pod Arkadami. Intrygującą tylko przez chwilę, co zauważył i zdążył uwiecznić wrażliwy artysta-fotograf, zanim ulotne światło znikło. Pod nogami PRL-wski kobierzec niechlujstwa, dobitniej: dowód przekrętów. Kto żyw "kombinował", więc podczas wyrobu płyt chodnikowych, znikały "na lewo" worki cementu i tzw."polska robota" szybko kruszyła się - pewnie winni byli przechodnie, korzystajacy nieumiejetnie z dobrodziejstw miejskich i oczywiście z harmonijnego rozwoju "socjalizmu", co udowodniono zamianą nazwy uliczki na "Ks. Piotra Ściegiennego"- rewolucjonisty w habicie. Niedaleka ulica Polowa stała się w PRL-u "Ulicą Armii Czerwonej" ale to już inna bajka tej "harmonii".