niedziela, 17 grudnia 2017 napisz DONOS@
171215122325.gif

Bary na kółkach z langosem, burgerem, koktajlem i kasztanem

Kilkanaście kolorowych budek z bufetami, kuchenkami i patelniami rozstawiło się na parkingu koło Stokrotki i Empiku przy alei Józefa Piłsudskiego w Łomży. Z daleka roznosi się ostry zapach oleju smażonego wielokrotnie i tłuszczu. Mało kogo to zniechęca: tłumy krążą pomiędzy food truckami – jak z angielska nazywa się owe wehikuły żywnościowe – a rzędami stolików z ławkami pośrodku. Mamy z córkami, tatusiowie z synami, małżonkowie z dziećmi i babciami, dziewczęta z chłopcami i grupkami: tysiące ludzi wyszło w słoneczną sobotę i pochmurną niedzielę na spacer w kierunku smakowitej osady jadła.

Jako pierwszy wita łomżyniaków od juniora w wózeczku po seniora z laseczką Arkadiusz Tokarski.  Uśmiecha się przy stoisku z pieczonymi kasztanami, mała porcja za 8 zł. Sympatyczny sprzedawca przybył z Warszawy, firma jest z Krakowa, a kasztany z Portugalii. - Większości klientów ich smak przypomina w przybliżeniu słodkie ziemniaki pieczone – opisuje statystyczne odczucia smakowe. - Niektórym pieczone kasztany smakują jak orzeszki, bez wskazania rodzaju, jeszcze innym jak bób.
Częstuje mnie jednym, nie chce zapłaty, ale upieram się i warszawiak zarobi symboliczną złotówkę. Stoisko zwraca uwagę, bo przypomina przedwojenne, francuskie wózki z przekąskami, a wiadomo, że „w Paryżu najlepsze kasztany są na placu Pigalle”. W Łomży stawka za spróbowanie nie była tak wysoka, jak w serialu sprzed 40 lat z niezapomnianymi: Klossem i Brunnerem, czyli Stanisławem Mikulskim i Emilem Karewiczem. W tamtych epokach: i Niemców fikcyjnych, i aktorów ze stolicy RP, zapiekanki, hot dogi i hamburgery nie wyległy na dworce, place i ulice naszych polskich miast. 

Dobra, smaczna i syta kuchnia ze świata
Emilka spotyka się niepodzianie z Andżeliką i nie wiadomo, czy więcej mają sobie do powiedzenia 6-letnie koleżanki z Publicznego Przedszkola nr 9, czy ich mamy i tatusiowie. - Wybraliśmy się na przechadzkę, bo chcemy spróbować czegoś innego, nowego i zaskakującego smakiem – tłumaczy Dorota Wiśniewska, mama Andżeliki. - Lubię gotować, zwłaszcza dla męża, wymyślamy potrawy i eksperymentujemy. Ostatnio odważniej: ośmiornica jest w lodówce i ślimaki. Przestawiamy się od kilku lat na zdrowsze jedzenie: więcej warzyw i owoców, i soków, raczej parowanie, niż smażenie.
Zapach spalonego oleju jednych przyciąga, innych odpycha. Inżynier Andrzej Wszeborowski dwa razy obszedł dokoła osadę i niczego nie spróbował, tak zniechęciła go wszechobecna woń. Jednak na zajadających się pierogami i burgerami mieszkańców Łomży patrzy przychylnie. - To atrakcja na weekend w centrum osiedla Południe, jest dogodny dojazd albo okazja wyjścia z rodziną na spacer, kiedy świeci słonko w ciepły dzień – chwali inicjatywę, a kieruje się jednak do sklepu po kartofelki, Dziś ma ochotę na potrawę tradycyjną, po polsku, na pieczone z cebulką. W tym czasie Iwona Gosk z dwoma synami:14-letnim Kamilem i 10-letnim Grzegorzem oraz kuzynostwem i kolegami zajęła stolik pod parasolem. Sączy przez słomkę powolutku ciemnożółtego szejka o zabawnej nazwie las bananas i cieszy się z komplementów znajomego, że ma świetną cerę, figurę i fryzurę. - Koktajl z bananów, ananasa i pomarańczy jest trochę zdrowszy niż hamburgery – uśmiecha się do starszego syna. Kamil zamówił sobie burgera z wołowiną i warzywami, zaś mamie kupi langosa – tradycyjną potrawę braci Węgrów. Rodzaj placka drożdżowego, smażonego w głębokim oleju, z dodatkami na wierzchu, np. czosnek, śmietan i ser. Pierogi z pieca z Łodzi pyszne: szpinak i ser feta albo kapusta i pieczarki. Zapiekanki holenderskie to bułki na parze, przed wypiekiem smarowane majonezem. Tu także chętni cierpliwi czekają w kolejce, obserwując sprawne i uśmiechnięte dziewczyny z obsługi.

„Przesmażam warzywa w maśle klarowanym...”
13-letni Michał Dobrowolski zachęcił tatę Wojciecha do wyjścia na słoneczne pałaszowanie tego, czego w domu nie je się co dzień ani od święta. Chłopiec lubi kanapki od mamy, karpia i mięsiwa od taty, jednak tym razem ma ochotę na burgera domowego – wołowina z Radzymina z warzywami świeżymi. Chwali kuchnię przyjezdnych, jednak tak jak mama i tata nie gotuje nikt. To z piosenki.
Dorota Wiśniewska w niedzielę je obiad u rodziców. To tradycja, dwa tygodnie temu zapraszała ich do siebie, aby spotkali się z nią i mężem, jej bratem i bratem męża oraz dziećmi. 12 osób przy stole to minimum. Podała wtedy zupę kremową z pieczarkami, parowaną pierś z kurczaka z warzywami: pietruszka, marchew, brokuły, seler. - Przesmażam warzywa w maśle klarowanym, a potem dodaję do zupy – uchyla tajemnicy jednego z patentów, żeby unikać soli i przypraw. O tym, że ich nadmiar zdrowiu nie służy, pewnie wie 9-letni Wojtek Gardocki. Z zapałem wcina tortillę i nie zapomina, że nawet „dymiąca” lemoniada molekularna nie równa się z pierogami u babci i kanapkami od tatusia.

Mirosław R. Derwońko

Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:
Foto:

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0