Przejdź do treści Przejdź do menu
sobota, 24 stycznia 2026 napisz DONOS@

Horror bez happy endu

Bramkarz Olimpii, Piotr Czapliński broni uderzenie Eryka Rakowskiego podczas serii rzutów karnych
Bramkarz Olimpii, Piotr Czapliński broni uderzenie Eryka Rakowskiego podczas serii rzutów karnych

Piłkarze Łomżyńskiego Klubu Sportowego 1926 nie zdobędą czwartego z rzędu Pucharu Polski na szczeblu wojewódzkim. W półfinale tych rozgrywek ulegli na własnym boisku Olimpii Zambrów w rzutach karnych 4:5. Po 120 minutach gry był remis 2:2.

W poprzednich trzech latach ełkaesiacy nie mieli sobie równych w rozgrywkach pucharowych w województwie podlaskim. Także w tym sezonie zdobycie tego trofeum było jednym z celów stawianych przed zespołem. Przez pierwsze trzy rundy łomżanie przeszli bez większych problemów. W 1/16 finału 3:1 pokonali na wyjeździe Orła Kolno, w 1/8 aż 5:1 ograli Spartę Szepietowo, a w ćwierćfinale nie dali szans rezerwom Wigier Suwałki wygrywając 2:0. W ostatnim meczu przed finałem zmierzyli się jednak z bardzo wymagającym rywalem. Mimo, że byli gospodarzem tego meczu, to faworytem była drużyna prowadzona przez Wiesława Jancewicza. I już w 8. minucie zambrowianie wyszli na prowadzenie. Na zaskakujący strzał z ponad 20 metrów zdecydował się Patryk Koncewicz, po którym piłka wylądowała tuż przy słupku bramki strzeżonej przez Pawła Lipca. Strata gola podziałała na gospodarz mobilizująco. W 10. minucie powinno być 1:1. W pole karne gości wpadł Michał Kaput i mając przed sobą tylko bramkarza Olimpii, Piotra Czaplińskiego uderzył prosto w niego. Dziesięć minut później przed szansą na wyrównanie stanęli Michał Sadowski i Rafał Maćkowski, ale w obu przypadkach ich uderzenia nie znalazły drogi do siatki. Najlepszą okazję w pierwszej części gry ŁKS miał jednak w 32. minucie. Wtedy to prostopadłe podanie z głębi pola otrzymał Maćkowski i stanął oko w oko z Czaplińskim. Niestety także i z tej konfrontacji zwycięsko wyszedł golkiper zespołu z Zambrowa. Tuż przed przerwą gorąco pod bramką gości zrobiło się po uderzeniach Michała Tarnowskiego i Rafała Grabowskiego, ale nie udało im się umieścić futbolówki w bramce rywali.
Lepiej drugą połowę rozpoczęli goście, którzy stworzyli sobie kilka dobrych akcji. Po jednej z nich, w 61. minucie wywalczyli rzut wolny 25 metrów od bramki Lipca. Po dośrodkowaniu obrońcy ŁKS-u nie upilnowali Kamila Jackiewicza, który podwyższył prowadzenie swojego zespołu. Tuż po stracie drugiego gola trener Krzysztof Ogrodziński zdecydował się na dwie zmiany. Z boiska zeszli dobrze prezentujący się tego dnia Maćkowski i Marcin Świderski, a ich miejsce zajęli Daniel Kacprzyk i Daniel Lemański. Od tego momentu zaczęło się dziać więcej w polu karnym gości. I gdy wydawało się, że gospodarzom uda się zdobyć choćby gola honorowego przed szansą na zamknięcie meczu stanęli goście. W 82. minucie w sytuacji sam na sam z Lipcem znalazł się Mateusz Ostaszewski. Niestety dla swojego zespołu uderzył tyleż mocno co niecelnie i wynik pozostał bez zmian. Ambitnie grający łomżanie nie dawali za wygraną i dosłownie minutę po tej akcji zdobyli bramkę kontaktową. Po założeniu agresywnego pressingu w środku pola odebrali rywalom piłkę. Ta trafiła do Damiana Gałązki, który będąc na 20 metrze huknął w samo okienko bramki Olimpii. Zdobyty gol wyzwolił w miejscowych dodatkowe pokłady energii. W drugiej z doliczonych trzech minut wyrównanie gospodarzom dał Reinaldo Melao, który uderzył celnie głową po dośrodkowaniu Gałązki z rzutu rożnego. Ten gol oznaczał, że kibice zgromadzeni na stadionie będą mogli przeżywać emocje przez co najmniej 30 minut.
W dogrywce tempo gry zdecydowanie spadło, co spowodowane było dużym zmęczeniem zawodników obu zespołów. Nie oznacza to jednak, że nic się nie działo na boisku. Zarówno zambrowianie jak i gospodarze stworzyli sobie po kilka dobrych okazji do zmiany wyniku. Najlepsze mieli Gałązka, który w 100. minucie po rzucie rożnym uderzył z 5 metrów, a piłkę lecącą do bramki z linii bramkowej wybił Michał Kuczałek oraz Kamil Zalewski, który tuż przed końcem dogrywki z bliska trafił w poprzeczkę łomżyńskiej bramki. Ostatecznie jednak po 120 minutach w dalszym ciągu był remis i o tym, która drużyna zagra w finale miały zadecydować rzuty karne. Te lepiej wykonywali przyjezdni, którzy na sześć prób pięć razy umieścili piłkę w bramce. Ełkaesiacy zrobili to tylko cztery razy (strzały Eryka Rakowskiego i Michała Kaputa obronił Czapiński) i przez to musieli pożegnać się z tymi rozgrywkami - To był horror bez happy endu. Dobrze, że wyciągnęliśmy z wyniku 0:2. Potem w dogrywce mieliśmy dużą szansę nawet na zwycięstwo, ale rywale wybili piłkę z bramki. A karne to już loteria. Olimpia lepiej wytrzymała tę nerwówkę i wygrała - powiedział po meczu trener Ogrodziński.
W finale, który zostanie rozegrany 6 czerwca zespół Olimpii zmierzy się z innym trzecioligowcem, Turem Bielsk Podlaski. Łomżanom pozostała natomiast walka w lidze. Już w sobotę, 12 czerwca o godz. 17.00 na własnym stadionie podejmować będą Sokoła Ostróda.

is



 
 

W celu świadczenia przez nas usług oraz ulepszania i analizy ich, posiłkujemy się usługami i narzędziami innych podmiotów. Realizują one określone przez nas cele, przy czym, w pewnych przypadkach, mogą także przy pomocy danych uzyskanych w naszych Serwisach realizować swoje własne cele i cele ich podmiotów współpracujących.

W szczególności współpracujemy z partnerami w zakresie:
  1. Analityki ruchu na naszych serwisach
  2. Analityki w celach reklamowych i dopasowania treści
  3. Personalizowania reklam
  4. Korzystania z wtyczek społecznościowych

Zgoda oznacza, że n/w podmioty mogą używać Twoich danych osobowych, w postaci udostępnionej przez Ciebie historii przeglądania stron i aplikacji internetowych w celach marketingowych dla dostosowania reklam oraz umieszczenia znaczników internetowych (cookies).

W ustawieniach swojej przeglądarki możesz ograniczyć lub wyłączyć obsługę plików Cookies.

Lista Zaufanych Partnerów

Wyrażam zgodę