poniedziałek, 20 listopada 2017 napisz DONOS@
171027121458.gif

Mistrzowie pływania na chybotliwej pychówce po Narwi

- Andrzej Piotrowski z Wizny wychował się nad rzeką, przewoził siano z jednego brzegu na drugi, a krąży o nim nawet legenda, że kiedy był mały, to kołysano go do snu nie w kołysce, tylko w łodzi, tzw. pychówce – tak przedstawił zwycięzcę II Wyścigu Pychówek o Tytuł Mistrza Nurtu Pradoliny Narwi w Łomży Maciej Kowalski, przez trzy godziny komentujący przebieg niezwykłych zawodów na rzece w słoneczną niedzielę. Jak na raczej mało widowiskową dyscyplinę, publiczność dopisała, oblepiając wszystkie możliwe barierki na bulwarze koło Portu Łomża. Czasem zrywały się oklaski.

Pychówka to bardzo długa na 5 – 7 metrów i wąska łódź, w której nawet siedzący podczas rejsu na rufie podczas przechyłów może doznawać nagłych zawrotów głowy, jakie dałoby się porównać do trąby powietrznej w spokojny dzień. - Jak zabieram dziewczyny na przejażdżkę, to specjalnie lekko potrząsam pychówką, żeby poczuły prawdziwe emocje – opowiada ze śmiechem Damian Szklanko, 23-latek z Goniądza, stojąc w klapkach w swojej pychówce. Młodzieniec budził nadpodziw tężyzną fizyczną – pychówka porusza się, kierowana siłą odpychającego długim drągiem od dna wioślarza – i idealnym zmysłem równowagi. - Jak miałem trzy, cztery latka, tatuś wystrugał mi małe wiosełko.

Pływać pychówką po Narwi - niełatwa sztuka 
Damian z zawodu jest murarzem po technikum i na życie zarabia wyjazdami za granicę – 12 euro za godzinę – zaś w wolnym czasie trenuje tae kwondo albo zdobywa tytuł pychówkowego mistrza Goniądza, czego dokonał już czterokrotnie. Na drugi wyścig do Łomży przybył z tatą Sławomirem Szklanko, aby rywalizować w trzech konkurencjach, do których przystąpiło tylko ośmiu śmiałków.  Pierwsza polegała na jak najszybszym przepłynięciu od Portu Łomża do zakola rzeki przy Zjeździe. Drugą rozgrywano w czterech parach: należało pokonując opór Narwi pod prąd dowieźć wiadro z wodą, ustawione pośrodku belki, opartej na burtach płynących obok siebie pychówek. Nie łatwiej było w trzeciej konkurencji indywidualnej: celowanie z wędki ringiem w koło ratunkowe na rzece, wbicie w imitację suma na powierzchni Narwi ościenia, przepłynięcie w poprzek z wiadrem, żeby jak najmniej wody się z niego wylało, co mierzyli skrupulatnie sędziowie: Marcin Marzec i Kamil Walczyk z MOSiR-u. A na koniec: slalom między czterema bojami. Uff, można było się zmęczyć, ale było warto. W klasyfikacji ogólnej Damian Szklanko zajął drugie miejsce, senior rodu – trzecie, chociaż miał super rezultat w sprincie. W biegu, czy raczej – w pływie sprawnościowym najlepszy okazał się Mistrz Nurtu Pradoliny Narwi Andrzej Piotrowski z Wizny, natomiast w duecie z belką i wiadrem między pychówkami: Tadeusz Bautrel z Sulina przy ujściu Biebrzy do Narwi z Marianem Drozdowskim z Łomży. - Używam pychówki do wędkowania codziennie, niezmiennie – rymuje na serio Marian Drozdowski (lat 64), któremu niedawno roku brakowało do emerytury. - Dzwoniłem, do jednej piekarni, żeby przyjęli mnie na „wiosło”, którym chleb podaje się do pieca – wspomina. - To właściciel mi odpowiedział, że zabytki mu w firmie niepotrzebne. Pomyślałem sobie: a niechby tylko na pychówce w linii prostej raz rzekę spróbował przepłynąć z jednego brzegu Narwi na drugi. Ja codziennie ze trzy kilometry od nowego mostu do Góry Królowej Bony i z powrotem z nurtem pływam. U mnie to nie pasja, to choroba. 120 metrów mam do rzeki, do tego uwielbiam wędkować.

Załoga MOSiR-u fetuje na cześć dyrektora Grygo 
Z barwnych opowieści redaktora Macieja Kowalskiego (lat 54) można było się dowiedzieć, że pod koniec XIX wieku niejaki Stanisław Jankowski z Warszawy założył w Łomży wypożyczalnię łodzi spacerowych. Kiedy przebrzmiały już szanty, śpiewane przez wokalistów z grupy Carpe Diem Kasi Kuklińskiej, oraz śpiewki i przyśpiewki Klubu Seniora MOPS, można było zadumać się nad dawno nieodświeżaną historią Łomżyńskiego Towarzystwa Wioślarskiego, powstałego w 1901 lub 1902 r. ŁTW nie poddało się I ani II wojnie światowej, popadając w rozsypkę dopiero w latach demokracji. Może o próbach reaktywacji ŁTW myślał na brzegu, patrząc na łodzie na rzece, Paweł Bełdowicz, motor napędowy oryginalnych zawodów i ojciec chrzestny wyścigu pychówek...? Był wśród ludzi kibicujących wioślarzom Sławomir Grygo (lat 65), po trzech i pół roku kierowania odchodzący na emeryturę dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Łomży. Liczna załoga w niebieskich koszulkach z pychówką na tle panoramy miasta zgotowała mu nie lada niespodziankę: dostał duży i okazały srebrny medal „Super Dyrektor” i drobną statuetkę, przezroczystą jak łza wzruszenia, ze słowami podziękowania podwładnych za wspaniałą współpracą i niezapomniany klimat w firmie. Pod kierunkiem dyrektora Sławomira Grygo, człowieka wielkiej kultury i ogłady, odbywały się niemal wszystkie imprezy rekreacyjno-sportowe w mieście na Narwią. Takich szczerych uścisków, wdzięcznych przytuleń i całusów od pracowników mógłby pozazdrościć każdy włodarz w Łomży. - Bądźcie z MOSiR-em, którego załoga to moi i państwa sąsiedzi, dla naszego zdrowia, przyjemności i radości – dziękował wzruszony i doceniony przez współpracowników dyrektor Grygo. W nagrodę za rozwiązywanie najtrudniejszych problemów otrzymał od Ryszarda Nawrockiego z Portu Łomża kunsztowną gablotkę: pod szkłem znajdowało się kilkanaście misternych mini węzłów żeglarskich.

Mirosław R. Derewońko

Foto: Fot. Zbigniew Ciborowski
Foto: Fot. Leszek Lesio Wiśniewski
Foto: Fot. Leszek Lesio Wiśniewski
Foto: Fot. Leszek Lesio Wiśniewski
Foto: Fot. Leszek Lesio Wiśniewski
Foto: Fot. Leszek Lesio Wiśniewski
Foto: Fot. Zbigniew Ciborowski
Foto: Fot. Zbigniew Ciborowski
Foto: Fot. Zbigniew Ciborowski
Foto: Fot. Zbigniew Ciborowski
Foto: Fot. Zbigniew Ciborowski
Foto: Fot. Zbigniew Ciborowski
Foto: Fot. Zbigniew Ciborowski
Foto: Fot. Zbigniew Ciborowski
Foto: Fot. Zbigniew Ciborowski
Foto: Fot. Zbigniew Ciborowski

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0