czwartek, 19 października 2017 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 735

Odpowiedzą za wypadek Pauliny na pływalni?

- Cieszę się, że ten proces wreszcie ruszył: od tragicznego zdarzenia mija prawie 7 i pół roku batalii w sądzie, a drugą batalię toczymy ponad 7 lat w domu o zdrowie Pauliny – mówił Marek Sokół, tata Pauliny, która w kwietniu 2010 roku uległa podtopieniu, w wyniku czego straciła władzę w rękach i nogach i jest przewożona na wózku. Sąd Rejonowy w Łomży uniewinnił kierownika basenu, dwóch ratowników, lekarza Pogotowia Ratunkowego. Sąd Okręgowy nakazał ponowne rozpatrzenie spraw ratowników, oskarżonych przez prokuraturę o nieumyślne spowodowanie trwałego uszczerbku na zdrowiu, oraz lekarza o zaniedbanie obowiązków medycznych i niewykonanie intubacji. Żaden z nich, we wznowionym w Sądzie Rejonowym procesie, nie przyznał się do winy, wszyscy odmówili wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. - Córka 35 dni leżała w śpiączce, podtrzymywana przy życiu tlenem z respiratora. Naszym celem jest wygrać. W mojej ocenie, wina oskarżonych jest ewidentna.

Ponad dwie godziny trwała rozprawa w Sądzie Rejonowym w Łomży, którą sprawnie poprowadziła sędzia Ewa Liszewska, na co zwrócili uwagę również inni uczestniczący prawnicy podczas przerwy półgodzinnej w oczekiwaniu na dwóch świadków. Kiedy oskarżeni odmówili zeznań, a świadkowie tłumaczyli, że dzisiaj nic albo niewiele pamiętają z owego feralnego 9. kwietnia 2010 r. na basenie przy ul. Kardynała Wyszyńskiego, sędzia Ewa Liszewska sięgała po jeden z tomów akt, liczących około 2 000 stron, odczytując i powołując się na składane wcześniej przez nich zeznania. Wszyscy potwierdzili to, co mówili na rozprawach w trakcie poprzedniego procesu. Starszy z ratowników, w odpowiedzi na pytanie Sądu, uznał się za niewinnego i streścił sytuację: „zobaczyłem dziewczynę, wszcząłem alarm, zrobiliśmy akcję reanimacyjną, wezwaliśmy pogotowie”. Młodszy z ratowników stwierdził zaś, że „akcja ratunkowa została przeprowadzona błyskawicznie, dzięki temu dziewczyna żyje”. Prokuratura zarzuca im, że nie czuwali odpowiednio przy niecce dużego basenu, dlatego nie widzieli podtopionej, mającej skoliozę Pauliny, o której jej tata mówił, że świetnie pływała. Lekarz Pogotowia Ratunkowego miał z kolei nieudolnie i nieskutecznie przeprowadzić intubację. Jej próbę podejmował kilka razy: akcja serca miała wrócić przy trzeciej próbie, jednak rurki intubacyjnej nie udało mu się wprowadzić nawet za 7. razem, co tłumaczył wlewaniem się treści żołądkowej do ust, zasłaniającej widok wnętrza gardła. 
- Gdyby akcja reanimacyjna była przeprowadzona odpowiednio szybko i prawidłowo, córka powinna natychmiast trafić na obserwację do szpitala – komentował po rozprawie Marek Sokół, występując jako oskarżyciel posiłkowy w sprawie o charakterze karnym.

„Ruchy miała dokładne, ale bardzo wolne...”

W trakcie procesu pojawiły się niejednoznaczne czasy przewiezienia Pauliny z basenu: od około 10 do 15 minut w wypowiedziach różnych osób. - Gdyby ratownicy zauważyli od razu, że Paulinie coś się stało i zadziałali, jak trzeba, nasza córka byłaby po studiach, może artystycznych, bo miała takie zdolności – dodaje tata. - Jesteśmy z żoną bardzo zadowoleni, że ta sprawa powróciła na wokandę.
Pierwsza z zeznających jako świadek kobiet była pływaczką: około godz. 15, jak spróbowała sobie przypomnieć, w dniu wypadku. - Czuję się wciągnięta w sprawę, gdzie niewiele mogę powiedzieć – stwierdziła, opisując ówczesne warunki na basenie jako „typowe”. Z opisu jawił się obraz nieznanej jej dziewczynki jako dobrej pływaczki, umiejącej pływać pod wodą i robić „korki”. Ojciec Pauliny dociekał, dlaczego zeznająca kobieta ze wzrokiem – 3 oraz – 2 i pół dioptrii twierdzi, że to Paulina. Po pytaniach adwokatki w tej kwestii wyszło, że świadek nie jest pewna, czy widziała wtedy kobietę czy mężczyznę, dorosłego czy dziecko... - Skoro sprawa jej dotyczy, a nikogo innego nie widziałam – wytłumaczyła się ze złożonych wcześniej wyjaśnień. - Ruchy miała dokładne, ale bardzo wolne...
Natomiast druga świadek czekała wtedy w przebieralni na swoją córkę, uczestniczącą w zajęciach pływania na basenie. Pierwsza świadek powiedziała jej, by zabrała córkę, bo „coś się stało”. Wtedy druga świadek – jak zeznawała - w okolicy dyżurki ratowników zobaczyła bladą twarz i żółte nogi dziewczynki. Akcję prowadziło kilku ludzi. Mecenas Marek Markiewicz, wspomagający rodzinę Pauliny, zapytał, czy z przebieralni było słychać odgłosy z basenu. - Nie – odpowiedziała, próbując sobie przypomnieć, czy w pustym dużym basenie był wtedy ktoś jeszcze. - Chyba jakiś mężczyzna.  Sędzia Liszewska na drugą rozprawę do Sądu Rejonowego wezwała dwóch kolejnych świadków.


170919012406.jpg

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0