Droga donikąd
Od zarania dziejów człowiekowi towarzyszą symbole. Odkąd ktoś, kogo historycy i antropolodzy do ktosiów jeszcze nie zaliczają, wpadł na pomysł, że będzie się z czymś identyfikował i wokół tej identyfikacji budował swoją tożsamość, era symboli rozkwitła, a jej powodzenie trwa do dziś. Swoje flagi i godła mają państwa, miasta, różnego rodzaju organizacje międzypaństwowe i międzymiejskie. Pełna symboli jest heraldyka. Poczynając od geokodowania, a kończąc na kodzie kreskowym na pomidorach z przedwczoraj, to też są symbole życia codziennego.
Mimo że symbole są w naszej świadomości często mocniejsze od pióra, a tym bardziej miecza, to również podlegają erozji. Wydaje się, że w dzisiejszych czasach mentalnego uzależnienia od plotek i telewizji wystarczy podważyć symbolikę symboli w jakimkolwiek serialu telewizyjnym i cały przekaz emocjonalno – edukacyjny jaki ze sobą niosą diabli wzięli. Może kiedyś symbole były mocniejsze, a może nie. To sprawdzić trudno, a jeszcze trudniej w to uwierzyć. Ale oto, symbolem naszego kraju od początku jego istnienia jest Orzeł Bielik. Niewątpliwie Orzeł po przejściach. W całej historii tego kraju wisiał na sztandarach warchołów i herosów, zdrajców i męczenników, pijaków z rynsztoka i religijnych wojowników o trzeźwość narodu. Fakt. Może inne orły były czasem silniejsze. Mają większe pazury. Niektóre nawet dwie głowy mają. Ale ten Orzeł jest Nasz! Wisi w szkołach, urzędach, czasem domach prywatnych. Czy się komuś podoba czy nie, ten sam w Kielcach i Radomiu, Toruniu i Bydgoszczy i wreszcie ten sam w Łomży i Białymstoku. Ten ptak jest nieodłącznym dziedzictwem przyrody tej planety. Planety zwanej “błękitną”. Nazwanej tak wieki wcześniej, zanim pojawił się pierwszy komiks sctience fictione na ten temat. Nasz znajomy Orzeł Bielik miał nieszczęście zagnieździć się w okolicach Łomży. Pech chciał, że on i jego rodzina stanęli na drodze innych orłów. Urzędników odpowiedzialnych w województwie za budowę dróg krajowych i autostrad. Autrostrad, mimo że kilkadziesiąt lat planowań, nie doprowadziło nawet do budowy milimetra drogi ekspresowej. Do tego, jak twierdzą kontrolerzy NIK-u, połowa polskich dróg nadaje się do natychmiastowego zamknięcia. Skoro połowa w całym kraju to ile w słynnym województwie? Trzeba więc budować nowe nie zważając na symbole? Obwodnica Łomży, trasa Via Baltica, mimo że przechodzi już do legendy, drogi wokół Wasilkowa i Augustowa, mimo że nie wydano nawet złotówki na ich realizację fizyczną. Wszystkie te trasy na mapach kosztują już grube złotówki. Nikt bowiem za darmo nie wykoncypuje jak przejechać walcem po skorupach chronio-nych żółwi błotnych, rozjechać kilkadziesiąt chronionych gatunków ptaków: dubelta, wodni-czka, bataliona i w końcu wykurzyć rodzinę Bielika. A urzędnicy robią to z niewyobrażalnym zamiłowaniem przyrody. Tworzy się wiele wariantów, tylko że wszystkie z dziwnym uporem i jawnym podtekstem biegną przez park krajobra-zowy, puszcze i bagna. Dobra... nie wszyscy wiedzą, że akurat to ziele czy owad jest unikalny, ale nie ma chyba takiego, kto by nie słyszał powiedzenia o lesie, który był zawsze. Możemy natomiast rozpieprzyć nasze symbole w pył i to nawet w imię jakiś innych symboli albo bez imienia. Tylko niech nikt nie liczy na to, że nagle wszyscy dla odmiany zaczną czcić jakiegoś kondora na urzędzie. Szerokiej drogi!
Mariusz Rytel