sobota, 21 października 2017 napisz DONOS@

Technicy medyczni żądają podwyżek od dyrektora szpitala

Temat podwyżek płac dla techników medycznych Szpitala Wojewódzkiego w Łomży ciągnie się od ponad 10 lat: rozmawiali z dyrektorami Marianem Jaszewskim i Krzysztofem Bałatą - bez skutku. Teraz z tematem zmierzy się kierujący szpitalem od lipca Roman Nojszewski, od którego związki zawodowe żądają podniesienia płac. - Nie było żadnej podwyżki od ponad dekady, nasza pensja to 2011 zł brutto, 1680 zł na rękę z wysługą lat – opowiadają przedstawicielki Związku Zawodowego Techników Analityki Medycznej. - Codziennie przyjmujemy ok. 200 pacjentów z oddziałów i 400 – 500 z przychodni, średnio 200 osób z RTG, 20 - 30 do tomografii komputerowej. Bez laboratorium i rentgena szpital nie może się obejść, personel to nie tylko lekarze i pielęgniarki. Dysproporcja płac między nami a pielęgniarkami jest horrendalna. Mamy nadzieję, że nowy dyrektor nas zrozumie...

Kolejka po wyniki badań labolatoryjnych
Kolejka po wyniki badań labolatoryjnych

W środę rano technicy medyczni, pracujący m.in. w zakładach diagnostyki laboratoryjnej i techniki obrazowej, spotkali się z dyrektorem Szpitala Wojewódzkiego Romanem Nojszewskim i kadrową Moniką Obrycką. Grupa zawodowa techników liczy łącznie około 40 osób. W ich imieniu problem przedstawiała Renata Ciepał, technik z 35-letnim stażem i przewodnicząca Związku Zawodowego Techników Medycznych Elektroradiologii. - W połowie 2014 roku wydłużono nam ustawowo czas pracy z 5 godzin do 7 i pół godziny, o połowę etatu. Przy takiej samej stawce zasadniczej, czyli na godzinę zarabiamy zdecydowanie mniej, w związku z czym niższy jest dodatek nocny i świąteczny – tłumaczy, wskazując też na szkodliwość przebywania w pobliżu promieniowania przez dziesiątki lat. - Pracujemy więcej, zarabiamy mniej. Kiedyś były trzy rentgeny w Łomży: w oddziale płucnym przy starym szpitalu, w ambulatorium przy Szosie Zambrowskiej i szpitalny. Teraz jest tylko jeden.
Przewodnicząca zwraca uwagę, że bez wyników badań laboratoryjnych, zdjęć rentgenowskich i z tomografu lekarze nie postawią właściwej diagnozy, a przyjmując na oddział czy w trakcie leczenia potrzebują coraz to nowych badań. - Obsługujemy bardzo wielu ludzi: z pogotowia ratunkowego, z ambulatorium, ze szpitala, wiejskich ośrodków zdrowia i gabinetów lekarzy rodzinnych – wylicza Renata Ciepał. - Ustawowo dostaliśmy od ministra podwyżkę 48 zł brutto z wyrównaniem od lipca.
- Taka „podwyżka” nas w ogóle nie satysfakcjonuje, bo jesteśmy od ponad 10 lat poszkodowani – komentuje działania ministerstwa zdrowia Ewa Lasek, technik medyczny z ponad 25-letnim stażem i przewodnicząca Związku Zawodowego Techników Analityki Medycznej w łomżyńskim szpitalu. - - My też prowadzimy domy, mamy rodziny na utrzymaniu i płacimy rachunki, a pensje są głodowe.

O wynoszeniu długów szpitala na plecach
Technicy medyczni argumentują obrazowo, że pielęgniarki biorą do jednej kieszeni pensję, zaś do drugiej „zembalowe” - są to wywalczone w strajkach i protestach podwyżki od jesieni 2015 roku o 400 zł brutto miesięcznie, dodawane co roku przez 4 lata (800 zł od września 2016, po roku 1200 zł w 2017 oraz 1600 zł w 2018; nazwa potoczna wzięła się od nazwiska ówczesnego ministra zdrowia Mariana Zembali). Technicy przypominają, że poprzedni dyrektor zakazał dorabiania w prywatnych laboratoriach, ponieważ to robi konkurencję szpitalowi. Podają informację własną, że co miesiąc do kasy szpitala trafia ok. 60 000 zł z badań tzw. płatnych w laboratorium, robionych przez pacjentów prywatnie, bez skierowania, nie na NFZ. Ponadto - z rentgena i tomografu... - Nie tylko pielęgniarki  wyniosły długi szpitala na swoich plecach – komentują wypowiedzi koleżanek w czepkach. - Nasza praca jest tak samo ważna dla zgodnego z procedurami i sztuką medyczną wyleczenia pacjentów.
Poprzedni dyrektor Krzysztof Bałata tłumaczył im, jak twierdzą związkowcy, że nie jest w stanie wygospodarować pieniędzy na podwyżki płac dla techników na podstawie umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia w Białymstoku. - Rozumiemy, że jest minister i NFZ, lecz mamy nadzieję, że nasz dyrektor w Łomży również jest w stanie o czymś realnym decydować – mówią rozgoryczone.
- Pracowników ogarnia przygnębienie, wypalenie zawodowe, gdyż od lat nic się nie dzieje, decyzje konkretne w sprawie płac są odkładane z roku na rok – opisuje nastroje Renata Ciepał ze ZZTME.

Dyrektor chce rozmowy po Nowym Roku
Spotkanie techników z Romanem Nojszewskim, dyrektorem Szpitala Wojewódzkiego w Łomży, nic konkretnego nie dało. - Jeśli od 1. stycznia będzie istniała jakakolwiek możliwość podniesienia płac technikom medycznym w ramach sieci szpitali, do której należy łomżyński szpital, to na pewno do rozmów przystąpimy ponownie – deklaruje dyrektor Nojszewski. Podkreśla, że wspomniane wyżej podwyżki od 1. lipca objęły nie tylko techników medycznych, pielęgniarki i lekarzy, ale wszystkich pracowników szpitala: 10 procent kwoty między różnicą najniższego wynagrodzenia zasadniczego w Polsce a wynagrodzeniem zasadniczym, jakie faktycznie mieli pracownicy szpitala w Łomży. - A to konkret, bo nie miałem takiego obowiązku ustawowego – powtarza dyrektor Roman Nojszewski.

Mirosław R. Derewońko


 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0