wtorek, 16 lipca 2019 napisz DONOS@
Polityka

 Nowy temat  |  Spis tematów  |  Przejdź do wątku  |  Szukaj  |  Zaloguj   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 
Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

Na konkurencyjnym portalu napisali, że ksiądz dyrektor Tomasz O. został pozwany w sprawie rozwodowej znanej skrzypaczki. Były mąż podał go jako kochanka i przyczynę rozpadu rodziny. To jedna z wielu przgód księdza dyrektora...

Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

Ksionc też człowiek

Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

nie naPiSali, ani na konkurencyjnym, ani zaprzyjaźnionym...

Jeżeli nic się nie zmieni, PiS rozpieprzy nas na jesieni.



Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

Oczywiście że ksiądz też człowiek , nikt nie napisał że gad. Tylko czy godzi się by ksiądz jak\" podły gad\" się zachowywał i rozbijał rodzinę? Ksiądz...

Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

A tu geneza grzechu komżyńskiego....jak się wszystko ucisza to potem takie sprawy są...Dyrektor kościelnego ośrodka opiekuńczego dla chłopców oraz jego kurialni protektorzy już „byli w ogródku i witali się z gąską”, gdy prokuratura umorzyła z powodu przedawnienia śledztwo w sprawie wykorzystywania seksualnego wychowanków. Nie docenili determinacji ofiar…

W lutym 2012 roku za szczelnie zamkniętymi drzwiami szczecińskiego Sądu Rejonowego rozpoczął się proces ks. Andrzeja D., byłego dyrektora Ogniska św. Brata Alberta i kilku miejscowych szkół katolickich. Jest oskarżony o doprowadzanie małoletnich podopiecznych do „innej czynności seksualnej” poprzez „nadużycie stosunku zależności lub wykorzystanie krytycznego położenia”, co podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Na prokuratorskiej ławie zasiadł… adwokat reprezentujący pokrzywdzonych.

Wyjaśnijmy niuanse prawne: w Kodeksie postępowania karnego istnieje furtka pozwalająca obywatelowi osobiście dochodzić sprawiedliwości nie tylko w drobnej sprawie z tzw. oskarżenia prywatnego (zniesławienie, naruszenie nietykalności cielesnej itp.), ale także ciężkiego przestępstwa zastrzeżonego dla prokuratury, gdy ta odmówi wszczęcia postępowania lub umorzy je, zaś sąd to postanowienie uchyli, nakazując kontynuować śledztwo celem usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości (okoliczności wymagające wyjaśnienia, zaniechane czynności dowodowe). Jeśli po naprawieniu uchybień prokuratura podtrzyma swoje wcześniejsze stanowisko, pokrzywdzony może wnieść do sądu własny akt oskarżenia, przy czym dokument musi podpisać adwokat lub radca prawny. Ofiara staje się pełnoprawnym „prokuratorem” i otrzyma w procesie instrumenty mogące doprowadzić do skazania sprawcy za czyny, których zawodowi śledczy nie umieli lub nie chcieli udowodnić, bądź uznali je za mało szkodliwe społecznie.

Taki właśnie pech dotknął 50-letniego dziś kapłana, któremu prokuratura odpuściła ciężkie grzechy obyczajowe, uznając je za przedawnione, a seks z małoletnimi za całkiem z ich strony dobrowolny.

###

Ksiądz D. był założycielem (w 1991 roku pod auspicjami Caritasu) i pierwszym dyrektorem Ogniska – internatu dla „trudnych” chłopców z rodzin zazwyczaj patologicznych. Po czterech latach istnienia ośrodka grupa pracowników zgłosiła się do bp. Stanisława Stefanka, ówczesnego sufragana archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej (w okresie październik 1996 – listopad 2011 ordynariusz diecezji łomżyńskiej, obecnie biskup senior) odpowiedzialnego m.in. za kościelne szkolnictwo i placówki opiekuńcze. Powtórzyli mu szokujące relacje wychowanków o wykorzystywaniu seksualnym przez księdza dyrektora, ale hierarcha starannie zamiótł aferę pod dywan, nawet nie rozmawiając z domniemanymi ofiarami. Kilka tygodni później, za sprawą dwóch zakonników – jezuity oraz dominikanina – identyczne wieści dotarły do metropolity abp. Mariana Przykuckiego. Ten zapewnił mnichów, że „zna sprawę i nada jej właściwy bieg”. W połowie grudnia 1995 r. ks. Andrzej został wycofany z Ogniska na posadę wikariusza parafii Miłosierdzia Bożego w Szczecinie. Pracował tam zaledwie do 28 czerwca 1996 r. i tylko formalnie, bo na otarcie łez za odizolowanie od chłopców awansował w międzyczasie na wiceszefa archidiecezjalnego Centrum Edukacyjnego z zadaniem utworzenia sieci szkół katolickich, w których miał zostać dyrektorem. Pierwszą taką placówką była Katolicka Szkoła Podstawowa im. Świętej Rodziny, powołana dekretem abp. Przykuckiego z 20 lipca 1996 r.; później doszły kolejne. Ks. Andrzej robił oszałamiającą karierę – jako przewodniczący Rady Szkół Katolickich przy Konferencji Episkopatu i członek zarządu Europejskiego Stowarzyszenia Szkół Katolickich w Brukseli brylował na salonach, fotografował się z politykami, gościł dostojników z Watykanu

Anatol M.

Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

Nuż podczas najbliższej wizyty duszpasterskiej możesz powiedzieć … adieu … może warto się odważyć ...

Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

„Donosy ja oczeń lublu, no donoszczikow stierpieć nie mogu”


z Listu św. Pawła do Efezjan:
"Obleczcie pełną zbroję Bożą, byście mogli się ostać wobec podstępnych zakusów diabła".


Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

To są fakty , no to super ,super jest można nawet na stu lecie medal dostać za takie ...hot sztosy... Koka i nowy ślad
Pewien obywatel Łomży wpadł w Wenezueli na próbie transferu do Polski niemal tony narkotyków. Siedzącego w więzieniu przemytnika wspomaga finansowo pewien kapłan diecezji łomżyńskiej. Twierdzi, że wykonuje jedynie polecenie swojego biskupa…

Rankiem 16 listopada 2005 roku trzej smutni panowie odwiedzili na plebanii parafii w N. (diecezja łomżyńska) ks. wikariusza Janusza M. Była to specjalna delegacja białostockiego Zarządu Centralnego Biura Śledczego Komendy Głównej Policji w osobach nadkomisarza Jarosława J. oraz komisarzy Sławomira J. i Arkadiusza W. Panowie oficerowie okazali kapłanowi postanowienie z 9 listopada 2005 r., którym prokurator Tadeusz Marek, naczelnik V Wydziału Śledczego Prokuratury Okręgowej w Łomży (w lutym 2008 r. awansowany na stanowisko szefa Prokuratury Okręgowej w Białymstoku), nakazał „dokonać przeszukania pomieszczeń mieszkalnych i gospodarczych zajmowanych przez Janusza M(…) oraz samochodu Mitsubishi Carisma nr rej. WOS(…) użytkowanego przez Janusza M. (…) w celu znalezienia rzeczy mogących stanowić dowód w sprawie” oznaczonej sygnaturą V Ds. 6/05/S.

Wielebny zbladł, gdy w uzasadnieniu owego postanowienia przeczytał, że „w toku prowadzonego śledztwa ustalono, iż utrzymywał kontakt za pomocą urządzeń elektronicznych z osobami, które mogą mieć związek z usiłowaniem przemytu narkotyków z Wenezueli przez Albina K.(…)”, i uprzytomnił sobie, że ani chybi był od dłuższego czasu śledzony, a nawet podsłuchiwany.

Całkiem zaś osłabł, czytając dalej, że zabiorą mu i przekopią w kryminalistycznym laboratorium „komputer, telefon komórkowy i inne urządzenia, które mogły być wykorzystywane do przekazywania wiadomości elektronicznych”.

# # #

Prawie 40-letni ks. Janusz M. nie miał sukcesów w kapłaństwie. Kilkakrotnie przerzucany z jednej wiejskiej parafii do nie mniej zapadłej drugiej, dopiero w październiku 2004 r. osiadł na przyzwoitej placówce w N., nieopodal powiatowej Ostrołęki, gdzie oprócz zbierania tacy, ordynariusz łomżyński biskup Stanisław Stefanek dał mu jeszcze robotę nauczyciela religii w miejscowym gimnazjum.

Ks. Janusz uchodzi w diecezji za marzyciela i poetę. Parafianie wiedzą o nim jedynie tyle, że kocha psy (mieszkania pilnuje mu owczarek niemiecki Gwidor) i lubi pisać wiersze. Czytelnicy tygodnika katolickiego „Niedziela” znają go z publikacji, w których naucza m.in., że „pobożności uczy się nie z nakazów modlitwy i obecności w kościele, ale patrząc, jak się rodzice modlą, w jaki sposób i jak często uczestniczą we Mszy św. Nie nauczy się szacunku do modlitwy i miejsca, jakim jest kościół, ani nie zrozumie nawet tego, co się tam dzieje, dziecko, które widzi tatusia kucającego zamiast klękającego, czy żującego gumę w kościele, a tym bardziej gdy widzi go pod kościelnym ogrodzeniem zamiast w kościele”.

A jaki ksiądz jest prywatnie?
– Bardzo miły człowiek, jak to się mówi: „luzak”, niestroniący od papierosów i alkoholu. Gościłem u niego w N. wraz z kolegą, też dziennikarzem. Byliśmy zaproszeni na uroczystość, która miała odbyć się nazajutrz w Ostrołęce z udziałem biskupa Tadeusza Zawistowskiego. Ksiądz Janusz, główny organizator tej imprezy, zaprosił nas do siebie na kolację. Częstował wódką, a ja – będąc kierowcą – spożycie uzależniłem od możliwości przenocowania. Bez wahania zaproponował lokum na plebanii. Pod koniec pierwszej butelki przeszliśmy na „ty”, a Janusz zaczął opowiadać o rzekomo homoseksualnych upodobaniach niektórych biskupów. W pewnym momencie jemu samemu puściły hamulce: próbował przytulanek i usiłował najpierw mnie, a później koledze wkładać rękę w spodnie. Żeby wybrnąć z niezręcznej sytuacji, rzuciłem hasło udania się „na dziewczyny”. Janusz wskazał nam pobliską stację benzynową jako ich punkt zborny. „Ale mnie przyprowadźcie chłopaczka” – poprosił. Ostatecznie woleliśmy zaryzykować spotkanie z policją i jeszcze tej samej nocy wróciliśmy samochodem do Łomży – wspomina korespondent jednej z polonijnych gazet.

Nasz rozmówca dodaje:
– Gdy nazajutrz pojawiliśmy się na uroczystości w Ostrołęce, Janusz był szalenie zmieszany. Uspokoiłem go, że incydent puściliśmy w niepamięć. W rewanżu usadowił nas w kościele na miejscach dla VIP-ów i oficjalnie przedstawił zgromadzonym jako „honorowych gości z chicago”.

# # #

Podczas wizyty policjantów na plebanii w N. ks. Janusz M. był nieporównywalnie bardziej zmieszany. Gdy ochłonął na tyle, żeby zrozumieć, co się do niego mówi, dowodzący ekipą z CBŚ nadkomisarz Jarosław J. zapytał, czy życzy sobie świadka, który mógłby patrzeć policjantom na ręce, aby broń Boże czegoś paskudnego mu nie podrzucili. Duchowny wolał jednak świadka rewizji nie mieć i odparł, że rezygnuje.

Funkcjonariusze zabezpieczyli komputer, zaś w toku dalszego przeszukania znaleźli i zarekwirowali rozmaite tajemnicze zapiski oraz:
# kopie przekazów pieniężnych – każdorazowo kilkusetdolarowych – wysyłanych Albinowi K. do Wenezueli za pośrednictwem Western Union, z datami 7 i 18 października, 8 listopada, 7 grudnia 2004 r., a później 4 stycznia i 24 lutego 2005 r.;
# telefon komórkowy z trzema kartami pre-paid o znanych nam numerach, których dla dobra śledztwa ujawniać nie będziemy.

Anatol M.

Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

Link do artykulu, bo chyba kolejna prowokacja bez faktow

Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

Szukała smyczka do skrzypiec hahaah.

Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

Tujest link o tonie koki..https://10przykazan.wordpress.com/2014/01/08/koka-i-nowy-slad/....a tu jest link art .poszukać w google....Również prokuratura ma niewiele do powiedzenia, bowiem śledztwo dotyczące usiłowania przemytu narkotyków z Wenezueli zostało zawieszone z powodu „długotrwałej przeszkody uniemożliwiającej dalsze prowadzenie postępowania”.
– Dalsze czynności i decyzje wobec ewentualnych wspólników Albina K. zostaną podjęte dopiero wówczas, gdy prokuratura uzyska możliwość przesłuchania podejrzanego w Polsce – wyjaśniła „FiM” prokurator Maria Kudyba z Prokuratury Okręgowej w Łomży.

###

Po długich poszukiwaniach dotarliśmy do matki 25-letniego dziś Albina K. Pokazała nam drogę, która zawiodła ciężko niegdyś pracującego na czesne studenta wyższej szkoły w Łomży do więzienia w Wenezueli.
– Albin studiował oraz jeździł na taksówce, bo samotnie wychowując trójkę dzieci, w żaden sposób nie mogłam mu pomóc finansowo. Kiedyś wiózł tego księdza do domu i tak się poznali, a wkrótce zaprzyjaźnili. Po jakimś czasie syn zrezygnował z wynajmowanej w Łomży stancji i zamieszkał u księdza na plebanii. Najpierw w Sz., a od 2004 roku w N., dokąd biskup Stefanek przeniósł księdza Janusza – wspomina kobieta.

Związawszy się z wielebnym, młodzieniec zaczął podróżować po świecie i czasem nawet przez dwa tygodnie nie dawał matce znaku życia.
– Gdy się w końcu spotykaliśmy, okazywał bardzo dobrą znajomość różnych osób z kurii. To było jego jedyne towarzystwo. Rzucał jak z rękawa nazwiskami biskupów i księży, opowiadał o nich anegdoty, snuł plany przeniesienia się na Katolicki Uniwersytet Lubelski. Dla jakiegoś bardzo wysoko postawionego księdza szukał nawet w naszej wsi nieruchomości, którą tamten chciał kupić.

Ostatni raz widziała syna latem 2004 r. Przyjechał pomóc jej w gospodarstwie, gdy nagle zatelefonował ksiądz Janusz M.
– Zakomunikował, że Albin musi pilnie przyjechać do Łomży, a on nie może go odebrać, bo właśnie jedzie z Panem Jezusem do chorego. Syn zgodził się. Był uległy, wręcz dawał się za rękę prowadzić. Zawiozłam go żukiem do miasta. Wysiadł na ulicy Sikorskiego, niedaleko kurii biskupiej. „Mamusiu, tylko nic nie rób, ja za tydzień przyjadę i skończę rąbać ci to drzewo” – powiedział na pożegnanie. Długo się nie odzywał, więc po dwóch, trzech tygodniach zaczęłam go szukać. Ksiądz twierdził, że nie ma pojęcia, co się z Albinem dzieje. Już chciałam zawiadomić policję, ale ona przyszła do mnie. Dwóch policjantów z CBŚ. Powiedzieli, że Albin siedzi w Wenezueli za narkotyki…

Obarczała całą winą ks. Janusza, który wcześniej nie odstępował jej syna na krok i wprowadził go na kościelne salony. Gdy po wizycie policjantów zatelefonował, pytając z głupia frant, co się z Albinem dzieje, nie wytrzymała: „Ty sukinsynu, utopiłeś mi dzieciaka i udajesz, że nie wiesz, co się z nim dzieje?!”. Po kilku godzinach kapłan zatelefonował powtórnie.
– Mówił, że to nie jego wina, żebym się nie martwiła, bo wszystko będzie załatwione i Albin za miesiąc szczęśliwie wróci do Polski. Później byłam kilka razy w kurii. Wykrzyczałam im całą tę historię z moim synem oraz księdzem M. i jego kurialnymi przyjaciółmi. Twierdzili, że chyba coś mi się w głowie pomieszało, bo to nie jest ksiądz z diecezji łomżyńskiej. Okazało się, że bezczelnie kłamali w żywe oczy, chcąc pozbyć się mnie i kłopotów – dziś już wie matka.

Wkrótce dostała od Albina list: „Mamo, bardzo cię proszę, nie próbuj dochodzić tego, jak to się stało”– nalegał. Czyżby mieli z nim kontakt?

Zażądała spotkania z biskupem Stefankiem. Długo czekała na audiencję i traf chciał, że ordynariusz przyjął ją dopiero po naszej pierwszej publikacji:
– Byłam u niego w środę 3 września. W zasadzie nie zamierzałam rozmawiać o Albinie. Upłynęło sporo czasu, moje rany trochę się już zagoiły. Miałam i mam straszne problemy osobiste, przez co razem z najmłodszym, uczącym się jeszcze synem, jesteśmy w tej chwili bezdomni. Ponieważ pojawiła się szansa na uzyskanie w Łomży maleńkiego mieszkania komunalnego, chciałam prosić biskupa, który tu przecież wszystkim rządzi, o jakieś wstawiennictwo.

„Jakiż to ma pani problem, skoro po wsiach stoi tyle opuszczonych domów?” – skonstatował szczerze rozbawiony hierarcha, gdy opowiedziała mu o swojej sytuacji. Zapytała, czy to oznacza, że nie może liczyć na żadną z jego strony pomoc. „No proszę pani, gdybym ja się tak zaczął przejmować problemami ludzi, to nie miałbym czasu na pacierz”– grzecznie potwierdził biskup Stefanek.
– Wtedy powiedziałam mu, że jestem matką Albina. Zrobił się maleńki niczym krasnoludek, gdy dodałam nazwisko. Nie musiałam nic więcej wyjaśniać. Był wyraźnie zatrwożony, ale szybko doszedł do siebie i popychając, doprowadził mnie do
drzwi. „No nic, nic. Proszę wyjść, nie możemy rozmawiać” – mamrotał. Już mu nie było tak wesoło – zauważa kobieta.

Ku pokrzepieniu matczynego serca dodajmy, że kilku panom w sukienkach wkrótce będzie całkiem smutno, bo jesteśmy coraz bliżej organizatorów operacji zepsutej przez ich ulubionego Albina

Anatol M.

Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

A skąd ten mąż wiedział o dyrektorze ? a gdzie pisali jak nigdzie nie ma ? a który
melicjant lub prokurator się podszywa ? a co bidula chce się dowiedzieć ? ...

Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

Za to wychodzą kwiatki z molestującym ks. Henrykiem Jankowskim .

Pierwsze oskarżenia o molestowania seksualne padły wobec Jankowskiego w 2004 roku. Kapelan \"Solidarności\" został oskarżony przez matkę jednego z byłych ministrantów o wykorzystywanie seksualne syna i wpędzenie chłopaka w problemy. Sprawa została opisana przez gazetę „Fakty i Mity” i wywołała szereg kontrowersji. Z kolei pięć lat temu historyk dr Peter Raina ujawnił „seksualne igraszki” księdza z nieletnimi. W książce „Ostatnia bitwa prałata” opowiedział o tym, jak ks. Jankowski wykorzystywał seksualnie ministrantów z kościoła św. Brygidy w Gdańsku.

Teraz o swoim spotkaniu z księdzem opowiedziała w rozmowie z „Dużym Formatem” Barbara Borowiecka. – Dotykał piersi, powiedział, że pokaże mi, co to znaczy od tyłu. Wkładał ręce w majtki i próbował je zdjąć (...). Byłam przerażona, nie rozumiałam, czego chce, co to znaczy „od tyłu”. A on mówił: „Ja ci pokażę, jak się spuścić”. Był obleśny – tak o zmarłym osiem lat temu prałacie opowiada kobieta. Po 50 latach zdecydowała się opowiedzieć o dramacie, jaki spotkał ją, gdy Jankowski był proboszczem w kościele św. Brygidy.

Kobieta wyemigrowała do Australii w latach 70. Borowiecka dopiero teraz zdecydowała się opowiedzieć o tym, co działo się na plebanii kościoła św. Brygidy w Gdańsku. - Dopadł mnie z 10, może nawet 20 razy – zaczyna. – Ale nie jestem w stanie odtworzyć tego w porządku. Pamiętam strzępy zdarzeń, wyrwane z czasu, z chronologii. Był jak bestia - opisuje w rozmowie z \"Dużym Formatem\". Zdaniem kobiety to skandal, aby \"pedofil miał pomnik\".

Dlatego milczała przez 50 lat? Jak sama mówi, dopadła ją depresja. Do wyrzucenia z siebie koszmarnych wspomnień nakłonił ją partner. - Nie byłam w stanie powiedzieć o Jankowskim. Poprosił, żebym zaczęła pisać. Dla siebie. Więc mówiłam na kartkach papieru i chowałam je w szufladzie - mówi Borowiecka.

Dlaczego nikt o tym nie alarmował? Zdaniem Borowieckiej o działaniach ks. Jankowskiego wiedzieli biskupi kierujący gdańską archidiecezją. – Arcybiskup Gocłowski także uczestniczył w przyjęciach, podczas których polewali 14-latkowie – mówi w rozmowie z gazetą kobieta. – Jankowskiego uwielbiała przełożona brygidek matka Tekla Famiglietti, która miała bezpośredni dostęp do Jana Pawła II. Biskup liczył, że zostanie kardynałem, nie chciał ryzykować – tłumaczy.

Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

Prezes MPWiK M. Konopka taki przykładny mąż i sekretarce dziecko zrobił. Katolik zapewne też przykladny, tak samo jak jego brat ksiądz dyrektor z radia nadzieja. Widać te wartości to rodzinne...

Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

ares by cos o tym napisal, ale jemu sie to akurat podoba
tak jak i kmiocicowi

Odpowiedz na tę wiadomość
 
Re: Ksiądz Dyrektor z Radia Nadzieja i sprawa rozwodowa

W sumie nie ma co się dziwić, młody człowiek który nie stroni od alkoholu i imprez. Rzadko bywa w spółce, ale jak już jest to czuć woń alkoholu. Nie dziwne więc że pod wpływem nie zapanował...

Odpowiedz na tę wiadomość
 Spis działów  |  Wyświetlaj drzewo   Nowszy wątek  |  Starszy wątek 


 Logowanie użytkownika
 Imię (nazwa) użytkownika:
 Hasło:
 Pamiętaj mnie:
   
Nie masz konta? - Zarejestruj się
 Nie pamiętasz hasła?
Podaj Twój e-mail albo nazwę użytkownika poniżej a nowe hasło zostanie wysłane na e-mail skojarzony z Twoim profilem.


Posty, których jedynym celem jest kopiowanie artykułów prasowych lub reklama - będą kasowane

Ogłoszenia płatne


Formatowanie tekstu
Za treść wpisów odpowiedzialność ponoszą ich autorzy.
phorum.org
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0