środa, 07 grudnia 2016 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 533

Fine in Łomża

Z emigracją z Polski jest jak z budżetem Unii Europejskiej. Nikt nie wie, co się z tym wszystkim dzieje, a kwoty są nie do ogarnięcia. Trzysta tysięcy ludzi wróciło do kraju w ciągu ostatnich dziesięciu lat z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Holandii, USA i innych pomniejszych rajów robotniczej Polski. Informację podał Dziennik Gazeta Prawna, a ja się zastanawiam skąd oni mają te dane? Do tej pory nikt nie był w stanie powiedzieć - ilu z nas wyjechało z kraju, a także ilu do kraju wróciło. Względnie ilu mamy imigrantów z dalszego lub bliższego Wschodu. Tak, jakby nikogo nie interesowało to, że ktoś, kto zwykle bywał na imieninach u szwagra, nagle zapadł się pod ziemię. Nawet plotek na ten temat nie ma. Nikt nie zbiera o imigrantach rzeczowych danych, bo przecież to dane wrażliwe. Można za to pójść do sądu i przegrać przed światłym europejskim trybunałem.

Podobnie jest z tymi, co wyjeżdżają. Nikt się nimi nie interesuje, poza obowiązkiem podatkowym. Jeżeli ktoś podlega. Bilans mamy zatrważająco ujemny. W tym samym czasie, w którym wróciło trzysta tysięcy, wyjechało tylu, że mniej nas o prawie milion. Biorąc pod uwagę, że nikt tego instytucjonalnie nie liczy, śmiem twierdzić, że dane są nieprawdziwe. Dotyczą prawdopodobnie tych, którzy pracę za granicą dostają legalnie. Tysiące lekarzy, pielęgniarek, architektów, pracowników na kontraktach. Tych, którzy swojego Eldorado szukają dzięki możliwości swobodnego podróżowania po Europie, jest znacznie więcej. Ilu? Wystarczy się rozejrzeć. Śmiem twierdzić, że każdy z nas zna więcej osób, które wyjechały niż tych, którzy zajęcie znaleźli w kraju, dzięki urzędom pracy. Niemodne jest dzisiaj mówienie o drenowaniu energii, entuzjazmu i nauki. Od tego tylko krok do wyszydzanych pieśni „ku pokrzepieniu serc.” My przecież jesteśmy ponad to, frywolni i światowi. „How are you?” – żartował z przechodniami w Warszawie uśmiechnięty John Kerry podczas niedawnego spaceru po stolicy. „Fine!” – żartowali przechodnie. Facet przyjechał do nas po pieniądze dla swoich. Sprzeda nam trochę rakiet i obieca offset. Po nas nikt nie wyjeżdża. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dość dobrze opłacamy tych, którzy powinni to robić.
Każdy z nas musi sobie radzić sam, panie trenerze. Dobrzy ludzie wyjechali, albo muszą zasuwać na to, by żyć u siebie. Tym bardziej ich ni ma. To, niestety, smutne, ale Łomża znów staje się soczewką ogólnopolskich problemów. „Sport w Łomży ginie.” „Nie widzę perspektyw w tym mieście na rozwój sportu.” „Debata… to śmiech na sali!” „Dlaczego się nie dba o naszych.” To tylko kilka z odrobiny pytań, jakie postawił po meczu rozżalony Krzysztof Przytuła. Tu jest tak samo w szczególe, jak w kraju w ogóle. Nie chodzi tylko o sport. Jedynym sukcesem trenera będzie kolejny sukces Łomży na „youtubie”. Po dwóch dniach od „oczyszczającej” konferencji prasowej film z jego nagraniami wyświetlono ponad sto sześćdziesiąt tysięcy razy. A i tak nie ma szans dogonić Juli.

Mariusz Rytel

cz
cz, 07 listopada 2013 08:07

 
161109032208.jpg
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0