poniedziałek, 05 grudnia 2016 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 650

Tłusty czwartek po łomżyńsku

Jak jednorodnie i czasem nawet nudno rozwija się nasza cywilizacja pokazuje, historia pączka. Wypiek znany już przez starożytnych, zapewne na skutek depoganizacji i hiszpańskiej inkwizycji został wyrugowany z menu. Dlaczego? Tego nikt nie wie. Po pierwsze: kto silniejszemu zabroni? Po drugie: może po prostu skończyły się drożdże? Drożdże, jak wiadomo, nigdy się nie kończą. Widocznie zabrakło kogoś, kto potrafił je znaleźć, wyhodować i przygotować do służby podniebieniom. Zupełnie jak kiedyś w radzieckiej fabryce luster, kiedy szukano przyczyny, dlaczego z dnia na dzień załamała się produkcja.

Najtęższe umysły białoruskich chemików, ukraińskich fizyków i cała reszta sowieckich drwali nie mogła poradzić sobie z tym zadaniem. Tadżycki kadrowiec zauważył, że Wania poszedł na wojnę, a on zawsze pluł do płukanki. Wania zginął, fabryka upadła. Wydawało się, że tajemnica wyjątkowych luster przepadła. Wania nie umarł jednak bezpotomnie i to uratowało przemysł. Nie wiadomo, co dokładnie uratowało pączka, ale wiadomo, że też człowiek. Podobno jakaś jejmość tak rozzłościła się na męża, że cisnęła w niego drożdżowym ciastem, które wpadło do garnka. I tak oto cierpiący mężczyzna (pochlapany gorącym tłuszczem) po raz kolejny przyczynił się do skoku cywilizacyjnego ludzkości. Tamte starożytne pączki i ich prapremierowe wydania wieku renesansu nie były jednak tymi którymi zajadamy się dzisiaj. Były większe, niesłodzone i wypchane słoniną. Średni był z tego deser, wspaniała zagrycha.

Wziąłem ostatnio udział w ciekawej, około akademickiej rozmowie na temat tego, kiedy w Łomży tłusty czwartek obchodzony był wyjątkowo hucznie, czyli „Co się stało, że się zesrało.” Rozmowa nie dotyczyła dokładnie tego, ale do tego właśnie się sprowadzała. Tytuł jest mój, roboczy i niekonsultowany. Dane personalne interlokutorów znikną więc w redaktorskiej niepamięci. Byłem  jednak pod wrażeniem znajomości danych statystycznych z których jasno wynikało, że czterdzieści lat temu w przemyśle w Łomży pracowała mniej więcej jedna czwarta obywateli. Odniesienie do ogółu mieszkańców sprawia, że odsetek ludzi mających bezpieczne, przynoszących żywą gotówkę miastu, płatne zajęcie produkcyjne miała większość osób zdolnych do pracy. To była zima stulecia. Później przyszła odwilż. Zrobiło się coraz cieplej, czasem tropikalnie gorąco. Na sklepowych półkach obrodziły cytrusy, mleko i miód. Świat zapomniał o szarych fabrykach mebli, Bawełnach i wielu innych zakładach. Nastał czas usług i kolorowej emigracji. Zanim się człowiek obejrzał, przestało być tłusto.

Historia pączka, radzieckich luster, wielu innych przykładów rzeczy i idei pokazuje, że świat to najczęściej taka sinusoida zdarzeń. Od ludzi jednak zależy, czy krzywa hossy będzie wyjątkowo duża, a nieuchronne siedem chudych lat da się jakoś przejść suchą stopą. Na pytanie: kiedy w Łomży najbardziej hucznie obchodzono tłusty czwartej, odpowiedź jest jedna. Teraz się go obchodzi z wyjątkowym pietyzmem. Wcześniej ludzie mieli co robić.

Niniejszy tekst nie jest wcale pochwałą dla minionej głupoty, ale wyrazem dezaprobaty dla dzisiejszej tężyzny umysłu.

Mariusz Rytel
cz
cz, 04 lutego 2016 08:18

 
161109032208.jpg
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0