sobota, 19 sierpnia 2017 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 357

Finansowe ocieplenie

Przyszło lato. Nareszcie. Zakatarzone skowronki z nadzieją patrzą w niebo. Poniżej, człowiek wreszcie może odetchnąć pełną piersią. Ciężko zdążyć nawet ze zrobieniem zdjęcia słońcu. Rześkie powietrze pali w płuca przy wdechu i wydechu. Zupełnie jak dobra papryczka chilli. Też piecze dwa razy. Powiew wiatru nie przynosi ulgi spacerowiczom. Zamiast tego, po plecach przechodzą dreszcze. Po korzonki. Niejeden kierowca wzdycha spoglądając na asfalt. Gdyby nie ogrzewanie w autach trzeba byłoby się przytulić do drogi. To jedyna, nie zakazana prawem, szansa na dogrzanie się w trasie.

Nie można jednak pozwolić, żeby te minusy przysłoniły nam masę plusów. To prawda, że aura bardziej przypomina tą z jesieni. Jest to jednak wspaniały poligon przed sezonem wykopków. Niech też nikogo nie martwi fakt, że ziemniaki wymokły i nie będzie co zbierać. Kartofle do wykopania zawsze się znajdą. Jesienią odbędą się wybory samorządowe. Są też inne plusy. Mimo chłodnego lata, kolejny sukces zanotowała podlaska policja. W wyniku intensywnych czynności operacyjnych zespołu funkcjonariuszy, ujawnił czterdziestosześcioletniego mężczyznę łowiącego ryby w Gaci. Pojawił się ów delikwent na „gaciowych wodach” bez rybackiego zezwolenia. Strzeliły korki od szampana, zawyły trąby jerychońskie. Jak nic, kolejny sukces! Sam przestępca też powinien się cieszyć. Na kąpiel było za zimno, nikt go więc nie pytał o kartę pływacką.
Malkontenci, którzy zawsze się znajdą, pod każdą szerokością geograficzną, narzekają, że polski wzrost gospodarczy to blef. Konieczność oszczędzania jest podobno tak samo paląca jak wspomniana już papryczka. Nic bardziej mylnego. Byliśmy i będziemy zieloną wyspą na czerwonej od kryzysu mapie Europy i Świata. Listy intencyjne w sprawie szkoleń zatytułowanych „Jak utrzymywać się na fali” już posłano do Kim Dzong Ila. To nie jedyny powód do zadowolenia w dziedzinie gospodarki, pracy i polityki społecznej. W środę 23 czerwca świętowaliśmy „Dzień wolności podatkowej”. To wyliczana przez ekonomistów data, od której symbolicznie przestajemy pracować na podatki. Rzucając okiem na kalendarz widać wyraźnie, że państwo zabiera nam połowę z tego co w ciągu roku uda się zarobić. Oczywiście, nie można nie zauważyć, że to zaledwie połowa. Nasze podejście do tematu jest wprost proporcjonalne, do bliźniaczej kwestii dotyczącej szklanki. Tej do połowy pełnej lub pustej. Na pocieszenie, należy zauważyć, że Francuzi mają gorzej. U nich składka na państwową kasę trwa prawie do jesieni. Utrzymanie piłkarskiej drużyny narodowej przecież kosztuje. Nasi, rozsądnie zostali w domu. Dzięki temu oszczędziliśmy trochę grosza na dofinansowanie ZUS-u, szpitali i Kulczyka w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego przy budowie prywatnych autostrad. Możemy też być spokojni o przyszłoroczne odprawy dla zwalnianych członków zarządów państwowych spółek. Stać nas. I niech nikt nam nie mówi, że nas nie stać, bo wydatki uwzględniliśmy już w przyszłorocznym planie wzrostu gospodarczego. I niech nas nikt nie pyta, skąd wiemy, że wzrost gospodarczy będzie, bo dostanie w mordę. Ksenofob jeden! Poza tym, to nie prawda, że państwo zabiera nam połowę dochodów. Słynne już progi podatkowe są o wiele niższe.
Tak oto można bronić polityki fiskalnej państwa przez wiele kadencji. Dopóki się człowiek nie potknie o podręcznik do historii w szkole podstawowej. Stoi tam, że najgorszym okresem w historii ludzkości było średniowiecze. Najgorzej mieli wtedy chłopi pańszczyźniani. Musieli jeden dzień w tygodniu pracować za darmo u pana. Wystarczy podstawowa znajomość matematyki na poziomie średniowiecznym i łzy same wyciskają się z oczu. Pierś rozrywa żal i tęsknota, za tym co minęło.

Mariusz Rytel

cz
cz, 24 czerwca 2010 12:12

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0