czwartek, 17 sierpnia 2017 napisz DONOS@

Mundial po łomżyńsku

Łącząc wydarzenia najgłośniejsze ostatnio w Polsce i na świecie, mamy polityczny futbol z Łomżą w tle. Oto w czasie, kiedy rozgrywki grupowe na mistrzostwach świata w RPA wchodzą w decydującą fazę, w naszym kraju dobiega końca faza przygotowawcza do spotkania o Złoty Taboret. Nie najważniejsze, ale na pewno najbardziej prestiżowe trofeum w całej gamie pucharów dostępnych na różnych szczeblach rozgrywek. Selekcjoner reprezentacji Prawa i Sprawiedliwości, na rozgrywki do Łomży przywiózł niemal wszystkich zawodników z pierwszego składu.

Mecz zaczął się wprawdzie z opóźnieniem, ale zgodnie z oczekiwaniami. Profesjonalnie przygotowana arena sportowych zmagań robiła wrażenie nawet na przeciwnikach. Równie profesjonalnie zorganizowana była „żyleta”. Najbardziej zagorzali kibice nie szczędzili gardeł by wyrazić swoje poparcie, i linii papilarnych, by to poparcie wzmocnić brawami. Nie wiadomo jednak do końca, czy wynikało to z prawdziwego zafascynowania selekcjonerem, czy dlatego, że prezydent Brzeziński nie udostępnił toalet w magistracie. Kilka godzin czekania zrobiło swoje. Gdyby jednak reprezentacja PiS tylko takie problemy miała, dawno już przegoniłaby w sondażach drużynę z Platformy Obywatelskiej. Po pierwsze, W czasie kiedy selekcjoner miał konstruować wyborczy atak, wyprowadzając krowy na soczystą trawę w Jakać Borkach, Bronisław Komorowski, p.o. selekcjonera PO, uziemił go w Warszawie. To było piękne zagranie. Szybkie prostopadłe podanie  na połowę przeciwnika. Do piłki dobiega sędzia i dyktuje rzut wolny dla drużyny z  Platformy. Takie były zapewne plany. To ma być kara za to, że selekcjoner PiS kłamie o konkurentach. Ten jednak sprytnie odbiera atakującym piłkę. Nie zważając na oczekujące tłumy i zamknięte toalety w Łomży udaje się na salę rozpraw w Warszawie. Niczym za dawnych lat nękany procesami i inwigilowany przez monopol partyjny, siedzi strapiony, ale zdeterminowany. Niczym za dawnych lat, z tą różnicą, że trwa transmisja na żywo. W ten oto sposób, na naszych oczach, odbiera przeciwnikom inicjatywę. Chociaż spóźniony, ale na wiec do Łomży przyjeżdża. Rozbija tym samym w pył taktykę opracowaną przez strategów Platformy. PO ma jeszcze inny problem, tym razem jednak go zauważa i w porę wycofuje się z decyzji. Na murawę nie wybiegnie joker, nie tym razem.
Ciekawą grę podczas tego typu spotkań prowadzi zwykle napastnik zespołu PO – Palikot Janusz, z pogardliwą trwogą zwany przez przyjaciół „Janusz”. Układanie innych uszczypliwo – obraźliwych określeń w jego przypadku nie ma racji bytu. Jest jak Golum – potrafi być i dobry i zły, a nigdy nie wiadomo jaki jest obecnie. Jest groźny jak mityczny Cerber. Tym groźniejszy, że w każdej chwili może zmienić się w clowna. Ten oto człowiek do Łomży nie przyjechał. Jeden z najbardziej cynicznych i najbogatszych Polaków w starciu z grupą łomżyńskich emerytek nie miałby najmniejszych szans. One wspólnie dostają z ZUS-u tyle, co on jednorazowo płaci fryzjerowi, żeby się nie dotykał mu do włosów. Ale w Łomży pieniądze nie byłyby atutem. To nie ta konkurencja. Spotkanie nad Narwią mogłoby okazać się bardziej bolesne niż ostatnie spotkanie z prof. Staniszkis. Nasze panie i bez wuwuzeli mogłyby zrobić ze znanego lublinianina jabulani co się zowie. Wiec odbył się więc bez zakłóceń. Ci, którzy twierdzą jednak, że drużyna PO oddała spotkanie walkowerem grubo się mylą. Spotkanie nadal trwa. Co więcej, nie minęła nawet pierwsza połowa. Mecz jednak nie jest już rozgrywany w Łomży. Następnego dnia w Warszawie okaże się, że taktyka p.o. selekcjonera PO, nie jest wcale taka zła. Mimo chwilowego załamania jego zawodnicy odbierają piłkę przeciwnikom. Wyposażeni w wyrok sądu nakazujący sprostowania we wspomnianej sprawie prą na urnę... bramkę przeciwnika. Będzie gol! Już niedługo, trzeba jeszcze trochę wytrzymać. W bezmyślnym biegu jest chwila, żeby pomyśleć. Spoconym i zasapanym, przed oczami przesuwają się im marcowe słupki sondaży. Wtedy przewaga była ogromna. Świat był piękniejszy. Spokojnie oddychało się pełną piersią. Teraz czuć oddech przeciwnika za plecami. Ale nie można odpuścić! Nie tylko dla siebie i członków rodzin na stanowiskach w klubie. Nie tylko dla p.o. selekcjonera PO, ale przede wszystkim dla umiłowanego wodza Tusk Dzong Ila.

Mariusz Rytel

mm
pt, 18 czerwca 2010 11:52

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0