czwartek, 08 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Świński Półmaraton i świnie w Giełczynie

Jedna olbrzymka czekała na zakończenie biegów na 5, 10 i 21 kilometrów zagrzebana w czystej słomie na przyczepce. Druga rozgrzewała się na rożnie, ociekając tłuszczem i wabiąc zgłodniałych biegaczy z całej Polski północno-wschodniej, którzy zjechali się bardziej dla zabawy niż pucharów i trofeów na I Świński Półmaraton. Jak sama nazwa wskazuje, w nagrodę można było dostać świnię lub jej ekwiwalent w gotówce, co udało się po losowaniu Adamowi Elsnerowi (lat 44) z Łomży. Na pięć km triumfował Sławomir Mąka (lat 54; 19 minut) z Ostrołęki,; na 10 km – licealista z Kętrzyna Maciej Warno (lat 18; 39 minut 42 sekundy), zaś na 21 km w I Świńskim Półmaratonie zwycięstwo odniósł rolnik ze wsi Borawskie k. Jedwabnego Andrzej Godlewski (lat 29; 1 godzina 23 minuty).

W słoneczną sobotę po zielonej łące w Giełczynie przechadza się roześmiana Anna Rytel. W tłumie gości swoistego „festiwalu biegowego”, gdzie każdy może sobie wybrać dowolnie dystans, trudno byłoby ją odróżnić od wytrenowanych sportsmenek. Jednak Anna Rytel nie  biega, a reprezentuje sponsora głównego zawodów, którym jest Ubojnia Zwierząt Robert Rytel, jej małżonek. - Bieg na 5 km w pierwszej edycji naszych zawodów ukończyło 27 zawodników, na 10 km - 25, zaś 21 km – 53 biegaczy, wśród których był niezmordowany animator aktywności fizycznej na świeżym powietrzu 56-letni Mariusz Niziński z Łomży, sprawny organizator i sprawiedliwy sędzia główny zawodów – informuje urocza 39-latka, zamierzająca za rok wystartować na dystansie 5 lub 10 km. Tym razem przeszkodziła jej złamana dwa miesiące temu noga, lecz do przyszłego półmaratonu będzie już OK.

Bieganie przynosi lekki oddech i radość
Zastanawiał fakt, że na zawody przyjechało więcej ludzi z Polski, niż z Łomży. Goście byli, m.in., z Białegostoku, Ełku, Augustowa, Olsztyna i nawet odległego o 260 km Tomaszowa Mazowieckiego. 
Pobiegli dobrzy biegacze oraz, być może, dobrzy zbieracze grzybów, wśród których był najstarszy uczestnik zawodów, 69-letni Józef Tyborowski z Łomży, szczycący się formą i dwoma zdrowymi prawdziwkami. A najmłodszy uczestnik zawodów, 14-letni Janek Muszyński z Juchnowca Dolnego koło Białegostoku, grzybów na trasie nie zbierał, bo bardziej skoncentrowany był na osiągnięciu jak najlepszego wyniku. Chociaż chłopiec, namówiony przez tatę Marka (lat 50) kilka miesięcy temu do biegania, na 10 km potrzebuje godziny czasu, to już z podziwem patrzy na biegającego od 8 lat seniora, pokonującego ten sam dystans w 47 minut. Obaj nigdy nie palili papierosów i nie mają nic dobrego do powiedzenia o alkoholu czy innych niezdrowych używkach. W swobodnej rozmowie wesoły nestor pierwszego Świńskiego Półmaratonu wymieniał z juniorem gimnazjalista poglądy, wśród których dominował jeden: bieganie obydwu przynosi za cenę zadyszki lekki oddech i radość. Tak jak 52-letniej mamie Janka Teresie, która również wystartowała z synem na pięć kilometrów...
29-letni Andrzej Godlewski wygrał półmaraton w Giełczynie, jak i tydzień wcześniej nad Wigrami. Sympatyczny i pogodny rolnik ze wsi Borawskie kolo Jedwabnego jest absolwentem Zespołu Szkół Rolniczych w Marianowie, gdzie zaczęła się jego przygoda z biegającą lekkoatletyką. Ma na koncie o wiele lepszy wynik w półmaratonie – 1 godzina 17 minut i 13 sekund. Ale w Giełczynie trasa była trudniejsza, więc pokonał dystans w 1 godzinę 23 min 32 s. Nie wpłynęło to wielce na dobry humor zwycięzcy, bowiem przy jego boku kwitła młodsza o trzy lata narzeczona Iza Pyczkowska z Łomży. Młodzi kochają się nie od dziś, zamierzają się pobrać i żyć w szczęśliwej rodzince z trójką dzieci...

Sportowa tradycja w rodzinie nie ginie

Maciej Warno (lat 18) z Kętrzyna przechadza się z tatą Rafałem (lat 39) przed wyremontowaną, nowoczesną i czystą świetlicą w Giełczynie, gdzie zawodnicy po biegach popijają kawę i pojadają chałwę. Trawka, słonko i grupki tak jak Maciek zapalonych biegaczy gawędzące przed świetlicą, co umila im muzyka, zaproponowana przez Jerzego Sęka, i występy kapel kurpiowskich: ROK i Maki. Trzecioklasista III LO im. Wojciecha Kętrzyńskiego ma w tę sobotę przynajmniej trzy powody do dumy: jest wicemistrzem Polski w taekwondo olimpijskim i trenuje od 10 lat pod okiem Tadeusza Snopka; wygrał na dystansie 10 km; a po trzecie kroczy obok dumnego ojca. Bieganie zaczął trzy lata temu z tatą, który jest ratownikiem medycznymi kierowcą karetki. - Oby młodzież miała teraz zajęcie, żeby nie mieć czasu na głupstwa – konstatuje ojciec Maćka. - Mój syn wcześniej był dosyć nieśmiały. Właśnie dzięki bieganiu nabrał pewności siebie. Ja już nie trenuję, bo ktoś musi zarabiać.
18-latek przytakuje i dodaje od siebie, że bieganie pod pewnym względem wydaje się podobne do taekwondo: wymaga wytrwałości, poświęcenia i hartu ducha. Potrafi 5 km przebiec w 17 min, zaś 20 w półtorej godziny. - Na trasie było trochę wzniesień, utrudniających rytmiczny bieg, jednak nie  na tyle trudnych, żeby nie dobiec – komentuje zwycięzca na 10 km w Giełczynie i 99. zawodnik na 7000 biegaczy (w swojej kategorii wiekowej piąty!) w czerwcowym biegu świętojańskim w Gdyni.

Jajko szczęścia nr 55 i trzoda dla geodety
44-letni geodeta z Łomży Adam Elsner wprost promieniał ze szczęścia i z rozbawienia, gdy okazało się, że Sierotka Marysia wylosowała właśnie jego numer startowy 55, aby mógł wybierać, czy woli opasłą świnię z kokardą, czy cienką kopertę z 400 zł w czterech banknotach: 200, 100 i dwa po 50 zł. Nie wahał się ani chwili, chociaż koledzy namawiali szczęściarza na wybór świni, którą chcieli od niego odkupić, tyle że nie zdradzili, za ile. Musieli obejść się smakiem, patrząc na pozującego do zdjęcia szczęściarza, który bieganiem zajął się dwa ii pół roku. Nie z myślą o świniach i kopertach, tylko z nadzieją na satysfakcję, że potrafi pokonać siebie, słabości i kryzys na kilometr przed metą. - Zaciskam wtedy zęby i mówię sobie, że już niedaleko, że trzeba się choćby doczłapać, doczołgać.
Trafną ma intuicję i doświadczenie, co naukowo potwierdza psycholog (za półtora roku...) Maciej Maksymiuk, 33-letni, nauczyciel muzyki z Łomży, który 1. maraton w życiu przebiegł w 4 godz. 36 minut. Po trzech latach na 42 km poświęca 3 godz. 55 minut. - Norepinefryna – wyjaśnia fachowo.

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
mm
so, 30 sierpnia 2014 22:42
Data ostatniej edycji: 2014-08-30 22:51:16

 
161201033137.gif
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0