sobota, 03 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Nauczyciele wierni ideałom: Narodu i małżeństwa

- Prawie każdego dnia, jak jestem na spacerze, kiedy robię zakupy w sklepie czy stoję w kolejce w banku, to spotykam swoich uczniów... – mówi łagodnie matematyczka Jadwiga Kozłowska (lat 86), profesorka Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Kościuszki w Łomży. - I zaraz zaczynają się pytania, czy ich pamiętam, i wspomnienia z lat szkolnych, i jest w tym tyle szczerej wdzięczności... Gdybym nie została nauczycielką, a zawód ten uważam za powołanie, mogłabym być ogrodnikiem.
- Ja w czasie wojny, mając 13 czy 14 lat, w swojej rodzinnej wsi Kurowszczyzna miałem około 30 swoich uczniów, gdyż na wsi uważano, że jestem taki podszkolony i oczytany, że mogę uczyć inne dzieci – dodaje historyk Wacław Kozłowski (lat 85), profesor I LO i małżonek od 61 lat Jadwigi, z którą doczekali czwórki dzieci, sześciorga wnuków i czworga prawnuków oraz tysięcy uczniów. - Może zostałbym prawnikiem, gdyby nie wiedza o procesach politycznych w PRL-u z karą śmierci...

Jadwiga i Wacław Kozłowscy, małżeństwo emerytowanych nauczycieli I LO w Łomży
Jadwiga i Wacław Kozłowscy, małżeństwo emerytowanych nauczycieli I LO w Łomży


Profesorostwo Kozłowscy to prawdopodobnie jedno z najdłużej pracujących w oświacie małżeństw, które w miłości, wierności i w zgodzie dożyło diamentowych godów. W Dniu Edukacji, za którym przynajmniej profesor nie przepada, bo tchnie mu święto oficjalnością władz, do których nigdy nie tęsknił, na długim stole w pokoju gościnnym ich mieszkania przy Rządowej w Łomży królują róże. To od wdzięcznych uczniów, pamiętających do dziś swoich ukochanych nauczycieli z lat młodości.

W okresie komuny nie kryli się za filarami
Ona urodziła się w Piątnicy koło Łomży, on – w Kurowszczyźnie koło Sokółki. Ona – absolwentka łomżyńskiego Liceum Pedagogicznego, on – uczeń ogólniaków w Sokółce, Szczecinie i Gdańsku, gdzie zdobył maturę LO przy ul. Polanki. - Tam, gdzie mieszka Lech Wałęsa... - opisuje profesor. - Dlatego różne szkoły średnie zaliczałem, że koledzy byli aresztowani przez UB. I dostali w dupę...
Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Gdańsku mogła przyspieszyć narodziny ich miłości. Jednak ona studiowała zaocznie, on zaś stacjonarnie i na studiach się nie spotkali, dopiero w LO w Grajewie, gdzie uczyli dwa lata i dwa miesiące. Po ośmiu miesiącach w LO w Suchowoli przybywają w 1955 do Łomży. - Miasto miało 18 000 mieszkańców, jedną parafię katedralną, jeden komitet powiatowy partii i Urząd Bezpieczeństwa przy Nowogrodzkiej od Bernatowicza – wspomina profesor. - Okna w szkole na 1. i 2. piętrze zamalowano białą farbą, żeby nie było widać rozstrzeliwania więźniów...
Przyjechali do Łomży, lecz z braku lokum mieszkali w Piątnicy, skąd zimą dochodzili przez łąki i zamarzniętą Narew do liceum, mającego wówczas ledwie 12 klas na czterech poziomach, około 300 uczniów. Tu profesor spotkała swego ucznia Stefana Borawskiego, z czasu pracy w LO Szczuczyn, z którym zaprzyjaźnił się jej małżonek, jak z prof. Stefanem Werczyńskim. I matematyk, i anglista już nie żyją. Może w Dzień Nauczyciela, świętowany od 1972 roku, warto ich wspomnieć...? - Ja w Boga wierzący jestem od urodzenia – podkreśla profesor. - Karol Marks mówił, że religia to opium dla ludu; a Ludwik Pasteur: im większa wiedza, tym głębsza wiara. Za komuny chodziłem na msze. Nie kryliśmy się z żona w żadnym kościele za filarami. Nikt nie odważył się nam zwrócić uwagi... 

„Ciężko było, trudno koniec z końcem związać...”
Profesor Kozłowski to jeden z tych profesorów, którzy nie ukrywali prawdy o mordowaniu przez Rosjan tysięcy polskich oficerów i żołnierzy w Katyniu na początku lat 60. Pamiętają go uczniowie przełomu lat 70. i 80., gdy na jego lekcjach część maturzystów grała w szachy, mając w profesorze niezrównanego rywala, część prowadziła z nim dyskusje historiozoficzno-geopolityczne. Na pewno nie były to konwencjonalne lekcje historii, ponieważ zawsze jakoś odnosiły się do współczesności. - Miałem mieć wykłady dla oficerów MO w Łomży o przewodniej roli PZPR, o której propaganda głosiła, że najlepsi do niej należą, więc poszedłem do kapitana, że jestem bezpartyjny – śmieje się profesor. - Nie szkodziło, aż zacząłem bajeczką jak w „Panu Jowialskim”. I to był ostatni wykład...    O swoich pensjach z czasów Polski Ludowej profesorowie nie mają wiele dobrego do powiedzenia. - Ciężko było, trudno koniec z końcem związać, jak się chciało dzieci na studiach kształcić – ocenia pani profesor. - Fatalnie, fatalnie... - smutno kiwa głową profesor. - Od połowy lat 60. do połowy lat 80. mieliśmy prawie dwa hektary z olszyną działki, na której uprawialiśmy porzeczki... Bywało, że pobudka o czwartej rano, pracowałem do godz. 10., potem szybko mycie i śniadanie, lekcje, obiad i znowu praca przy porzeczkach, aż się robiło ciemno... Prawie 20 lat tak się jedno z drugim łączyło.
Gdy Wacław Kozłowski zaczął w Grajewie pracę nauczyciela 1. września 1952 r., trwało „apogeum władzy Urzędu Bezpieczeństwa”, „a wyszedłem ze szkoły w czerwcu 1989”. Wówczas „w telewizji z pełną euforią pani Szczepkowska ogłasza koniec komunizmu. Czyżby?”- pisze o końcu pracy w I LO w Łomży w niepublikowanym wspomnieniu. Cieszą się Jadwiga i Wacław Kozłowscy, że lepiej nauczycielom się powodzi, a dzieci nie uczą się, jak profesor, na tajnych kompletach z lat okupacji. Profesorka w tym fachu widzi życiowe powołanie, a profesor ucina: - Nie lubię górnolotnych słów.

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
mm
wt, 14 października 2014 18:16
Data ostatniej edycji: 2014-10-15 09:40:39

 
161201033137.gif
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0