czwartek, 23 lutego 2017 napisz DONOS@

Bursztyniarstwo na Kurpiach

autor: Jerzy Jastrzębski

*****************************************

Skiela wzion sie burśtyn?

Kieni Pon Bóg na grześnych ludzi napuściuł potop, to jak ziedomo ze starech ksiegów - straśliwy desc loł bez śterdzieści dniów i noców nieprzerwanie, a ludzie gineni jak nandzne roboki. Płakoli tyz rzywnie z niescańścia, a łzy jech - jek napecnioły groch grube, kapoły w to wode potopowo.

I zrobziło sie takoj:

* ze łzów ludzi niezinnych, małech dzieci i jensych nieboroków ulezoł się burśtyn jak łza cysty i przejzysty - na pasije, na leki, na korole dla dziwcoków i na inse psiankne i przyjemne rzecy.

* ze łzów grześników pokutujących i załujących za gziechy powstoł burśtyn przyciemnioły, zamglony, zachmuzony jekby, dobry na kadzidło, do fajków, na tabakiery abo rącki do kijów.

* a ze łzów ludzi złech, bluźnierców, opojów i insych ucotał się burśtyn brudny, nie do uzytku - na farbe, smołe i inse śtuki podlejse.

Burśtyn ocysca się w ogniu cy na zazących węglach i z tego, co dobre było w ludzioch, wydaje dym psijemny dla nosa i oców, a ze złek reśtek zostaje na dnie troche smradliwych weglów i carnech sadzy.
A z borów co narosły w tech niejscach po potopsie rozloła się zizica, dająca z siebzie rózno rozmaitość burśtynowo nad morzem i w siwej zieni i w duzech gniazdach po borach. I bez to burśtyn nazywajo do dziś stazy burśtyniaze zizico od potopu śwata a drzewa roniące w letnie ciepło zizice są to sosny wypłakane, bo wypłakują z siebzie lepką masę zizicę, z chtórnej bańdzie kiedyś znowuj burśtyn.
A bańdzie to zo siła roków - zo sto, tysiąc, a może nawet za duzo ziancej.

A. Chętnik: Jantar w sztuce Kurpiowskiej (1973)

****************************************


Bursztyniarstwo na Kurpiach

Kurpie to region znajdujący się w dorzeczu rzeki Narwi. W przeszłości obszar porośnięty puszczami, poprzecinany licznymi dopływami Narwi. Stałe osady na Kurpiach powstały stosunkowo późno, bo w XVI - XVIII wieku. Opóźniony był rozwój rolnictwa, co spowodowało, że miejscowa ludność zajmowała się także bartnictwem, myślistwem, rybołówstwem, stolarstwem oraz w znacznym stopniu wydobywaniem i obróbką bursztynu. Spośród skąpych, nadnarwiańskich bogactw, najbardziej interesowano się bursztynem, który szczególnie na prawym brzegu Narwi znajdowano od dawna. Ludność dorzecza Narwi tak silnie związała się z eksploatacja i obróbką bursztynu, że minerał ten wszedł na stałe do historii kultury materialnej regionu. Wpłynął na powstanie etnograficznej odrębności tego obszaru i przez wiele lat warunkował jego rozwój gospodarczy.
Skupiska bursztynu na Kurpiach w czwartorzędowych osadach lodowcowych i wodnolodowcowych, powstały w wyniku redepozycji złóż trzeciorzędowych przez lodowce plejstoceńskie w tak zwanej epoce lodowcowej (od około 1.700.000 do około 10.000 lat temu). Jest to bursztyn bałtycki (Succinit), bardzo zróżnicowany pod względem form występowania jak i odmian. Kolejne przemieszczanie, w okresie późniejszym, odbywało się transportem rzecznym. Stopień zwietrzenia jest bardzo różny, podobnie jak różna jest barwa, przezroczystość i wielkość bryłek.

Bursztyn nad Narwią znajdowano i znajduje się w różnych miejscach. Na piaskach i wydmach nadrzecznych można znaleźć kawałki bursztynu z popękaną od słońca, zczerwieniałą powłoką zwietrzelinową. W gruzie polodowcowym, wśród drobnych kamieni i żwiru, spotkać można różnej wielkości, mocno zwietrzałe otoczaki bursztynowe. Na duże ilości bursztynu natrafiano w wodzie przy łowieniu ryb i na dnie zbiorników wodnych. W wodzie poszukiwano bryłek bursztynu często wieczorem lub w nocy, ponieważ leżący na dnie był ponoć, w świetle palonego łuczywa, doskonale widoczny. Znajdowano wśród kamyków w wodzie czasem nawet spore bryłki. Do wydobywania bursztynu z wody używano drewnianych szufli i szufelek z otworami oraz siatek na obręczy i drążku zwanych czerpakami i kaszorkami. Najbardziej bursztynodajnymi rzekami były: Szkwa, Piasecznica i Rozoga. Przed regulacją tych rzek (1935-1937) wody często zmieniały koryto, wypłukując duże ilości bursztynu.
Ciekawym sposobem wydobywania bursztynu na Kurpiach było pozyskiwanie go poprzez udeptywanie powierzchni gruntu. Na mokrych łąkach zwanych "rygociami" podeptanych przez bydło, bursztyn znajdowano tuż pod powierzchnią, lub też woda wydostawała się często wraz z bursztynem.
Brak dokładniejszych badań na Kurpiach nie pozwala niestety określić kiedy zaczęto kopać bursztyn, prawdopodobnie czyniono to od setek lat. Często znajdowano bursztyn przypadkowo np. w czasie orki, przy kopaniu rowów, studzien (na głębokości 2 - 4 m) przy eksploatacji glinianek i żwirowni. Częste, choć przypadkowe znaleziska doprowadziły z czasem do regularnego poszukiwania bursztynowego surowca. To pozwoliło na zastosowanie określonych sposobów wydobywania bursztynu oraz spowodowało wprowadzenie i udoskonalenie różnych narzędzi używanych przy jego eksploatacji. Mieszkańcy kurpiowszczyzny nauczyli się rozpoznawać miejsca, w których mógł znajdować się bursztyn. Na obszarach podmokłych poznawali te miejsca po rdzawym kolorze wody, na gruntach stałych - po kolorze gleby. Najwięcej bywało bursztynu w dołach i mokradłach, w ziemi miałkiej, nie zawierającej kamieni, barwy siwej lub modrej. Ziemia taka nosiła nazwę "siwicy", a jej żwirowe podłoże nazywano "ciękieć".
Bursztyniarze poszukujący bursztynu robili w wybranym miejscu tzw. "bicie próby" Czynność tę wykonywano przy pomocy ostrych widełek o dwóch długich zębach lub tzw. "próbnych drągów lub kijów" Widełkami kłuto łąki, paśniki, gdzie spodziewano się "siwicy", w której nie ma kamyków. Jeżeli zęby wideł trafiły na coś twardego - to zapewne był to bursztyn, wtedy dopiero rozpoczynano kopanie łopatą. Próbny drąg to kij z nasadzonym żelaznym ostrzem, na którym było jeden lub więcej "zadziorów" Służył on do wydobywania próbek ziemi. Wbijano go silnym uderzeniem w wybranym miejscu i po wyciągnięciu z ziemi na "zadziorach" pozostawały resztki gleby. Stary bursztyniarz - "majster" oglądał te próbki ziemi, rozcierał je w ręku, a gdy spostrzegł siną lub modrą barwę, decydował, że w tym miejscu należy kopać. Stary "majster" ze wsi Wolkowe powiadał "Jak gaść zieni weznę do ręki, to poznam: burśtyn cy nie". Do kopania używano łopaty, do pogłębiania otworów próbnych - rydli, rozbijaczy i metalowych pogłębiaczy. W miejscu, w którym spodziewano się bursztynu kopano też parę niewielkich dołków o wymiarach w przybliżeniu: szerokość 1 sztych (25 cm), długość 1,5 sztycha (37 cm), głebokość 3 - 6 sztychów (75 cm - 1,5 m). "Majster oglądał ziemię, rozcierał w ręku, kiedy zaś natrafił na siną czy modrą, wilgotną ziemię z ziarenkami piasku, wołał na innych, że natrafili już na "ciękieć", a więc i bursztyn musi być wkrótce".
Kopiąc napotykano najpierw na tzw. pasiki bursztynowe, długości 4 - 5 kroków (3 - 4 m). Pod nim na głębokości 2 - 3 piędzi (60 - 90 cm) dokopywano się do znacznych skupisk bursztynu zwanych pasami bursztynowymi. Tak nazywano w słownictwie bursztyniarzy kurpiowskich pewne formy nagromadzenia bursztynu w ziemi. Teraz z kolei należało się zorientować, poprzez wykopanie dalszych prób, w jakim kierunku pasy się ciągną i w którą stronę się rozszerzają. Pasy bursztynowe miały różną długość, średnio do 24 m. Zawsze zakończone były miejscem rozszerzającym się (58 cm do 1,15 m) tzw. "kociołkiem", w którym było najwięcej nagromadzonego bursztynu. Zdarzały się przypadki, że z kociołka wybierano nawet do 100 kg bursztynu. To szerokie zakończenie występowało przeważnie po stronie wschodniej. Pasy bursztynowe nie biegły w ziemi poziomo lecz zawsze pod pewnym kątem, często zmieniały kierunek, czasem się ze sobą przecinały. Wyróżniano wiele rodzajów pasów, miały one swoje nazwy np. zwyczajny, krzywy, przerywany, złamany, pas z wylotem, podwójny.
Czasem zdarzało się, że w trakcie kopania ukazywała się woda zwana "żygawicą". Silnie nawilgocona ziemia obsuwała się, wówczas zakładano w doły obudowę z desek lub bali zwaną "skrzynią". Zabezpieczała ona boki dołu i pozwalała kopać do głębokości 3 - 5 m, wyjątkowo do 8 m. W zależności od tego w jakim gruncie kopano używano następujących narzędzi: łopatki wąskiej do kopania między korzeniami drzew w lasach, motyczki lekkiej do szukania w dole, łyżki "próbnej" do błotnistego gruntu, żelaznych "grabci" do ziemi bursztynodajnej i szufli drewnianej do rozrzucania wydobytej ziemi.
Bursztyn na Kurpiach kopano na gruntach własnych lub dzierżawionych, pojedynczo lub całą rodziną. Tworzono także grupy tak zwane "osmany". Na czele takiej spółki stał "majster" - najbardziej doświadczony bursztyniarz, który umiał nie tylko kopać ale i wyszukiwać bursztyn. Stosownie do ilości wykopanego bursztynu, po sprzedaniu go, dzielono się zarobkiem. Na swoich gruntach mógł kopać każdy bez żadnych ograniczeń. Natomiast tereny rządowe były oddawane w dzierżawę na drodze licytacji. Rząd bezpośrednio kopalniami nie zarządzał, nadzór nad nimi powierzano służbie leśnej. Ich zadaniem było jedynie dopilnowanie regularnego uiszczania opłat dzierżawnych oraz pilnowania, aby bursztyniarze zasypywali kopane doły.
Największe zainteresowanie wydobywaniem bursztynu na Kurpiach przypada na pierwszą połowę XIX w., chociaż początki eksploatacji historia wiąże z przybyciem na te ziemie w XVIII w. Wolframa de Vozy ze Starych Prus. W 1796 r. rozpoczął on poszukiwania w okolicy wsi Wolkowe, a nieco później w Chełchach w gminie Sypniewo. W pierwszej połowie dziewiętnastego stulecia, na najbogatszych w bursztyn terenach południowego Bałtyku, doszło do wyraźnego regresu w rozwoju eksploatacji i obróbki tego surowca. Zarzucane były kolejne drobne kopalnie na Sambii, a prywatni dzierżawcy ubiegali się o dzierżawę rządowych terenów, nadających się do poszukiwania bursztynu. Tereny kurpiowszczyzny zastępowały w wydobyciu i obróbce plaże Bałtyku i wybrzeże Półwyspu Sambijskiego. W XIX wieku było ponad 100 małych kopalni odkrywkowych typu skrzyniowego o głębokości 0,5 - 5 m, czasem o znacznej wydajności i drugie tyle pojedynczych znalezisk dokumentowanych w literaturze.
Pierwszą kopalnią rządową była kopalnia w leśnictwie Łacha. Bursztyn odkryto tu w 1808 roku, ale umowę o dzierżawie podpisano w 1816 r. Do największych kopalni rządowych należała kopalnia w leśnictwie ostrołęckim. Zajmowała ona powierzchnię 1000 km2. Tereny bursztynodajne oddawane były w dzierżawę od 1810 roku. W latach 1818 - 1822 przystępowało tam do pracy nawet 2000 - 3000 ludzi dziennie. W 1818 roku, w niektórych miejscach, wydobywano dziennie około 100 kg bursztynu. Dzierżawcy bardzo pilnowali robotników zabierając im cały wydobyty bursztyn. W latach 1835 - 1836 wydobyto w leśnictwie ostrołęckim 1285 kg bursztynu drobnego i 1148 kg bursztynu w większych kawałkach. Kopalnia ta istniała aż do 1850 roku.
Druga kopalnia rządowa rozciągała się w leśnictwie Przasnysz, dzierżawiona była od 1816 roku. Dziennie wychodziło do pracy około 15 ludzi. Pasy bursztynodajne dochodziły do 35 m długości. W 1817 roku rozpoczęła pracę trzecia kopalnia rządowa w leśnictwie Różan. Zajmowała powierzchnię około 50 km2. Do pracy w tej kopalni wychodziło około 20 ludzi. Pasy bursztynodajne znajdowały się na głębokości 1 - 2 metrów. Największe bryły ważyły do 1 kg. Czwarta kopalnia rządowa, dzierżawiona od 1825 roku, obejmowała tereny w leśnictwie Pułtusk. Dochody z powyższych kopalni były zróżnicowane. Największy dochód ze wszystkich kopalni rządowych przynosiła kopalnia ostrołęcka, również najdłużej utrzymywała się tam dzierżawa. W 1840 roku w dorzeczu Narwi prosperowało około 60 przedsiębiorstw zajmujących się wydobywaniem bursztynu, ale już w 1865 r. pozostały z nich tylko dwa. W 1841 r. W.K. Wójcicki pisał o wydobywaniu na Kurpiach: "Zwykle Żydzi kopalnie dzierżawią i ci za kopanie im nie płacą, tylko do woli wódki dostarczają, a dopiero za znaleziony bursztyn wynagradzają. Takim sposobem lud się ten rozpija. Nadto przez kopanie bursztynu i wydobywanie na wierzch ziemi nierodnej niszczą sobie grunta i pastwiska".
Zlikwidowanie kopalni rządowych oczywiście nie oznaczało zaprzestania kopania bursztynu. Kurpie jeszcze przez długie lata trudnili się wydobywaniem bursztynu. Wg maszynopisu Hessa z 1917 r. bursztyn w tym roku kopano jeszcze w 15 miejscowościach ostrołęckiego, a i dziś zdarzają się jeszcze chętni do tej pracy. Obecnie poszukują bursztynu na świeżo zaoranych łąkach, wieczorem lub w nocy. Wykorzystuje się do tego światło lampki, którą zakłada się na czoło. Na wydobywanie bursztynu trzeba, obecnie w Polsce, mieć koncesję. Mimo tego czynione są próby wydobywania bursztynu metodą hydrauliczną przez osoby indywidualne. Wydobywany on jest z głębokości od 1 do 12 metrów, przy czym nie są to duże ilości surowca.

Kurpie nie tylko umieli szukać i kopać bursztyn ale także go obrabiać. Tradycje obróbki bursztynu w dorzeczu Narwi sięgają XV wieku. Pierwotnie była to dość prosta obróbka ręczna. Używano do niej następujących narzędzi i materiałów pomocniczych: drobny piasek, płytki piaskowca (oślany kamień), marmurki, popiół, trociny bursztynowe, iły rzeczne i bagienne, glinki suche i błotniste, kreda w proszku sucha i zwilżona, tarta cegła, kawałki szkła, skóra - kozia, barania, grube sukno, flanela, szczotki, szczoteczki, pędzelki, miski gliniane, woda, olej, mydło.
Piasek służył do szlifowania z grubsza płaskich powierzchni bursztynu. Był to pierwszy etap obróbki. Oczyszczone z zewnętrznej łupiny (kory) płaskie powierzchnie tarto o grubo lub drobnoziarnisty piaskowiec, aż do uzyskania powierzchni bez zagłębień. Tak startą płaszczyznę gładzono na marmurkowej płytce polewanej czystą wodą. Jeżeli bursztyniarz nie posiadał marmuru, używano drewnianego klocka (kopystkę), posmarowanego rozprowadzonym w wodzie, przesianym popiołem z miękkiego drewna. Mieszkający w pobliżu wód stojących, wykorzystywali do szlifowania rzadkie błota i glinki. Wcierane przy pomocy drewnianej łopatki, szlifowały i gładziły bursztyn, ale go nie polerowały. Do tego celu używano grubego sukna, posypanego miałem kredowym, zwilżonym wodą lub wodą z mydłem. Po kilkudziesięciu minutowym szlifowaniu i polerowaniu kawałek bursztynu był już gotowy, a jeżeli posiadał naturalny otwór (nadziak) z kawałka bursztynu stawał się wisiorkiem. Bryłki bursztynu były gładzone z grubsza także na kawałku cegły z równą, wypaloną płaszczyzną. Do miałkiej kredy dodawano czasem oleju lnianego, a w późniejszym okresie kredę zastąpiła pasta do zębów.
Do szlifowania i polerowania nierównych, wyżłobionych bryłek - płaskie płytki piaskowca, marmuru czy sukna nie wystarczały. Przy ręcznej obróbce radzono sobie przy pomocy gładzików z kredą, z papką gliniastą czy ilastą, używano też twardych szczotek maczanych w glince czy kredzie. Noże i dłuta potrzebne do oczyszczania były pierwotnie z krzemienia i łupanych muszli. Narzędzia z tych materiałów wytrzymywały twardość bursztynu i były w stanie skubać, gładzić, powiększać otwory "nadziaków". Jeszcze w 1860 r. bursztyniarze na Kurpiach do obróbki bursztynu używali zamiast szkła - okrzesek z krzemienia "scadrów", zbieranych na wydmach, a do borowania otworów używali krzemiennych borów (krzemieniuszek) obsadzonych w drewnianych przyrządach do borowania - "drylach". W 1912 r. Adam Chętnik znalazł narzędzia krzemienne do obróbki u bursztyniarz pod wsią Dudy Puszczańskie. Tak jak z czasem ostrza noży zmieniły się z krzemiennych na metalowe, tak piasek, żwirek i piaskowiec zastąpione zostały przez pumeks, szmerglowy (ścierny) papier i różne rodzaje pilników. Pilniki wykorzystywane były do wygładzania nierówności, robienia rowków, nacięć, powiększania otworków. Raszple przydatne były czasem do usuwania z surowca grubej powłoki zwietrzelinowej. Ze względu na szarpiącą, chropowatą powierzchnię tego narzędzia oczyszczany kawałek bursztynu był przykręcany śrubą do warsztatu. Kawałek szkła z łamanego w ostre kanty szkła okiennego, z lamp naftowych, czy obecnie z żarówek, używane były pierwotnie przy gładzeniu, po skonstruowaniu tokarek przy toczeniu kawałków bursztynu. Do ostatecznego oczyszczania wyrobów polerowanych używano flaneli, sukna, skóry baraniej lub koziej. Czyszczono też bursztyny innymi sposobami. Po wygładzeniu mułem, marmurkiem czy kredą polerowano paciorek tą samą kredą, ale w połączeniu ze śmietaną czy naftą lub popiołem z fajki.
Ważną i dosyć trudną czynnością przy obróbce było i jest wiercenie otworów. Pierwotnie wykorzystywano naturalne otwory "nadziaki", ale i one nie zawsze odpowiadały potrzebom. Były one grubsze, cieńsze, krzywe, skośne itp. Trzeba było je prostować, poszerzać, pogłębiać. Do tego służyły odpowiednie narzędzia z krzemienia, w późniejszym okresie z metalu. Narzędzia do robienia otworów całkowicie borowanych za pomocą ręcznych, czy nożnych tokarek, czy wiertarek nie były zbyt dokładne. Świderki, mające na końcu gwint, psuły i rozsadzały wyroby. Późniejsze, stalowe bory nie wierciły, ale borowały - skrobały ostrym, dłutkowatym końcem otwór, który był dokładniejszy, jednakowej średnicy, nie psuł korala, czy wisiorka. Bursztyniarze na Kurpiach sami wykonywali takie bory ze starych iglic, z drutów do parasoli, czy szprych rowerowych. Najważniejszą jego część stanowiło sklepane nieco zakończenie - łopatka z nieznacznie ostrym koniuszkiem. Bor musiał obracać się szybko, im szybciej tym pewniejsza praca, gładszy i prosty otwór.
Do wiercenia małych otworów w rzeźbionych z bursztynu sercach, krzyżykach, medalionach używano osadzonej w pionie igły stalowej, zaostrzonej na łopatkę. Drewniany przyrząd z zaostrzonym w pionie borem nazywano drylem. Z czasem bursztyniarze obsadzali bor już od razu w oś przy szpulce kołowrotka. Borowanie otworu odbywało się wtedy bardzo szybko i dokładnie. Kołowrotek do przędzenia, przystosowany do obróbki bursztynu, prawdopodobnie w połowie XIX w . pojawił się na Kurpiach. W 1864 r. Wójcicki pisał, że w okolicach Myszyńca Kurpie nie używają innego narzędzia jak prostego kółka do przędzenia. Wykorzystanie przez bursztyniarzy kołowrotka było ostatnim etapem w rozwoju narzędzi obróbki bursztynu. W XVII - XVIII w. funkcjonowały już pierwsze prymitywne tokarki, szczególnie do toczenia korali. Z biegiem czasu powstał cały zestaw różnych tokarek i obrabiarek:
* Kręciołek sznurowy - "szarpaczka", drewniany wałek z okręconym dookoła sznurem, jeden koniec wałka posiadał "trzpień" czuli stalowy drut, na który nasadzało się bryłkę z otworkiem. Wałek osadzany był na żelaznych hakach. Poruszana była poprzez szarpanie po dwóch stronach za końce nawiniętego sznura, uzyskiwało się poprzez to obroty w jedną i drugą stronę. Najstarszy typ tokarki ręcznej używany był jeszcze około 1820 - 1860 r. Pracowały przy niej trzy osoby.
* Tokarka ze smykiem - "ciągaczka", sznur nawinięty był na wałek, końce sznura przywiązane były do drewnianego pałąka jałowcowego (smyka). Poruszanie smykiem powodowało obrót wałka z umieszczonym na nim metalowym trzpieniem, rytmicznie raz w jedną raz w drugą stronę. Do obsługi tego narzędzia potrzeba było dwóch osób.
* Tokarka i szlifierka wiatraczkowa - poruszana ręcznie korbą, na której znajdowały się połączone na krzyż deseczki, dodawały one "zamachu" przy kręceniu. Czyszczono i szlifowano na niej stare paciorki. Używana w XVIII i XIX wieku.
* Tokarka i szlifierka z kołem rozpędowym, obracanym korbą - "gładziczka". Poruszana ręcznie korba wprawiała w ruch pionowe, drewniane koło, z którego napęd za pomocą sznura przenosił się na wyżej zamontowane, mniejsze kółko. W kółku tym umieszczony jest z jednej strony metalowy trzpień, z drugiej strony gałka powleczona gładką skórą służąca do polerowania. Używana w latach 1880 - 1915 w okolicach Przasnysza, Brodowych Łąk, Myszyńca, Kadzidła.
* Tokarka i obrabiarka nożna z dyszlem poziomym. Poziomo umocowany do pułapu giętki drążek, połączony sznurem poprzez drewnianą szpulę z pedałem do deptania. Odginając się do góry i do dołu wprawia w ruch obrotowy szpulę z umieszczonym metalowym trzpieniem. Używana w Nowogrodzie ok. 1890 r.
* Tokarka i obrabiarka nożna z dyszlem pionowym. Giętki drążek umieszczony jest w pionie i połączony z drewnianą szpulą i pedałem. Naciśnięcie pedału porusza "dyszel" oraz pociąga sznur, co powoduje poruszanie poziomej szpuli z metalowym trzpieniem, na który nakłada się bursztyn. Po przeciwnej stronie szpuli znajduje się nieduży, drewniany walec, obciągnięty skórą, służący do polerowania bursztynu.
* Tokarka pedałowa z kołem rozpędowym poruszanym pedałem. Pedał porusza duże, pionowo umieszczone koło, z którego napęd przenoszony jest przez sznur na poziomo ustawioną szpulę z metalowym trzpieniem. Ten typ tokarki używany był do 1915 roku, uważano ją za jedną z lepszych tokarek.
* Kołowrotek - "kółko" do przędzenia wełny i lnu, przystosowany do toczenia drobnych wyrobów. Nadal jest używany przez bursztyniarzy na Kurpiach.
Ze sprzętów służących do obróbki bursztynu należy wymienić jeszcze warsztat bursztyniarski nazywany czasem "warsztatem płaskim". Był to stół z bali, podobny do warsztatu stolarskiego, z szufladami, przegródkami do narzędzi, surowca i wyrobów oraz z "gniazdami" - wgłębieniami do obrabianych ręcznie kawałków. Na warsztacie lub bezpośrednio w jego bliskości, w szafkach, na półkach, znajdowały się narzędzia używane do obróbki, a więc dłuta, dłutka, pilniki różnego rodzaju, cęgi, noże, piłki i bory stalowe. Bory obsadzane były w tzw. dryle lub drele, przyrządy służące do wiercenia - drelowania otworów w pionie. Wyróżniamy tu dryl czopowy, posiadający część górną obrotową w kształcie gruszkowatym, z której wychodzi pionowo drewniany drążek z osadzonym borem i dryl z drewnianym kółkiem. Na pionowym drążku, od góry nałożone jest luźno poziome ramię umocowane sznurkiem na czubku drążka. Poniżej znajduje się nieruchomo osadzone koło o średnicy 25 cm, w drugim końcu drążka obsadzony jest metalowy bor. W ruch wprawiało się po nawinięciu sznura na drążek i rozwijaniu go przy pomocy ruchomej poprzeczki. Był to ruch obrotowy w dwie strony.
Na Kurpiach najdłużej, bo jeszcze w latach 1905 - 1915 utrzymywała się obróbka z wykorzystaniem obrabiarek nożnych i ręcznych. Do pierwszej wojny światowej znanych było na Kurpiowszczyźnie 20 - 30 bursztyniarzy, w okresie międzywojennym pozostało ich kilku. Wśród warsztatów można było wyróżnić trzy rodzaje - warsztaty stałe, sezonowe i amatorskie. W warsztatach stałych głównie majster zajmował się wyłącznie obróbką bursztynu, uważał to zajęcie za swój zawód. Praca to była także dla rodziny głównym źródłem utrzymania.
Jednym z najstarszych i najbardziej znanym był warsztat Bernsteinów w Ostrołęce znany od 1798 r. ze swoich wyrobów. W Ostrołęce jeszcze do roku 1830 były cztery takie warsztaty. Rzeczniowski podaje, że w 1861 r., w Łomży było kilku majstrów "wyrabiających rozmaite rzeczy z bursztynu". Warsztaty takie funkcjonowały także w Myszyńcu, Nowogrodzie, Przasnyszu, Kolnie, Makowie. W warsztacie znajdowały się tokarki ręczne czy nożne, obrabiarki, szlifierki, czasami też warsztat bursztyniarski z bali ze śrubą i drewnianym imadłem oraz cały zestaw drobnych narzędzi. Znajdował się tam też skład surowca i gotowych już wyrobów bursztynowych. Osobno wisiały stare korale do oczyszczenia, korale przeznaczone "na szmelc" oraz paciorki różnej wielkości. Ostatnie tego rodzaju warsztaty spaliły się w Ostrołęce (1914 - 1915) i w Nowogrodzie (1914 rok).
Warsztaty sezonowe były przeważnie we wsiach kurpiowskich, w których kopano bursztyn. Zwykle taki bursztyniarz, latem i jesienią gromadził surowiec, kopiąc go na swoich lub cudzych terenach, a zimą toczył i rzeźbił. Wyroby swoje, przeważnie paciorki, sprzedawał w swojej wsi, bowiem każda dziewczyna chciała posiadać sznur bursztynowych korali.
Warsztaty amatorskie prowadzone były przez ludzi, którzy bursztyniarstwo traktowali jako przyjemność. Wyrobów swych nie sprzedawali, robili je dla siebie, swoich rodzin, krewnych, znajomych. Byli to zarówno rolnicy jak i nauczyciele. Jak podaje Chętnik, ostatnim ze starych amatorów bursztyniarzy był proboszcz w Zarębach Kościelnych, który przez całe życie, wolne chwile spędzał przy swoim małym warsztacie bursztyniarskim. Zmarł w 1925 r.
Po drugiej wojnie światowej powstała w Nowogrodzie Spółka Bursztyniarska z oddziałami w Kadzidle i Myszyńcu. Wznowiono ręczną obróbkę i odświeżanie starych korali. Spółka trwała około roku. Próbowano także zorganizować kursy bursztyniarskie w Łomży lub Ostrołęce. Mimo, że nic z tego nie wyszło to bursztyniarstwo na Kurpiach nie zaginęło. Obrabiano jeszcze po wojnie bursztyn w Kadzidle, Jazgarce, Czarni, Lipnikach. Najbardziej znanym i uznanym bursztyniarzem był Wiktor Deptuła z Surowego. Pracował on tradycyjnymi metodami, obrabiał bursztyn na kołowrotku. Obecnie pracujący na Kurpiach bursztyniarze rzadko już używają kołowrotka (najczęściej na pokazach) do obróbki bursztynu. Do wyposażenia warsztatu bursztyniarza weszły urządzenia zwiększające szybkość toczenia, szlifowania, polerowania czy też cięcia bryłki bursztynu. Formowanie elementów naszyjników dokonuje się najczęściej na szlifierkach. Duże bryłki przecinane są cienkimi piłkami taśmowymi lub włosowatymi, a tradycyjne paciorki kuliste lub eliptyczne toczy się na szybko wirującym trzpieniu, po uprzednim wywierceniu otworu po osi bryłki.

Wraz ze zmianą sposobu obróbki bursztynu zmienił się też i asortyment wyrobów. Mimo tego jednak najbardziej cenione są nadal wyroby wykonywane ręcznie na podstawie starych kurpiowskich wzorów. W dorzeczu Narwi powstało bogate nazewnictwo bursztynu nawiązujące między innymi do barwy i stopnia przezroczystości bursztynu. Adam Chętnik badacz bursztynu kurpiowskiego w "Małym słowniku odmian bursztynu polskiego" zestawił 80 nazw odmian bursztynu określających barwę, stopień przezroczystości, zwietrzenia, charakter powierzchni, miejsce znalezienia. Chętnik opracował nie wydany jeszcze alfabetyczny spis, w którym znajduje się około 200 nazw bursztynu z terenu całej Polski.
Naturalne formy bursztynu miały swoje nazwy. Wyróżniano zatem m.in. - kropelki, krople, łzy, guziki, talerzyki, sopelki, świece, odłupki, odłamki i wreszcie buły czyli bryły. Zwietrzałą powierzchnię bursztynu określano następująco: "kożuszek", warstwa cieńsza to "łupinka" lub "koszulka", a świeży, nie zwietrzały to po prostu "nagi" bursztyn.
W grupie odmian bursztynu przezroczystego Chętnik wyróżniał: "cacko", "ognik", "płomyk", "widny", różniące się mniej lub bardziej intensywną barwą od żółtej do prawie czerwonej. "Miodowy" lub "miodny" musiał być przezroczysty jak miód i jak miód o różnej intensywności żółci. Bursztyn "z chmurką", "obłoczkowaty" lub "wełnisty" jest kiedy fragmenty zmętniałe lub nie przezroczyste tworzą skupienia jak chmury na czystym niebie. Wśród odmian nie przezroczystych można znaleźć: "beżowy", "kapuściak", w którym na żółtym tle występują smugi barwy jasnożółtej lub białawej. "Łaciaty", "marmurkowy" i "mozaikowy" gdzie różne barwne fragmenty tworzą układy przypominające marmur lub mozaikę. "Przezroczysty" to bursztyn zawierający w sobie szczątki roślin, kawałki drewna, inne zanieczyszczenia, natomiast "cukrowy" był biały, a na rozłamanej powierzchni nie mógł być gładki i szklisty.
Nieodłączną częścią kobiecego stroju były bursztynowe paciorki odbijające się złocistym lub czerwonym kolorem od białej lnianej koszuli. Wspaniałe naszyjniki z płaskich paciorków, nawiązujących do neolitycznych guziczków, albo z paciorków "w kanty" lub na "kryształ" były prawie wyłącznie z bursztynu miodowego - przezroczystego. Najstarszy naszyjnik kurpiowski z XVII w. ma niektóre paciory z całkowicie przezroczystego bursztynu.
Późniejsze naszyjniki wyrabiane na Kurpiowszczyźnie były już z bursztynu różnych odmian. Chętnik ocenił, że w latach 1900 - 1910 na terenie Kurpiowszczyzny było około 100 tysięcy sznurów korali. Zmieniały się zwyczaje, moda, mniejsza stała się możliwość wyboru surowca. Zwyczaj wymagał jednak, aby Kurpianka miała na szyi trzy sznury korali bursztynowych. Najmniejsze dookoła szyi z drobnych perełek wielkości grochu zwane manele, drugi sznur dłuższy z paciorków okrągłych lub rżniętych w kanty i trzeci najdłuższy składał się z korali tzw. "kartoflaków". Największe środkowe paciorki musiały zawierać "wścibki" - tak Kurpie określali inkluzję czyli zatopione w bursztynie owady czy też części roślinne. Określenie "wścibki" lub "ścibki" wywodzi się od "wścibić się" - wleźć w obce miejsce. Jak podaje Chętnik "Według opowiadań nazwa "ścibek" powstała stąd, że gdy Kurpie siedzieli w swych osadach leśnych często zbiegali w ich puszczę różni ludzie nie swoi, czasem przestępcy lub szukający swobody zbiegowie. Ludzie ci nie majac własnych siedzib "wścibiali" się między Kurpi i z czasem pozostawali na zawsze". Taki koralik ze "wścibkiem" traktowany był jak amulet, przynoszący szczęście i powodzenie swej właścicielce. Charakterystyczną cechą dla bursztynowych naszyjników kurpiowskich były zawieszki. Były one bardzo ozdobne. Miały zawieszony "mentel" z Chrystusem na krzyżu, albo z samym krzyżykiem. Niektóre miały ząbkowy brzeg i delikatny ornament po obu stronach. Każdy puszczański chłopak chciał ofiarować także swojej dziewczynie bursztynowe serduszko, by mogła je nosić na błękitnej wstążeczce.

Bursztyn towarzyszył w kurpiowskich wsiach wszystkim troskom i radościom powszednich dni. W zwiazku z tym i gatunki bursztynu były na swój sposób określane w zależności od tego do czego miały służyć. Bursztyn "posagowy" był okazały, największe bryłki otrzymywały córki w dniu swego wesela. "Walutowy", "podatkowy" spełniał rolę pieniądza, był w formie paciorków lub bryłek. "Kościelny" - to składany jako ofiara na tacę lub jako tzw. "kadzidlański" - gorszego gatunku, używany w trybularzach jako kadzidło. "Pogrzebowy" był to naszyjnik bursztynowy, pozostawiany przez babki na swoje pogrzeby. Był także "leczniczy" uzywany do nalewek, "znachorski" do leczniczych zabiegów, dymów i odkadzań. O bursztyniarzu, który umarł mawiano, że "poseł burśtyn kopać" czyniąc aluzję do faktu, że pochowano go w ziemi skąd wydobywano bursztyn. Czasami wyrobami z bursztynu ozdabiano wnętrza chat. U powały wieszano bursztynowy kierec lub bursztynowy pająk, oba wykonane z bryłek bursztynu, słomy i szyszek sosnowych.

I na koniec refleksja, która mimo woli ciśnie się na usta otóż, mimo że wyczerpały się złoża "kurpiowskiego złota", że przestały terkotać tokarki i kołowrotki obrabiające bursztyn, magia i czar "słonecznego kamienia" nadal nie przemija. Mam nadzieję, że jeszcze długo nie przeminie tym bardziej, że są jeszcze na Kurpiach bursztyniarze, którzy może już nie pod strzechą i nie na kołowrotku, nadal jednak obrabiają bursztyn - to "złoto północy".
cz
so, 13 marca 2004 12:27

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0