niedziela, 04 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Zabrakło miejsca w... świetlicy

Do redakcji zadzwonił człowiek z alarmem: w Szkole Podstawowej nr 4 w Łomży nie przyjmują do świetlicy dzieci samotnych ojców oraz bezrobotnych matek. - To jak ci ojcowie mają znaleźć sobie drugą połówkę, a matki szukać czy pójść do pracy...? - dopytywał pełen pretensji głos w słuchawce. - W tym roku szkolnym przyjęliśmy do świetlicy 125 dzieci, czyli o 50 więcej niż w ubiegłym roku szkolnym; istniały trzy grupy, a utworzyliśmy pięć, i na tyle mamy zgodę od organu prowadzącego, jakim jest Urząd Miejski w Łomży – odpowiada dyrektor SP Nr 4 Iwona Borawska. - Dla 12 dzieci zabrakło miejsc, bo w pierwszym rzędzie przyjmowaliśmy dzieci, których oboje rodzice pracują... Ale sytuacja w świetlicy jeszcze ciągle się zmienia, a nieprzyjęte dzieci są na listach rezerwowych.

Dyrektor SP nr 4 Iwona Borawska ma zgodę na utworzenie pięciu 25-osobowych grup w świetlicy od wiceprezydent Łomży Mirosławy Kluczek. Więcej utworzyć nie może więc z dwóch powodów: w szkole przy Kierzkowej nie ma już wolnych pomieszczeń, w których można by umieścić grupę.

„Szkoła nie rozwiąże wszystkich problemów rodziców”
Dyrektorka nie może zatrudnić dodatkowych nauczycieli czy przydzielić nadgodziny pracującym. Zresztą, nie każde dziecko co dzień potrzebuje całej zmiany: czasem wystarcza mu godzina, dwie. Jedne się skreśla, inne dopisuje; jedne spędzą w świetlicy po lekcjach godzinę, inne zostaną do 16.
- Mam prawie 300 dzieciaków w klasach 0 – 3, czyli niemal polowa korzysta ze szkolnej świetlicy – wyjaśnia trudności z przyjęciem wszystkich chętnych dyrektorka. - A 160 dzieci w klasach 4 – 6...
Dyrektor Iwona Borawska wskazuje na utrudniający pracę fakt, że prowadzi małą szkołę, w której jest proporcjonalnie dużo grup świetlicowych, gdy duże szkoły, jak „Dziesiątka”, mają takich grup mało. Wszędzie jednak obowiązuje taki sam regulamin przyjęć: priorytety mają dzieci rodziców pracujących, z rodzin o większej liczbie potomstwa i sześciolatki, uczące się w klasach pierwszych.
- Szkoła nie rozwiąże wszystkich problemów rodziców – wzdycha dyrektorka „Czwórki”. - Do tej pory rokrocznie udawało się nam przyjąć wszystkie dzieci w świetlicy i nie było skarg na zewnątrz. Będziemy dla ułatwienia opieki rodzicom organizować zajęcia czekającym dzieciom, tzw. karciane. Niestety, ale nie dobuduję nowej świetlicy i nie mam zgody na kolejne godziny i etaty nauczycieli...
Zdaniem dyrektor SP nr 4, sytuacja z nieprzyjętymi do świetlic w podstawówkach dziećmi wyjaśni się i uporządkuje do 15. września. Do tej pory również rodzice dostosują „domowy rozkład jazdy”.

„Nie ma dziecka, którego byśmy nie przyjęli, lecz...”
Dyrektor Bożena Dziekońska ma w „Dziewiątce” dwa razy więcej dzieci: 475 w klasach 0 – 3 oraz 420 w klasach 4 – 6. Z dwóch dużych świetlic korzystają od godz. 7. do 16.30 pod opieką sześciu nauczycielek (SP nr 9 dostała w tym roku jeden etat do świetlicy, gdzie kilka nauczycielek ma także dodatkowe godziny opiekuńcze z Karty Nauczyciela). - Wydaliśmy 200 wniosków, a nie wszystkie do nas wróciły, więc poczekamy do końca tygodnia – planuje dyrektor. - Stworzyliśmy sześć grup po 25 osób, ale wiadomo, że dzieci mają zajęcia w różnych godzinach, dlatego panie z obu świetlic sobie pomagają. Dzieci z drugiej zmiany są parę godzin rano, a dzieci z pierwszej parę po południu. Nie ma dziecka, którego byśmy nie przyjęli, lecz dokładniej możemy o tym rozmawiać za tydzień.
- To jakaś utopia, że w świetlicy trzeba organizować grupy – twierdzi Leszek Sobociński, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 10 w Łomży. - To może miało uzasadnienie za moich młodych czasów, gdy do szkoły chodziło się na jedną zmianę, ale kiedy szkoła pracuje w systemie dwuzmianowym, to trudno dzieci w świetlicy podzielić na grupy, ponieważ ciągle panuje rotacja: jedne przychodzą, a drugie wychodzą. Zbieraliśmy wnioski od rodziców do 5. września, ale przedłużyliśmy im do 12. września, żeby sprawdzić, jak wygląda ruch w świetlicy, gdzie od 7. do 16.30 pracują cztery panie.
Cztery nauczycielki nie są razem na okrągło: zaczyna jedna, dochodzą kolejne dwie i kończy jedna, więc czas pracy się zazębia. Dyrektor sprawdza sam frekwencję w świetlicy: do tej pory nie było więcej niż 50 dzieci jednocześnie. - Żadnemu ze składających wnioski rodziców nie odmówiliśmy dotąd przyjęcia dziecka – zapewnia Leszek Sobociński. - Mamy trzy duże sale zabaw i zaplecze na tornistry. Oczywiście, liczba wniosków zawsze da po podzieleniu przez liczbę nauczycielek więcej niż 25, bo dzieci nie przychodzą do świetlicy na cały dzień, jak nauczycielki. Wniosków zebraliśmy 180 i nadal rodzice się zgłaszają. Jednak nie przewiduję, żebyśmy kogokolwiek musieli odrzucić...

Mirosław R. Derewońko

cz
pon, 08 września 2014 14:13

 
161201033137.gif
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0