sobota, 27 maja 2017 napisz DONOS@

Sroka, wilk, lis i kozły

„Im wyżej siędzie - tym okrutniejszy będzie?”. Prawidłowość bliższa azjatyckim stepom, dzika, zwierzęca - nie powinna mieć dostępu do „europejskiej Łomży” a jednak - rozkwitła na wschodnich bagnach. Przez 20 lat wolności pozwalano, aby niektórzy mogli traktować samorządność jako samowolę, aby Zło stało się banalnym zajęciem zwykłych ludzi. Gdy „rozum spał - budziły się potwory” i przekonanie, że każda niegodziwość ujdzie płazem, a w razie wpadki zawsze coś zostanie w kieszeni. Nie zważano na ostrzeżenia przed złodziejami w garniturach, więc przez miasto przeszła fala „scaleń”. Trwa udręka mieszkańców Zielonej Dzielnicy w Łomży, gdzie bestie w garniturach testowały (świadomie z architektem-łapownikiem) wieloletni eksperyment za pieniądze podatników, pt. jak prywatną ziemię podzielić - aby scalić w „tłustą działeczkę” w narożniku ulic? Dlaczego uznano przymus wobec wolnych ludzi, za coś oczywistego w wolnym kraju ? Wszyscy to widzieli, nikt nie żądał natychmiastowych kontroli, a podobno taniej zapobiegać niż leczyć? Swobodne firmy-krzaki, ułatwienia w zamianie działek dla swojaków. Dopuszczono aby oficjalny urobek: ok. 7 mln.- nie trafił do właścicieli zajętych gruntów. Ciemny lud dał się zaskoczyć budową „stodoły” w mieście. Żadne lobby (np. architektów) nie napiętnowało psucia reprezentacyjnej przestrzeni. Dzika swoboda grupy, która w umowach mogła zastrzec pewien poziom - za plecami mieszkańców daje zielone światło dla Lidla - gorzej: na ziemi, którą wcześniej „po prostu wzięli” bez pozwolenia, a potem robili z nią co chcieli. Dzielenie prywatnej własności „dla nowych inwestorów”  dla zmyłki pod hasłem: „scalenie” - to teraz nowa forma „kradzieży doskonałej”? Kombinatorzy nazywają to „dobrodziejstwem”, które umożliwia właścicielom sprzedaż ziemi po wyższej cenie (!) - nieważne, że mieszkańcy mieszkają tu całe życie, pobudowali się nie po to aby sprzedawać (!)  a drobiazg, że ta dobroć ojców miasta oznacza sztucznie podwyższone czynsze. Czyli można znaleźć adwokatów diabła, można działać „na chama” bez kupna lub wywłaszczenia - zostawiając na sądowym koncie nigdy nie podjęty ochłap „stawki urzędowej”. Gdy upatrzona ofiara nie daje się zastraszyć, ochłapem samowolnie obracano za właściciela, jako opłatą bez jego zgody „kosztów adiacenckich”, aby przyśpieszyć budowę zbędnej ulicy; skąd ten pośpiech, skoro wysokość tych opłat jest nieznana i wg przepisów można je regulować dopiero po zakończeniu prac budowlanych - a one nigdy się nie zakończyły. Wilk i sroka osobiście w mediach kłamali i naruszali ochronę danych osobowych, wymieniając niewygodne osoby z nazwiska i próbując je publicznie zaszczuć np. w gazecie mówiac o „czarnych owcach” wstrzymujących „inwestycje miejskie” lub sugerując, że protestujący nie chcą płacić podatków (opłat adiacenckich) więc skończą u komornika - to nie groźby karalne? - w przypadku „zwykłych” ludzi pewnie tak.  Tragifarsa trwa. 1) Właścicieli potraktowano przedmiotowo, jakby sami nie mogli sprzedać ziemi za godziwą cenę, a nie urzędową -  na jakiej podstawie prawnej ratusz został pośrednikiem od działek ?  2) Kiedy urzędnicy nauczą się, że nadrzędny jest szacunek dla prawa i własności: planowanie przestrzenne nie może być agresywne i oznaczać niszczenia dorobku rodzin, a skoro Łomża nie leży już na Białorusi i nie ma tu kołchozów - nawet sprzeciw jednej rodziny powinien zatrzymać niszczenie gruntów i zieleni 3) Kto kontrolował pośpieszne rozpoczęcie prac bez ostatecznego tytułu prawnego, w  zamkniętym dla obcych  wnętrzu Zielonej Dzielnicy? 4) Dlaczego nie wykonano obowiązkowego raportu oddziaływania na środowisko? 5) Dlaczego odrzucono rozpatrzenia wariantu alternatywnego czyli rozbudowy jednorodzinnej wyłącznie wokół Dzielnicy - osiągając taką samą możliwość rozbudowy bez wyrywanie drzew w środku ogrodów 6) Dlaczego bez notarialnych umów obracano ziemią (w Polsce to przestępstwo a w Łomży nie?) itp, itd. Zmarnowano fundusze na sztucznie stworzoną pustą „nową ulicę”w miejsce żyjących ogrodów, aby zyskać poparcie szarych przechodniów do „obrony inwestycji celu publicznego”. Pijak zostawiający tu butelki, nie myśli o zdublowaniu wodociągów, które taniej i bliżej było pociągnąć z istniejących równolegle ulic Mickiewicza i Sikorskiego. Trzeźwi też nie protestowali, że fundusze lepiej przeznaczyć na ulice  potrzebne, np. Kraska. Dopiero po unieważnieniu tzw. „scalenia Żabiej - Sikorskiego” Gazeta Współczesna w tytule napisała dosłownie: „Miasto ich okradło”! Dotychczas wystarczało, że mafijne rodziny, urząd i przyjaciele królika zasłaniały się ulubionym słowem: „błąd urzędniczy”. To „tylko błędy”, każdy je popełnia - więc wszyscy jesteście winni, już nie „dokuczajcie”, byliście skłonni po nogach „Go” całować za posadę, a teraz chcecie „Go” ukrzyżować (tak na „Forum internetowym” sformułować brednie mogły tylko osoby z chorego układu - oto poziom umysłowy i moralny nowej „elity łomżyńskiej”). Sprawa Zielonej Dzielnicy nie była „błędem urzędniczym” lecz początkiem serii działań przemyślanych, systematycznych wciąż z tym samym, nagradzanym prawnikiem. To było bestialstwo puszczać machinę urzędniczą w ruch, wiedząc o tylu wątpliwościach. Żałosne - dla marnej „kasy” niszczyć spychaczami ogrody i dorobek życiowy rodzin łomżyńskich - zubażając tym samym miasto i kulturę, bo opóźniono powstanie tu Muzeum Narwi. Mówienie potem: możecie się odwołać do sądów administracyjnych” lub innych organów (gdzie  nie brak przyjaciół królika) było kpiną równie arogancką co brylowanie na strzelnicach grona działaczy uzgadniających kolejnych, „jeleni” do oskubania. „Ta ziemia jest tego warta"- czy nie tak sroka krakała?

Bolesław Deptuła
śr, 08 czerwca 2011 13:12

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0