sobota, 10 grudnia 2016 napisz DONOS@

Sroka, wilk, lis i kozły

„Im wyżej siędzie - tym okrutniejszy będzie?”. Prawidłowość bliższa azjatyckim stepom, dzika, zwierzęca - nie powinna mieć dostępu do „europejskiej Łomży” a jednak - rozkwitła na wschodnich bagnach. Przez 20 lat wolności pozwalano, aby niektórzy mogli traktować samorządność jako samowolę, aby Zło stało się banalnym zajęciem zwykłych ludzi. Gdy „rozum spał - budziły się potwory” i przekonanie, że każda niegodziwość ujdzie płazem, a w razie wpadki zawsze coś zostanie w kieszeni. Nie zważano na ostrzeżenia przed złodziejami w garniturach, więc przez miasto przeszła fala „scaleń”. Trwa udręka mieszkańców Zielonej Dzielnicy w Łomży, gdzie bestie w garniturach testowały (świadomie z architektem-łapownikiem) wieloletni eksperyment za pieniądze podatników, pt. jak prywatną ziemię podzielić - aby scalić w „tłustą działeczkę” w narożniku ulic? Dlaczego uznano przymus wobec wolnych ludzi, za coś oczywistego w wolnym kraju ? Wszyscy to widzieli, nikt nie żądał natychmiastowych kontroli, a podobno taniej zapobiegać niż leczyć? Swobodne firmy-krzaki, ułatwienia w zamianie działek dla swojaków. Dopuszczono aby oficjalny urobek: ok. 7 mln.- nie trafił do właścicieli zajętych gruntów. Ciemny lud dał się zaskoczyć budową „stodoły” w mieście. Żadne lobby (np. architektów) nie napiętnowało psucia reprezentacyjnej przestrzeni. Dzika swoboda grupy, która w umowach mogła zastrzec pewien poziom - za plecami mieszkańców daje zielone światło dla Lidla - gorzej: na ziemi, którą wcześniej „po prostu wzięli” bez pozwolenia, a potem robili z nią co chcieli. Dzielenie prywatnej własności „dla nowych inwestorów”  dla zmyłki pod hasłem: „scalenie” - to teraz nowa forma „kradzieży doskonałej”? Kombinatorzy nazywają to „dobrodziejstwem”, które umożliwia właścicielom sprzedaż ziemi po wyższej cenie (!) - nieważne, że mieszkańcy mieszkają tu całe życie, pobudowali się nie po to aby sprzedawać (!)  a drobiazg, że ta dobroć ojców miasta oznacza sztucznie podwyższone czynsze. Czyli można znaleźć adwokatów diabła, można działać „na chama” bez kupna lub wywłaszczenia - zostawiając na sądowym koncie nigdy nie podjęty ochłap „stawki urzędowej”. Gdy upatrzona ofiara nie daje się zastraszyć, ochłapem samowolnie obracano za właściciela, jako opłatą bez jego zgody „kosztów adiacenckich”, aby przyśpieszyć budowę zbędnej ulicy; skąd ten pośpiech, skoro wysokość tych opłat jest nieznana i wg przepisów można je regulować dopiero po zakończeniu prac budowlanych - a one nigdy się nie zakończyły. Wilk i sroka osobiście w mediach kłamali i naruszali ochronę danych osobowych, wymieniając niewygodne osoby z nazwiska i próbując je publicznie zaszczuć np. w gazecie mówiac o „czarnych owcach” wstrzymujących „inwestycje miejskie” lub sugerując, że protestujący nie chcą płacić podatków (opłat adiacenckich) więc skończą u komornika - to nie groźby karalne? - w przypadku „zwykłych” ludzi pewnie tak.  Tragifarsa trwa. 1) Właścicieli potraktowano przedmiotowo, jakby sami nie mogli sprzedać ziemi za godziwą cenę, a nie urzędową -  na jakiej podstawie prawnej ratusz został pośrednikiem od działek ?  2) Kiedy urzędnicy nauczą się, że nadrzędny jest szacunek dla prawa i własności: planowanie przestrzenne nie może być agresywne i oznaczać niszczenia dorobku rodzin, a skoro Łomża nie leży już na Białorusi i nie ma tu kołchozów - nawet sprzeciw jednej rodziny powinien zatrzymać niszczenie gruntów i zieleni 3) Kto kontrolował pośpieszne rozpoczęcie prac bez ostatecznego tytułu prawnego, w  zamkniętym dla obcych  wnętrzu Zielonej Dzielnicy? 4) Dlaczego nie wykonano obowiązkowego raportu oddziaływania na środowisko? 5) Dlaczego odrzucono rozpatrzenia wariantu alternatywnego czyli rozbudowy jednorodzinnej wyłącznie wokół Dzielnicy - osiągając taką samą możliwość rozbudowy bez wyrywanie drzew w środku ogrodów 6) Dlaczego bez notarialnych umów obracano ziemią (w Polsce to przestępstwo a w Łomży nie?) itp, itd. Zmarnowano fundusze na sztucznie stworzoną pustą „nową ulicę”w miejsce żyjących ogrodów, aby zyskać poparcie szarych przechodniów do „obrony inwestycji celu publicznego”. Pijak zostawiający tu butelki, nie myśli o zdublowaniu wodociągów, które taniej i bliżej było pociągnąć z istniejących równolegle ulic Mickiewicza i Sikorskiego. Trzeźwi też nie protestowali, że fundusze lepiej przeznaczyć na ulice  potrzebne, np. Kraska. Dopiero po unieważnieniu tzw. „scalenia Żabiej - Sikorskiego” Gazeta Współczesna w tytule napisała dosłownie: „Miasto ich okradło”! Dotychczas wystarczało, że mafijne rodziny, urząd i przyjaciele królika zasłaniały się ulubionym słowem: „błąd urzędniczy”. To „tylko błędy”, każdy je popełnia - więc wszyscy jesteście winni, już nie „dokuczajcie”, byliście skłonni po nogach „Go” całować za posadę, a teraz chcecie „Go” ukrzyżować (tak na „Forum internetowym” sformułować brednie mogły tylko osoby z chorego układu - oto poziom umysłowy i moralny nowej „elity łomżyńskiej”). Sprawa Zielonej Dzielnicy nie była „błędem urzędniczym” lecz początkiem serii działań przemyślanych, systematycznych wciąż z tym samym, nagradzanym prawnikiem. To było bestialstwo puszczać machinę urzędniczą w ruch, wiedząc o tylu wątpliwościach. Żałosne - dla marnej „kasy” niszczyć spychaczami ogrody i dorobek życiowy rodzin łomżyńskich - zubażając tym samym miasto i kulturę, bo opóźniono powstanie tu Muzeum Narwi. Mówienie potem: możecie się odwołać do sądów administracyjnych” lub innych organów (gdzie  nie brak przyjaciół królika) było kpiną równie arogancką co brylowanie na strzelnicach grona działaczy uzgadniających kolejnych, „jeleni” do oskubania. „Ta ziemia jest tego warta"- czy nie tak sroka krakała?

Bolesław Deptuła
śr, 08 czerwca 2011 13:12

Kultura pod psem

Co jest miarą naszej kultury: zakończyć wstydliwy temat rechotem czy działaniem? Dyskusja regularnie powraca z wiosną, gdy resztki śniegu podkreślają psie kupy na piramidzie kup z całej zimy. Mieszkańcy przyzwyczaili się i potulnie wnoszą do mieszkań bakterie, zgarniane chociażby połą płaszcza z każdego obsikanego narożnika na osiedlowych ścieżkach. Co jakiś czas jednak buntujemy się na ten brak podstawowych rzeczy i bezradność w rozwiązywaniu najprostszych spraw: od psich odchodów po małą architekturę, zaczynając choćby w niewielkim obszarze jakiejś części miasta. Wciąż kłopot pozostawia się następcom. Utrwalił się zły obyczaj braku rozmów z mieszkańcami. Powinna być dla wspólnego dobra możliwość bieżącej kontroli i nacisku aż do skutku. Zresztą, jeśli będziemy liczyć tylko na innych, to psich kup będzie więcej i wszędzie, zamiast - jak wzorem innych polskich miast - raczej w takich gustownych przybytkach, które istnieją od lat (patrz zdjęcie). Warunkiem powodzenia jest zachowanie czystości.  Dlaczego w Łomży ma być gorzej? WC dla psów to nie jest zadanie ponad siły w cywilizowanych społecznościach. Zamiast solidnych słupków jak na fotografii - tytułem próby może być coś innego. Może to być na początek jedna trasa spacerowa. Można przyzwyczaić psa do odwiedzania takich przystanków, gdzie opiekun pozwoli pupilkowi spokojnie zaznaczyć swoją obecność. Mogą być mniejsze przybytki, przed wejściem do każdego osiedla, wtedy w blokowiskach dzieci będą miały czyściejsze piaskownice, a dorośli mniej wniosą na butach do mieszkań. Możemy zbyć wszystko dowcipkowaniem i tylko błyszczeć w towarzystwie znajomością psich kawałków z filmu „Dzień świra”. A za rok o tej samej porze, znowu usłyszymy: kochanie wyjrzyj za okno, zobacz co topniejący śnieg odsłonił - pełno tego na schodach.

Bolesław Deptuła
so, 05 marca 2011 16:55

Pamięć

„Tolerując zło wokół siebie, przyczyniacie się do tego zła”- przestrzegał Jan Paweł II. Tęgie umysły mają  kolejny dylemat,  co ważniejsze: partia czy człowiek ? Oto przykład opinii (z forum 4lomza) o przeciwniku wyborczym w samorządzie: -” nawet nie znam człowieka, ale jego rodowód polityczny niestety obliguje mnie do bycia przeciw”. Czy z takim nastawieniem można działać dla wspólnego dobra ? Wciąż żyje pokolenie doświadczone jednostronnym „dobrem” ostatnich dziesiątków lat, które nadmiarem krzywd stało się dla sprawców kulą u nogi. Na razie brak rozliczenia, funkcjonuje za to hasło, że liczy się przyszłość. Myślenie wyłącznie o przyszłości obok utraty pamięci to cecha sędziów stalinowskich, którzy jakoś nie chcieli schronić się w raju wschodnim, któremu gorliwie służyli - woleli Zachód... Zanim nastąpi w Ojczyźnie potrzebna do rozwoju równowaga między partiami, prawdziwym impulsem duchowym do wyzwolenia iskry optymizmu w narodzie byłoby szczere rozliczenie się z mroczną przeszłością. Właśnie Duma rosyjska dała przykład w sprawie Katynia - dla potrzeb politycznych, ale uderzono się w piersi. Trudno oczekiwać, że za tym przykładem potępi się u nas - tak nagle - gorliwych budowniczych PRL i wykonawców przymusowych rekwizycji do ostatniego ziarna, karanie głodem lub przetrzymywanie w piwnicach po kostki w wodzie i bez szyb zimą, potajemne wyroki w wilii przy ul. Nowogrodzkiej i bezimienne mogiły czekające na odkrycie - jak te z Grobli Jednaczewskiej, czy bestialskie niszczenie dworów jako ognisk kultury, z wycinaniem ludności do kilku pokoleń jednocześnie, aby z narodu pozbawionego inteligencji i przewodników duchowych została jedynie tania siła robocza…Niech to ośmieli łomżyńskich sympatyków sowieckiej kultury do refleksji przynajmniej nad przyłożeniem ręki do dzisiejszych opóźnień cywilizacyjnych. Ot, choćby słynny samograj: bulwary w Łomży - uniwersalny pomysł, który rzucono za komuny (jak w PRL czekolado-podobne wyroby do sklepów) grubo ponad 30 lat temu. Dziś powracają dinozaury PRL, specjaliści od od rzucania haseł i przyklejania rodzin do wielu stołków w jak największej ilości urzędów, aby przez kolejne 30 lat móc żywić się na koszt społeczeństwa gadaniem o bulwarach. W dobie jawności internetowej nędzne jest zaprzeczanie i niechęć do rozliczenia. Kto umie myśleć, do tego przemówią dokumenty i fakty. Ku przestrodze są zdjęcia, jaką „wolność” przyniesiono na bagnetach Armii Czerwonej. Oto np. bolszewicki komitet rewolucyjny zarządzający Łomżą w 1920 r... Niżej fotografia ofiar bolszewickiego „uwalniania od polskich panów” w 1920 r. - nad ciałami braci szlachcic Ostrowski z Łomżyńskiego (źródło: przedwojenna jednodniówka „Białystok dziś”). Warto zerknąć na unikalną mapę Łomży z okresu ponownego przybycia „wolności” ze Wschodu  w rezultacie porozumienia z Hitlerem: oto ulica Dworna jako „Sowietskaja”… Pozostało zatrucie umysłów. Do dnia dzisiejszego nie przywrócono „niewygodnych” historycznie nazw ulic w Łomży. To wciąż niedokończona historia. Kwitnie swobodnie korupcja, bez wyraźnego napiętnowania, bez odsunięcia łapownika z ratusza - za to z pogróżkami prokuratorskim wobec reportera piszącego o tym fakcie. Z wolności słowa korzysta na opak prasa lewicująca - celująca w tekstach jednostronnych, które dosłownie wychwalają tzw. „scalenia” prywatnych działek w Łomży i to mimo określenia ich przez Sąd jako bezprawnych - natomiast ani słowa o „wysokim” urzędniku, który nie wykonuje wyroku. To tylko brak wyobraźni - ktoś powie? A może trudność z odrzuceniem dziedzictwa kołchozowego, wykorzystywanie mentalności biedoty, której zaoferowano „rozkułaczenie” czyli zabranie zamożnym „nadmiaru” ich ziemi na rzecz sąsiadów, jako „nowych inwestorów” . Mści się brak długofalowego myślenia i szukania idealnego kandydata do zarządzania Magistratem. Nic dziwnego, że pojawiają się „cudotwórcy” obiecujący „większe znajomości, chody i układy”, jako receptę na pozyskanie funduszy. Komu ? Znowu wszystkim - zamiast odblokowania lokalnych inicjatyw, usunięcia przeszkód urzędniczych. Dziś pierwsi  w szeregu kapitalistów, wczoraj ogłaszali się formacją „czułą na krzywdę ludzką”. Zamiast tego pamiętamy tępienie konkurencji i wykorzystanie uprzywilejowanej pozycji do zduszenia przedsiębiorczości - stąd pogardliwie określano kogoś zaradnego w PRL „prywaciarzem, badylarzem” i to widać nadal w obrażaniu drobnych sklepikarzy, handlowców w Łomży. Tym Polakom przypina się łatkę szkodników, a do rangi zbawców wynosi obce interesy dużych sklepów. Utrwala się chore myślenie w imię ideologii. Kiedy nadejdzie czas na działanie w uzgodnieniu z mieszkańcami, bez zadłużania i marnotrawstwa społecznych pieniędzy? Teraz od nas samych zależy, kogo wybierzemy do samorządu. Czy Łomża odrzuci dożywotnią i w zamyśle dziedziczną (dla rodzin i krewnych) dominację jednej orientacji ? W mediach polscy komentatorzy przestrzegają, że  wschodni kolos na glinianych nogach nie pogodził się z utratą wpływów w krajach dawnego bloku sowieckiego, więc „aby coś zbudować, trzeba przechytrzyć arogantów”. Przypominają,  że kłamstwa polityków maja krótkie nogi - przykładem międzynarodowa afera z przeciekiem dokumentów dyplomatycznych. Dziś Polacy nie muszą bronić prawdy i niepodległości z karabinem w ręku - mogą dokonać tego poprzez wybór: czy naszym majątkiem mają zarządzać dawni funkcjonariusze PRL ? Oby nie przywrócono jako nowej świeckiej „tradycji” - jako symbolu - nazwy ulicy Sowietskaja zamiast np. Legionów…

Bolesław Deptuła
wt, 30 listopada 2010 11:31

Tożsamość

Mieszkasz na pograniczu kultur Wschodu i Zachodu, masz trudniejszy wybór: albo tchórzliwa ucieczka, albo otchłań korupcji, kłamstwa, niechlujstwa. Musisz stawić czoła pozostałościom kultury wschodniej przyniesionej 17 września 1939 na bagnetach i wpajanej przez sowieckie gazety pod przewrotnym tytułami, jak: „Wolna Łomża” lub „Prawda”. Mamy XXI w. a dalej chcą przewodzić nie mądrzy i wykształceni, ale cwaniaki z innej epoki z fikcją praworządności i martwą literą Konstytucji . Hańba, aby w ramach Unii Europejskiej, dochodziło do machlojek z ziemią prywatną, rękami „kolektywu demokratycznego”  dla rzekomego „dobra społecznego”-pod nazwą „scalenie”. Tym sposobem w Zielonej Dzielnicy w Łomży wrobiono sąsiadów we wspólników kaduka, metodą: dziel i rządź. Nieopatrznie paru gospodarzy chciało mieć krótką drogę wewnętrzną, prosząc o zgodę Urząd Miejski, a tam postanowiono pociągnąć drogę przez wszystkie ogrody… Początkowo nie miał  siły przebicia architekt miejski, łapownik od „hipersklepu” - zablokowanego przez właścicieli, którym też próbowano zabrać ogrody (a nie handlowcy, jak kłamie lokalna propaganda) aż natrafił na Dobrodzieja i ten już poszedł na całość. Bez konsultacji  z mieszkańcami umożliwiono przeforsowanie jemu kolejnego „supersklepiku” z tragikomicznym  wstrzymaniem budowy Lidla na czas aresztowania „supersamorządowca”. Wzorem starożytnych wołajmy: Kto miał strzec strażników ?! Tu urzędnik zachował się jak lekarz operujący zdrowego pacjenta… W Zielonej Dzielnicy  dokonano zamachu na własność prywatną. Rzecz niesłychana w wolnej Polsce i Unii Europejskiej. Zatrzymano w rozwoju obszar zamknięty, planowany przez właścicieli na usługi turystyczne i chroniony zabudową na obrzeżach, gdzie jest możliwość zabudowy plomb bez burzenia sprawdzonego układu przestrzennego. Do przekrętu wymyślono sztuczny pretekst: „inwestycję celu publicznego” czyli zdublować drogę równoległą do istniejących tuż obok Mickiewicza i Sikorskiego; dublując też uzbrojenie terenu od dawna uzbrojonego. To jest gospodarność ? Tylko chciwość może być powodem zamiany cennych dla zdrowia ogrodów w niepotrzebną inwestycję zagęszczenia asfaltu. Bezsens wobec braku dróg, np. przy Poznańskiej, gdzie od 20 lat nie mogą się doprosić ulicy… Wprowadzono w obieg fałszywe dokumenty i co ciekawe rozpoczęto (!) podejrzaną inwestycje bez mocnego tytułu prawnego, bez zgody właścicieli działek, mimo wielu sprzeciwów. Wbrew logice nazwano to „scaleniem” skoro w rzeczywistości  zakończyło się podziałem działek na 3 części, ze środkową przeznaczoną na „ulicę do Lidla” z pozbawieniem właścicieli opieki nad trzecią częścią działek.To było tak nieprawdopodobne, ze wielu normalnych obywateli nie przyjmowało takiej „kultury współżycia” do wiadomości. Funkcjonariusze„pouczali” pokrzywdzonych, ze bezprawnie podają się za właścicieli, bo to „niemożliwe” aby czyjąś ziemią dysponował ot tak sobie jakiś ważniak z urzędu. Pracownik Zieleni Miejskiej wycinający na oczach właściciela drzewka owocowe stwierdził, że skoro prezydent miasta zlecił prace, to musiał tę ziemię wykupić. A jak było ? Na konto sądowe wbrew właścicielowi rzucono jak ochłap ok. 2o tys. „odszkodowania” a zabrano ok. 2o tys. „kosztów adiacenckich", czyli wyszło na zero. Bez pieniędzy i bez działki, a jeszcze różnicę ściągnął prezydent poprzez komornika... W mediach ratusz ogłaszał, jakby to było usprawiedliwienie, że „jest tylko jeden protestujący” gdy w sądach broniło Zielonej Dzielnicy 3 właścicieli ( i wygrywało). Tylko kto ma to wyegzekwować ? Nawet u urzędzie wojewody ograniczono się do stwierdzenia, że „budowa tej ulicy jest przestępstwem”, doradzając długą drogę sądową, zamiast wysłać list-ostrzeżenie do ratusza o przerwania prac… więc „ulicę” spokojnie budowano…ZŁO (SIĘ) DZIEJE „zgodnie z prawem” wg dewizy: „nie musi być lepiej - musi być inaczej”. Przyzwolenie społeczne ludzi z rynsztoka dla takich afer można zrozumieć, ale co z tzw. elitą ? Kim są ci, którzy dają poczucie bezkarności ludziom z pozoru zwyczajnym ? Uczciwy z klasą powiedziałby ze wstydem :-„Przykro mi, że mój Urząd przysporzył Państwu przez wiele lat tyle udręki i kłopotów finansowych”… a tu nawet na pokaz zabrakło „przepraszam”. Oto, co usłyszał mieszkaniec Zielonej Dzielnicy w Magistracie, gdy chciał zostawić na biurku sekretarki „Decyzję” - bubel bez pieczęci imiennej, przypadkiem w drzwiach natykając się na prezydenta. Ten w biegu wykrzyczał: -„Pan mnie poucza ! Pan sobie ranczo w centrum miasta robi !” (Dla znających ten serial  jasne jest, skąd takie nerwowe skojarzenia.) To było jedyne „merytoryczne” spotkanie w ciągu dwu kadencji  z człowiekiem, który unikał mieszkańców jak ognia, odsyłając do zastępcy. Ten z kolei kwitował: - „Jestem tylko władzą wykonawczą”. Radni nie lepsi, oto jak przedstawiciel lewicy rozumie wspieranie pokrzywdzonych: -„Wystarczy wykupić sobie całą Zieloną Dzielnicy i problem - ha, ha, ha - zniknie”… Nieświadomy draństwa ? Tacy chcą być dożywotnio „radnymi” ? Kwitnie nepotyzm: do wyborów stanął syn -prawnik i ojciec -sędzia, b. właściciel działki w Zielonej Dzielnicy, który popierał tzw. „scalanie” aby wykorzystać sztuczną zwyżkę cen do sprzedaży i wyprowadzki. Kandydat do porządkowania dokumentacji ? Ogrom złej energii powróci do sprawców, bo kto przynosi innym cierpienia - sam ich dozna. Sprawiedliwość nadejdzie, tylko czy wyciągniemy wnioski ? W jaki sposób jeden Dobrodziej na 8 lat potrafił zablokować powstanie Muzeum Narwi z Parkiem Historycznym, kawiarenką, zniechęcając do usług turystycznych  w Zielonej Dzielnicy ? Dlaczego badanie kradzieży ziemi trwa 17 lat ? Niepohamowana chciwość ? Nadmierna dominacja nuworyszy, którzy wstydzą się swojego pochodzenia ? Czy stąd chorobliwe zacieranie tożsamości: niszczenie zieleni, niepotrzebna wycinka drzew, ogrodów - z okrucieństwem i zaciętością wobec rdzennych mieszkańców ? Wiejski rodowód dla normalnych mieszkańców to powód do dumy, bo wieś zawsze była gwarantem tradycji, stamtąd nasze korzenie… Jeszcze niedawno w Łomży pracowała kuźnia - między remizą ( dziś Teatr Lalek) a Urzędem Wojewódzkim (patrz zdjęcie). Dziś konie mechaniczne, obok tego miejsca parkują na… zielonym trawniku, który mimo prób ogradzania szybko zamieniono w niechlujne błoto. Dziś musimy chcieć odsunąć tych, którzy wpychają nas w czerwoną politykę „robotniczo-chłopską”, z otoczką SB, która chce mieć emeryturę w Magistracie. Pochodzenie ma znaczenie - dla historyków. My wybierzmy zdrową chłopską zaradność, uczciwość, czytelną komunikację, jasne reguły działania - a Łomża odżyje..

Bolesław Deptuła
śr, 10 listopada 2010 11:22

Ciągłość

Oto co utraciliśmy: Narew od wieków tętniącą życiem człowieka i przyrody… Jeszcze po II wojnie światowej była żeglowna w dużej części, a do Łomży docierały potężne statki wycieczkowe, niczym z „Rejsu” Piwowskiego… Nad wodą kwitło życie gospodarcze i handlowe. Tratwy pod Łomżą to był zwyczajny widok. Transportowano dużo drewna, a smukłe sosny z Puszczy Kurpiowskiej chwalono jako świetne maszty do żaglowców. Różnorodność łodzi towarowych i statków rzecznych to egzotyczny, utracony świat: szkuty, galary, berlinki, dubasy, bajdaki, komięgi… o jednostkach turystycznych i sportowych nie wspominając. W którym momencie odwrócono się tyłem do rzek, redukując je do roli ścieku przemysłowego i śmietnika  miejskiego? Po jakich decyzjach zamarło odwieczne, bogate życie wodniackie, nawet sportowe ?.. Gdzie odruch obronny naszego Narodu w obronie Stoczni - za granicą podtrzymywanych dotacjami na czas kryzysu, a u nas oddawanych za bezcen obcym interesom ? Oto wyraźnie widać skutki utraty przez naród polski zbyt dużej ilości ludzi wykształconych: inteligencji. Ile jeszcze czasu potrzeba na uzupełnienie wojennej luki pokoleniowej ? Jak długo potrwa odtruwanie umysłów z okresu „demokracji” socjalistycznej, w obojętnym otoczeniu zwartego „kolektywu” przyuczonego do czekania „na gotowe”? Jak powrócić do społecznej aktywności gdy przefarbowane cwaniactwo na urzędach ustawowo zobowiązane do pomocy, raczej mnoży przeszkody ? Przykładem: powrót Łomży nad Narew i udrożnienie szlaków rzecznych. Źle wróżą pozorowane konsultacje, a jeśli rozmowy to z „wybrańcami” od interesów urzędniczych (prywatnych), co w efekcie prowadzi do niegospodarności. Daje do myślenia brak kontroli nad cyrkiem z „Bulwarami” i przyzwolenie na bezkarną serię kosztownych projektów produkowanych „do kosza”. Przeraża brak współdziałania instytucji i całościowego spojrzenia na rzekę z koniecznością ochrony krajobrazu kulturowego przed chaosem budowlanym i niszczeniem pradoliny Narwi - ekosystemu unikalnego w skali Europy. Niczego nie nauczyło zakłócanie naturalnych stosunków wodnych, czego jaskrawym przykładem sztandarowy projekt PRL:  socjalistyczny Kombinat Łąkowy Wizna, gdzie zmarnowano tzw. Bagno Ławki, kosztowną melioracją raj przyrodniczy i rezerwuar wodny zamieniając w martwy step. Dziś znowu najłatwiej wymyślać za biurkiem w W-wie „Szlak wodny… Batorego”, jako okazję do spotkań urzędniczych, w kompletnym oderwaniu od rzeczywistości. Jakby nie było zmian cywilizacyjnych i resztek dzikiej przyrody, której zazdroszczą nam w Europie. Stworzono stan zagrożenia dla unikalnej przyrody domaganiem się regularnej linii wycieczkowej statkami motorowymi i wyśmiewając dopuszczanie przez Dyrekcję Biebrzańskiego Parku Narodowego wyłączności turystyki kajakowej. Dlaczego pomysłodawcy „Szlaku Batorego” nie mówią o wykopaniu kanałów omijających wyjątkowe środowisko Biebrzy? Pewnie nas nie stać ? Ale stać na zamianę w ściek przemysłowy kolejnej dzikiej rzeki - unikalnej w skali światowej, ściągającej zachodnich turystów... Przypomnijmy nieprzyjazny turystyce sposób myślenia przy eksperymentach z Narwią w latach 70.- gdzie w 6  miejscach  zbudowano w poprzek rzeki betonowe progi: bez śluz - przekreślając kompletnie możliwość podróży motorówką pod prąd do Tykocina lub spływu tratwami do Łomży. Zmeliorowano szlak wodny, poprowadzono Narew prostym korytem (!), odcinając ją od pięknych i pożytecznych starorzeczy, które dawniej w naturalny sposób podczas powodzi przejmowały nadmiar wody. W rozumieniu urzędniczym sens wypraw krajoznawczych to chyba uchlać się - bo  po co turyście malowniczość okolicy ? Uparty turysta jest w stanie przeciągnąć 6 razy swój kajak i ekwipunek obok śmierdzących jazów, ale co z motorówką ? Pomijając przydatność tylu progów wodnych: dlaczego  nie mówi się o konieczności zbudowania małych śluz ?… Urzędnicy trują o „rozwoju turystyki” zamiast doprowadzić do realnego udrożnienia zatarasowanej rzeki - od progu betonowego w Strękowej Górze, gdzie kończy się żegluga łomżyńska… Na zdjęciach: tratwy flisackie i barki wypełnione towarem oraz Łazienki Jankowskiego na Przystani Wodnej w Łomży z pocz. XX w. oraz statek wycieczkowy Traugutt na fotografii Zbigniewa Ciborowskiego ok. 1960 r. w okolicach mostu w Piątnicy oraz medal pamiątkowy z 1927 r.( zb. Muzeum w Łomży) mało znanej a wciąż istniejącej Ligi Morskiej i Rzecznej.


Bolesław Deptuła
nie, 25 lipca 2010 08:01

Pręgierz

Kataklizmy dziejowe pozbawiły Łomżę pręgierza przy Ratuszu - charakterystycznego elementu architektonicznego na Starym Rynku. Czyż rzecz nie jest dziś warta odtworzenia…dla turystów ? W każdej chwili może się przydać… Jak pręgierz wyglądał łatwo sprawdzić przy okazji wizyty w Poznaniu: stoi do dziś przy narożniku tamtejszego Ratusza, obok fontanny Prozerpiny. (To kopia - oryginał z 1690 r. umieszczono w Muzeum Historii Miasta Poznania.) Wizerunek tego pręgierza podaje Gloger w ”Encyklopedii staropolskiej” (w załączeniu). Zgodnie z tradycją, na szczycie kolumny stoi figurka kata z mieczem. Lepiej to od razu zaznaczyć aby w Łomży, w przypadku rekonstrukcji, komuś nie przyszedł do głowy pomysł przemycenia figury geodety z cyrklem… Pręgierz miał jeszcze jeden istotny element: tzw. „kunę” czyli metalową obręcz na szyję skazańca. Skąd wziąć taki wzorzec do rekonstrukcji ? Podczas wędrówek po okolicy (ze względu na „kolekcjonerów” nie powiem gdzie) uwieczniłem na fotografii tę ważną część pręgierza, nadal wiszącą na łańcuchu przy jednym z kościołów. Czy trzeba dodawać, że zawsze (patrz zdjęcie) znajdzie się chętny do przymiarki ?... Wspomina o istnieniu pręgierza  Donata Godlewska w monografii „Łomża”. W przywileju lokacyjnym czytamy, że książę dał „mieszkańcom łomżyńskim… pełną i całkowitą władzę sądzenia, wyrokowania, karania, potępiania we wszystkich sprawach, tak wielkich jak i małych...” Pod pręgierzem wykonywano karę chłosty, obcinano palce itd. Jak pisał Gloger: „do słupa tego przywiązywano oszustów dla pokazania ich ludowi, i winowajców skazanych na hańbę publiczną”, a wg Brodzickiego: urząd kata utworzyła w Łomży, w 1510 r. księżna Anna - co w szczególny sposób przydało znaczenia miastu nad Narwią.

Bolesław Deptuła
pt, 05 marca 2010 00:49

Etos

Nareszcie mieszkańcom grodu nad Narwią spadły łuski z oczu, ale dlaczego trwało to tak długo? Dlaczego pojedyncze osoby bronią honoru miasta? Czyżby zaczął się proces budzenia świadomości społecznej, może prawdziwej odpowiedzialności obywatelskiej i prawdziwej samorządności, nie bojącej się kontroli ? Chowanie się za pseudonimami na forum internetowym, utwierdza kombinatorów w bezkarności. … (Pisze Kede: –„Nigdy w historii Łomży nie było tak, żeby pod pretekstem "dobra Łomży" ograbić kogoś z jego własności, żeby zarobić mógł ktoś inny (...) Jeszcze nigdy nie zrobiono tylu "dobrych" interesów przy wykorzystaniu majątku miejskiego, który nie wiadomo w jaki sposób przeszedł w prywatne ręce)…. Dlaczego takie celne głosy dopiero po zmarnowaniu - nie wirtualnych ale prawdziwych milionów publicznych pieniędzy ? Jeśli inne afery ciągnęli urzędnicy w Łomży „tylko” kilka lat, to rozgrabianie Zielonej Dzielnicy dla swojaków jest rekordowe: trwa już 17 rok (!). Dlaczego zbiorowo mieszkańcy Łomży nie alarmują opinii publicznej np. podpisując list otwarty do prasy centralnej z żądaniami wyjaśnień ? To by przyśpieszyło sprawę.Czyżby totalnie zastraszenie miasta - efekt prania mózgów w minionym systemie, co nadal pilotują „za-radne” dinozaury bez lustracji ? (Pisze Atbis: -„ Najgorsze jest to, że ludzie którzy naprawdę mogliby coś zrobić nie startują w wyborach ponieważ z góry wiedzą że nie wygrają z UKŁADAMI.”) Nic się nie zmieni, jeśli będziemy tylko szeptać po kątach i czekać, aż w pojedynkę ktoś dla nas uratuje całe miasto. Mówmy na wiele głosów, kto uczciwy ten się nie będzie bał publicznie mówić jak zaczęła się degradacja kolejnych uroczych zakątków miasta...Mówmy głośno to, co jest w dokumentach: przymiarki do ”zagospodarowania” prywatnych działek wbrew woli ich właścicieli w Zielonej Dzielnicy zaczął Żelechowski, a Turkowski nie przerwał torturowania psychicznego właścicieli, nie wzruszały go pisemne protesty, odwołania…Dało to łapownikowi „od hipermarketu” możliwość spokojnego naginania prawa przez 15 lat (piętnaście) - we własnym mniemaniu: dla „scalenia doskonałego”- i „rozmiękczania” protestujących ok. 20 osób. Dwóch poprzednich gospodarzy wiele lat czyniło staranne przymiarki, ale dopiero pod przewodnictwem obecnego, „ekipa” stratowała prawo, własność prywatną, marzenia i plany biznesowe właścicieli...( Karolina 25 zauważa: -„O Łomży i panującej tu korupcji i bałaganie głośno w całej Polsce, nawet ostatnio o umoczonym prokuratorze w procesie ,,generała". Znajoma ze Szczecina ciągle słyszy w radiu o Łomży i mówi co się tam u Was dzieje. Wszyscy u nas tylko dbają o swoje interesy, ciągłe afery, przepychanki, kliki a zapominają o swoich wyborcach i obietnicach. Miasto staje się zaściankiem.)…(Pisze Bot: -„W Łomży jest wiele osób uczciwych i roztropnych, godnych tego stanowiska. Niestety wiedzą, że jak tylko zgłoszą swoją kandydaturę to ludzie zaczną się dopatrywać nie wiadomo czego.”) …Więc jeśli kolejni myślą tylko „o stanowisku”, to niech dalej siedzą przed TV. Stwórzmy stowarzyszenie obywatelskie, omawiające nie: jakie stołki posiąść, ale z kim i jak ratować miasto, na początek jak nie dopuścić do powtórki z aferami oraz jak zwiększyć kontrolę nad urzędnikami i „biznesmenami”. (Najcelniej naszą sytuację opisał Zbych: -„ Powiem tak: niech ta "ekipa" lepiej za bulwary się nie bierze - bo tylko spieprzą jak prawie wszystko dotąd spaprali. Tu trzeba wyobraźni, potrzeby piękna, szacunku dla obywateli, miłości do tego miasta…)

Bolesław Deptuła
cz, 21 stycznia 2010 22:37

Twarz

Ogłoszenie 20 lat temu końca tzw. komuny, mogło być okazją do przywrócenia dbałości o zasady moralne i dobre wychowanie, pielęgnowane w czasie okupacji i pozornego wyzwolenia - w latach pogardy dla rozumu. Nie udało się, skoro wolność przyjęto jako dowolność. Dlaczego po latach samorząd wciąż oznacza samowolę? Kryminalne sprawki kolejnych prezydentów miast w całej Polsce objawiły przerażającą rzeczywistość: niekontrolowany żywioł bez stopowania ujawnionego bezprawia, brak nieuchronności kary i uderzenia po kieszeni sprawców. Zbyt długa bezkarność utrwaliła sojusz „ specjalistów od kręcenia” z prostymi ludźmi, dla których awansem było zdobycie mieszkania i praca biurowa w mieście. Zamykano buzie wieloetatowością i zatrudnianiem krewniaków, więc lojalnych i bezwzględnych. Posiedzenia fasadowej komisji „rewizyjnej” z udziałem zwierzchników - sprawców zamieszania, służyły przeciąganiu bezczynności urzędu. Usłużny „działacz” komisji scaleniowej - podzieli wszystko co szef każe. Tak rękami innych zaczęto coś, co w ogóle nie może miejsca w państwie prawa: bez zgody właścicieli ziemi po prostu nie można rozpoczynać ! Wtedy obowiązkiem jest alternatywne rozwiązanie: w przypadku wyjątkowej Zielonej Dzielnicy o zamkniętym obszarze nie można burzyć ustalonej zwartej zabudowy, więc jeśli komuś potrzebny dodatkowy domek, to wyłącznie na obrzeżach dzielnicy, na swojej działce. Ale nawyk komuny tkwi w głowach, więc przyzwolenie na bezprawie, aby kosztem sąsiada. I oto u zdumionego właściciela domu z ogródkiem zjawia się „komisja do liczenia drzewek przeznaczonych do wycięcia” a jeden z osobników podający się za „inż.” z przyklejonym uśmiechem rzekł: - „Tak w ludzkim odruchu radzę: niech pan nie traci twarzy i zgodzi się na scalenie”…Jaką cenę zapłacił za utratę własnego wizerunku? Czy trzeba lepszego symbolu niż taki przedstawiciel wielogłowej hydry - bezdusznej machiny urzędniczej obrabiającej z zimnym wyrachowaniem tylko jedno słynne „scalenie” z ul. Mickiewicza aż 16 lat (!) Już nawet nie dbano o pozory, nie było żadnych rozmów z pokrzywdzonymi, słowo „przepraszam” nieznane. Skąd w ludziach tyle systematyczności w okrutnym doprowadzaniu do ruiny materialnej i psychicznej? Zero zakłopotania ze strony urzędasów. Komu w końcu służą: społeczeństwu, czy sobie i wybrańcom od biznesu? Obywatele przeznaczeni do oskubania z dorobku życiowego są przedmiotami do usunięcia. Protesty to „wnioski odrzucone”, zakaz scalania gruntów zabudowanych dało się „obejść” po prostu odcinając - na mapie - ogrody przydomowe od domów i tak utworzono „grunty niezabudowane”, „objęte możliwością scalenia”. Potem się „przekona” sąsiadów, że w kupie są bezkarną komuną, która jako „większość demokratyczna” może: …, pardon: „zagospodarować” ziemię opornych sąsiadów, wyznaczając im zastępcze grunty, a więc stwierdzono: nie to kradzież, bo „dla dobra społecznego”. Kto nie chce, niech sprzeda i won. Do ostatka urzędnicy nie mówią o Lidlu, tylko o domkach jednorodzinnych. Rzekomo nie można ich budować w miejscu domków gospodarczych, tylko w środku obszaru, co daje możliwość uruchomienia tzw. „inwestycji celu publicznego”: wspólnej ulicy czyli przerzucenie kosztów na całe społeczeństwo… „Większość socjalistyczna” pardon, dziś: „demokratyczna” nabiera wody w usta, bo dostała w prezencie potężne pieniądze, które każdy musiałby, jak każą przepisy i uczciwość, wydać sam na własną drogę wewnętrzną. Właściwie można by dojechać przez podwórko do drugiego domku, ale po co „marnować” własną działkę - lepiej sąsiada. Urząd pośpiesznie zbiera opłaty adiacenckie i …znowu łamie prawo, bo nie można, chyba że z sufitu wyliczyć kosztów, które będą znane dopiero po wykonaniu inwestycji i dopiero wtedy prezydent mógłby wydać decyzję o ustaleniu opłaty adiacenckiej…Jakim cudem prywatny inwestor kupił od miasta ziemię pod Lidla w postaci „uzupełnienia ekwiwalentu adiacenckiego”?.. Mimo przegranej ratusza w NSA „inż. ds. scaleń” w obecności dziennikarza bez skrępowania uśmiał się serdecznie: „- I co z tego, że uchwała o scaleniu nieważna - ale wykonana !” Optymizm przedwczesny: ulica niewykonana, więc radni mogą zatrzymać marnowanie publicznych pieniędzy. Prezydent miasta powinien być ukarany za niewykonywanie wyroku NSA… Jednak radni zaakceptowali na wykonanie niepotrzebnej ulicy w br. ponad 2 milionów zł i to w sytuacji, gdy tyle ulic tonie w błocie łącznie z wizytówką: Targowicą Miejską...  P.S. Na zdjęciach: domek wybudowany w ogródku sąsiada po przesunięciu granicy o 5 m., na podstawie lewego „scalenia”, na które właściciel nie zgodził się (poturbowany przez policję na własnej ziemi w obecności nasłanego geodety) oraz budowa niepotrzebnej drogi szerokiej niczym autostrada.

Bolesław Deptuła
cz, 01 października 2009 13:20

Grodzisko

Umiera na naszych oczach. Festiwal niemożności, niekompetencji, przerzucania odpowiedzialności - bez końca ? Pewnie tak, skoro kontroli brak a myślących i odważnych zbyt mało, by przerwać manipulowanie społeczeństwem. Niewielka grupa spokojnie dotychczas nuciła Skaldów (nie łapać Króliczka, gonić bez końca). W efekcie dziś kajakarze widzą górującą nad grodziskiem ruinę willi w stylu Gargamela, a spacerowicze ze zdumieniem zwiedzają jej wnętrze z rurą do tańców erotycznych… jeszcze trochę i nabierze powagi zabytku? Jacyś geniusze dopuścili do powstania w pradolinie Narwi - na linii granicznych grodów piastowskich - osiedla w stylu „wszędzie i nigdzie”…Ile w tym bezmyślności, a ile celowego niszczenia skarbu ? Ten krajobraz kulturowy to bezcenny atut Łomży, to wyjątkowy skarb: zespół krajobrazowy - grodzisko, osada, 1-szy kościół na Mazowszu. To jedna z unikalnych panoram mazowieckich. Podjęto kiedyś daremną próbę nagłośnienia problemu. Artykułem „Spór o grodzisko w Starej Łomży” ogólnopolskie ”Słowo Powszechne” alarmowało w 1972 r: ..”aktualna sytuacja powstała nie bez winy Wydziału Rolnictwa i Leśnictwa Prez. PRN w Łomży…długo wymieniano pisemka…orzeczeń, odwołań nagromadziło się też dużo”, a mimo to łomżyński Wydz. Rolnictwa i Leśnictwa uparł się „ że podczas scalania gruntów m. Łomży, teren na którym znajduje się grodzisko, nie może być wydzielony jako obiekt zabytkowy”. Dlaczego ? „To jedyne pastwisko dla gospodarzy”. Nie uzyskano żadnego porozumienia... Grodzisko już w okresie międzywojennym objęto ochroną, ponownie wpisane do rejestru w 1966 r. Na najwyższym szczeblu uznano, że to obiekt zabytkowy należący do najcenniejszych w Polsce pozostałości osadnictwa grodowego na Mazowszu, ale „nie szły za tym żadne konkretne poczynania władz łomżyńskich”... A miało być tak: teren zabytkowy planowano wyłączyć z użytkowania i później „przeznaczyć na Park Kultury i Rezerwat Archeologiczny”- czyli już 40 lat temu była szansa na powstanie ośrodka naukowego i turystycznego. Dalej ”Słowo” alarmowało: „Ogrodzony i opatrzony tablicami obszar grodziska został wkrótce pozbawiony i tego zabezpieczenia… rolnicy wypasali bydło, a Wzgórze św. Wawrzyńca było systematycznie zaorywane”. Reporter Telewizji Polskiej nagrał opinię oracza: „ My szanujemy zabytki Polski Ludowej”…Kolejna próba ratunku: Ministerstwo wystosowało pismo do Zarządu T- wa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej z siedzibą w Warszawie (24.II.1972 r). - „Towarzystwo ma w swoich szeregach ludzi światłych i wpływowych...sprawa powinna była znaleźć swe rozwiązanie już przed laty” oraz: ”Ministerstwo spodziewa się, że T-wo użyje swoich wpływów, celem ochrony tak wysokiej wartości obiektu, którego zasoby dotąd nie zostały należycie przebadane.” Przypomniano, że chodzi o „stałą ochronę grodziska przed dewastacją warstw kulturowych”…I tak minęło 40 lat. Pojawiło się nowe zagrożenie: niepostrzeżenie grodzisko zarasta. Jeszcze trochę i problem „sam” zniknie …z widoku. Wystarczy porównać fotografie: do lat 70-tych na grodzisku rosła tylko trawa, dziś unikalny zabytek wzięły we władanie chwasty, samosiejki krzaków i drzew. Jaki turysta zechce odwiedzić grodzisko zamienione w las? To, co przetrwało czytelnie w krajobrazie pradoliny Narwi 1ooo lat budząc podziw znawców, teraz może zniknąć w ciągu 1 pokolenia…  Próbę przełamania ogólnej niemocy ostatnio podejmuje właściciel f-my „Gondole”, Pan Jerzy Lipiński. Nie zraża się przeciwnościami i działa: opracował plan ratowania grodziska, cierpliwie uzgadnia szczegóły ze wszystkimi zainteresowanymi, tak by ginący skarb można było oczyścić i zwiedzać w sposób uporządkowany i nieinwazyjny.

Bolesław Deptuła
cz, 27 sierpnia 2009 18:52
Data ostatniej edycji: 2014-09-16 18:45:51

Dorożka

Jest pomysł, aby wprowadzić na razie jedną dorożkę do centrum miasta, proponowana trasa przejazdu zacznie się przy Bulwarze:…niestety nie u nas, tak chcą zacząć w Gorzowie. Tam media informują, że pomysłodawca czeka na uchwałę rajców miejskich, bo trzeba zmienić oznakowanie, wprowadzić regulamin, ( m.in. ubezpieczenie OC, zaświadczenie o zdrowiu konia, właściciel musi po nim sprzątać, przewiduje się odpowiedni ubiór woźnicy itd.) Pomysłodawca nie ma jeszcze cennika, chce po prostu zacząć, by sprawdzić jak usługa się sprzedaje…Niezłe doświadczenie mają w Świnoujściu, dorożek jest tam ok. 60. Założyli nawet stowarzyszenie „Pegaz”, dla ułatwienia kontaktów z urzędami. Niektórzy fiakrzy uczą się języków obcych, opowiadają klientom o historii miasta i mijanych miejscach. A u nas odważnych brak ? Czy dlatego, że jest trudniej ? A może już zerwaliśmy z mentalnością Wschodu? Przerwano więzi międzypokoleniowe, rzemieślnicze…pajęczyn kolektywu na urzędach nie udało się przerwać. Zniknęli z Łomży ostatni dorożkarze oraz garncarz, lutnik i inni „prywaciarze” jak z niechęcią mówiono o nich. Czyżby niechęć została, skoro i dziś niejeden desperat, który chciałby zacząć cokolwiek w Łomży teraz myśli o wyjeździe - jak ten entuzjasta niemych filmów, który nie doczekał się mikro - pożyczki na działalność z okazji stulecia Kina ‘Mirage”…Również słynna ciuchcia nie stanowi atrakcji turystycznej dla „wielkomiejskich” urzędników, tymczasem w Kolnie podchwycono pomysł na mini - muzeum, sprowadzono nawet parowóz wąskotorówki. Czy kiedykolwiek powróci dorożka łomżyńska ? Pewnie chętni by się znaleźli, ale najtrudniej przełamać syndrom przysłowiowych „Bulwarów nad Narwią” - istniejących jak wiele rzeczy tylko w obietnicach wyborczych.…Ostatni postój dorożek istniał na Placu Pocztowym w Łomży, gdzie obecnie postój taxi. Na zdjęciach z 1970 r: jazda w dół ówczesnej ul. Armii Czerwonej ( dziś ul. Polowa.) PS: Najczęściej czytany odcinek „ Honor” ma prawie tysiąc odsłon.

Bolesław Deptuła
so, 18 lipca 2009 19:20

Małe Mazowsze

Wytworzył się nowy kapitalizm urzędniczy: kapitałem są obietnice wyborcze - w razie potrzeby doprowadza się którąś do etapu kosztownych projektów. Lud uspokaja się aktywnością Urzędu, projektant zarobił. Będzie wdzięczny ? Od nieprzyjemnego momentu realizacji ucieka się, sporządzając na koszt podatnika ekspertyzę nieopłacalności. Gdy żądania nie cichną - zleca się nowy projekt tego samego ! A co, ktoś podskoczy, skoro kontroli brak, gdy wystarcza „komisja rewizyjna” swojaków. W ciągu 20 lat od zmiany ustroju wytworzyła się odmiana starego układu, pod ochroną gatunkową ściślejszą bardziej niż Natura 2000. Ich symbolem wielostołkowe samorządowo - spółdzielcze filary układu. Niby bez-radne ale za-radne, z rosnącą liczbą autentycznych milionerów… W Łomży jadą na obietnicy Bulwarów od ponad 30 lat - może to już rekord Guinnesa ?. "Białym kołnierzykom" nie można odmówić inteligencji w tworzeniu chaosu. Bezczelnym mieszczuchom nie odechciało się jeszcze Specjalnej Strefy Ekonomicznej, Grodu nad Narwią, Zielonej Dzielnicy ? Trzeba ich tak zwodzić, aż zostaną klientami Pomocy Społecznej. Wszak bardziej opłacalne i „bezpieczne” jest wspieranie zewnętrznych inwestorów poprzez ogromne ulgi i ułatwienia. Swoistą nagrodą, którą udało się zataić przez ok. 2 miesiące, był dla inż. ds. scaleń wyjazd z próbną partią działeczek na Targi Nieruchomości w Cannes, m.in. z ofertą działki obiecanej wcześniej pod budowę grodu. Oszukani pomysłodawcy szukają od nowa miejsca pod gród, już poza Łomżą…Przykładem lekceważenia rdzennych łomżan jest próba zamiany Zielonej Dzielnicy w Betonową: nie tylko psucie Miasta i własności prywatnej, gorzej: utrącenie zarobku agroturystycznego, który na bazie swoich ogrodów szykowali bardziej zaradni, z wizją własnego biznesu opartego na lokalnej tradycji. W cywilizowanych krajach Zachodu takie urokliwe dzielnice nazywa się „Małą Francją” „Małą Holandią” - rozwija się projekty „Slow City” z powolnym stylem życia, regionalną kuchnią, sztuką...W Zielonej Dzielnicy ktoś projektował Małe Mazowsze z Muzeum Narwi i przysmakami kurpiowsko łomżyńskimi ? Zamiast tego muszą być mrożonki z Lidla. Co tam jakiś prywaciarz będzie planował, na jego działce mogą być tylko pomysły Magistratu, który jeśli nie wyda teraz ponad 2 milionów publicznych pieniędzy na „wykończenie” betonem Dzielnicy to przepadnie pretekst „scalenia” dla „dobra społecznego”, dzięki któremu podzielono prywatne działki dla nowych prywatnych inwestorów . Celem publicznym stało się wydanie publicznych funduszy, dla prywatnych potrzeb. Tyle błędów popełniono, że jedynym wyjściem stało się budowanie faktów dokonanych metodą „na chama”. Nie wszyscy dali się namówić: na 19-u protestujących tylko 4-ch zaryzykowało budowle do rozbiórki. O urzędniczej bezczelności niech świadczą dokumenty: zamiast decyzji z imienną pieczęcią prezydenta i wspólnych uzgodnień komisyjnych na granicach działek - „zawiadomienie o scaleniu” i buldożery. Uspokojeniem sumień zajął się rzecznik prezydenta artykułem gazetowym pt: „Można budować”, a inż. ds. scaleń w lewicowej reklamówce (w normalnych mediach nie miał takiej odwagi ) zapewnił o wystarczającej mocy prawnej komisji sąsiadów zgrupowanych w „demokratyczną większość”, aby zabrać komuś działkę, nawet bez jego zgody. Nie wytrzymał zastępca prezydenta, udzielając gazecie wywiadu: ( uwaga: te parę słów więcej mówi od tysiąca zdjęć ! ): -„ „Ta ziemia jest tego warta... już tylko kilka osób nie chce oddać ziemi miastu..” Czyż to nie kapitalny materiał kabaretowy ? pamiętajmy: Nie chce oddać… Podobne przygody są udziałem prywatnych własności na całym świecie, np. tak było w Paryżu…ale ok. 100 lat wcześniej !  Takie mamy zapóźnienia cywilizacyjne ! Do historii przeszła obrona Dzielnicy Montmarte, zatrzymanej w XIX wiecznym kształcie, dzięki czemu dziś walą tam tłumy łaknące uroku i nieuchwytnej atmosfery genius loci w dzielnicy artystów, z drewnianymi opłotkami niczym na wsi. Wizytówka i korzyść dla całego Paryża. ( Na foto. najstarszy Kabaret Montmarte: „Zwinny Królik”)…W Łomży wydano wyrok na podobne magiczne miejsce - na 2 fotografiach tajemnicze ogrody Zielonej Dzielnicy, w którym będą przestrzenne ekspozycje prywatnego Muzeum - możliwość wędrówki przez Małe Mazowsze, pod warunkiem podziękowania za pracę urzędnikom z przerostem „władzy”.

Bolesław Deptuła
so, 04 lipca 2009 10:57
Data ostatniej edycji: 2009-07-05 10:09:54

Własność w Łomży

Zgodnie z prawem naruszyć własność prywatną można wyłącznie w ściśle określonych przypadkach: inwestycja celu publicznego, ochrona przyrody, obronność. Nie istnieje w Zielonej Dzielnicy wyrzutnia rakiet ani bunkier dla których powstałaby konieczność budowy ulicy z funduszy publicznych. Prezydent z kolei mógłby interweniować, gdyby mieszkaniec chciał niszczyć unikalną naturę, a stało się odwrotnie: na zlecenie  prezydenta spychacze zniszczyły na prywatnej działce siedlisko będących pod ścisłą ochroną purchawic olbrzymich (udokumentowane w jednym miejscu 22 okazy - największy na zdjęciu...) Pod pewnymi warunkami ustawodawca przewidział  możliwość „inwestycji celu publicznego”...ale ulica nie jest celem samym w sobie ! -do którego dolepia się potem : może Esso, może Lidla ? -za plecami właścicieli. Przy planowaniu nie obowiązuje gospodarność? Podejrzane jest topienie z kasy miejskiej pieniędzy na drogi wewnętrzne, skoro na zamkniętym obszarze Dzielnicy z powodzeniem mogą być one finansowane z kieszeni mieszkańców, ale tylko tych, którzy lubią beton w miejsce zieleni. Dewastacja wnętrza obszaru i marnowanie cennej ziemi to ostateczność, jedynie przy braku alternatywy dla rozbudowy - ale już w 1993 r. b. architektowi miejskiemu zgłoszono wniosek o stawianie domów w miejsce domków gospodarczych ! Więc nie było podstaw prawnych ani potrzeby naruszania własności a tym samym wycinania 50- letniej zieleni, bo na zamkniętym obszarze Zielonej Dzielnicy istniały wyłącznie inwestycje celu prywatnego: prywatne domki, do czego dołączono nagle - znowu prywatny - supermarkecik. Jak uwierzyć w bezinteresowność architekta ( ten sam, co wziął „łapówkę za hipermarket”), że ot tak sobie od 1993 r. forsował budowę ulicy pełnowymiarowej wewnątrz Zielonej Dzielnicy - chociaż otacza Dzielnicę kwartał ulic, do których właściciele mają swobodny dostęp ! Może chodziło o wykazanie się pracowitością przez 15 lat ( słownie: piętnaście ) wdrażania tej procedury, a w rzeczywistości podziału cudzej ziemi bez zgody wlaścicieli na tłuste działeczki...gdzie jako pierwszy, jeszcze bez dostępu do drogi publicznej postawił domek b. przewodniczący Rady Miasta Łomża...Władzą w mieście jest społeczeństwo a urzędnicy są w służbie podatników ! Jak gospodarzą naszymi pieniędzmi nad którymi powierzyliśmy im władzę ? Prezydent miasta od początku kadencji nie chciał słuchać skarg. Przyjął tylko raz z moich rąk plik załączników wraz z protestem właścicieli ziemi między ulicami Mickiewicza - Sikorskiego, którzy wielokrotnie podpisywali skargi, a w 1993 r. ósmy protest podpisało 19 -stu ! Panu rzecznikowi prasowemu ratusza, który tytułuje mnie „jedynym protestującym” i radzi sądownie udowadniać, że wyrządzono mi krzywdę - dedykuję  do przemyśleń fotografię spychacza dewastującego mój rodzinny ogród na zlecenie prezydenta miasta. Udawanie, że nic się nie stało, to stan notorycznego zadręczania ofiar,  pastwienia się nad ludźmi: możecie odwołać się od decyzji urzędu, ale macie 7 dni na odpowiedź , a urząd 30 dni, albo wcale ! Skargi odkłada się ad acta, a wyroków sądowych nie wykonuje... Wreszcie wzięto się w Łomży za ustalenie związków gangsterów z prokuratorem...Czekamy w kolejce po sprawiedliwość. Nerwowi się robią tylko Dobrodzieje - czyżby zaczęli się wstydzić... dopiero teraz ? Podobno tylko głupi nie korzysta z okazji, a okazja czyni...dobrodzieja. Tyle, że dobrodziejem być - też trzeba umieć: tuż po ogłoszeniu przez ratusz tzw. „scalenia” byłem świadkiem szokującego zdarzenia. Odpoczywałem na ławeczce, gdy nagle pojawia się jeden z sąsiadów z wiaderkiem w ręku i już na moim podwórku (!) zbiera owoce...” Jak panu nie wstyd  - podchodzę - to już mało własnych” ?  On na to: - „Oooo.. przyłapał mnie pan, zwrócić ?  Ale wie pan” ?- tonem usprawiedliwienia - „Jak dawali mi pańską ziemię, to odmówiłem. Powiedziałem, że z panem dobrze żyję.” Ja na to:. -„ Czy pomyślał pan, dlaczego nie chcieli -„dać” - mnie mojej ziemi” ?...To mściwe karanie  niepokornego obywatela... Ale cóż winna Natura ? - czy konieczne było głębokie podcięcie prywatnych drzew, skarpą od strony Lidla ? (na zdjęciu).... Świat zachodni alarmuje, że Polska jest ostatnim krajem Unii Europejskiej, w którym nie respektuje się własności prywatnej...

Bolesław Deptuła
nie, 24 maja 2009 16:47

Ciuchcia

Zlikwidowana, bo...przynosiła straty. Może po 40 latach od zniszczenia kolejki wąskotorowej łomżyńsko kurpiowskiej, tak powszechnie lubianej „ciuchci” - już lepiej widać tępotę urzędową ? W czasach Partii robotniczo - chłopskiej wstydzono się tego „gruchota”. Upłynnieniem "ciuchci" zajęli się urzędnicy a dziennikarze z ówczesnej Gazety Białostockiej usłużnie wypisywali: -„...na tle nowoczesnych bloków, asfaltowych ulic i nowoczesnego przemysłu, archaiczna „ciuchcia” jest niczym plama na honorze...” Jakiś „działacz gospodarczy” wtórował: -„Będzie w Łomży nowy dworzec PKS i PKP - tu dla "ciuchci" nie ma miejsca”...(1972 r.) Jeszcze kolejarze apelowali o części zamienne z innych kolejek likwidowanych w Polsce i łudzili się, że "ciuchcia" mogłaby służyć długie lata, gdyby miała odpowiedni tabor”...Społeczeństwu pozostały pienia żałobne w prasie, manifestacje pożegnalne na dworcach, bo im głębiej w Puszczę tym sympatia do kolejki większa. W Kolnie żegnano niewielką lokomotywkę z 1928 r. zielonym wieńcem z kolorowymi wstążkami; była orkiestra strażacka, transparenty głosiły: -„A Kurpiki lamentują, że im ciuchcię demontują”, „Kumo najukochańsa, cem teras na jarmark do Mysiańca” ?... Agonia trwała kilka lat. Nie powstał żaden komitet obrony, może konieczność zachowania zabytku dla mądrzejszych pokoleń wydawała się zbyt oczywista ? Muzeum łomżyńskie daremnie apelowało o przekazanie parowozu do Nowogrodu i alarmowało w prasie: ...”to niezwykła atrakcja...stojąc w Skansenie byłaby bardzo ciekawym eksponatem, nawet gdyby nie udało się uruchomić kolejki na niewielkim odcinku.”...Dlaczego ktoś wolał od pozostawienia atrakcji turystycznej jednorazową wpłatę i kto na tym zyskał ? W tej samej gazecie: -„...prasę obiegła wiadomość, że te nasze stare wagoniki, parowozy, a nawet szyny i zwrotnice stały się  wobec braku zainteresowania z naszej strony obiektem pożądania zagranicznych speców od turystyki. Oto napływają propozycje zakupu tych osobliwości technicznych z Anglii, Szwecji, Austrii, USA...To się nazywa pomysłowość ! Sprzedajmy...część za granicę, ale pozostawmy to, co wrosło w kurpiowski krajobraz”... Wg Gazety  Białostockiej tylko w 1970 r. ciuchcia przewiozła 125 tys. pasażerów i ponad 150 ton ładunku....Rozgałęzienie w Łysych prowadziło na Myszyniec i Kolno, przez jakiś czas aż do Spychowa. Kursy z węglem, drewnem, nawozami, artykułami budowlanymi i spożywczymi...Pracowity żywot od 1914 do 1973 roku...O ilu jeszcze skarbach będziemy tylko wspominać ? Potrzebna aktywność chociażby paru młodych osób, nowe stowarzyszenie dla ratowania Łomży i naszej godności.

Bolesław Deptuła
so, 16 maja 2009 13:02

Wizje rozwoju

Jeszcze niedawno lobby urzędnicze miotało gromy na „drobny handelek” - a tu proszę: na fali kryzysu media podały, że w poszukiwaniu oszczędności coraz chętniej odwiedzamy targowiska i tego nie zmienią obniżki cen w dużych sklepach. Bardziej czytelna stała się niezmienna bezmyślność tych, którzy uderzają w stabilność rodzin, będących zawsze ostoją polskości - bo ośmieszanie lokalnego handlu i małych sklepów w Łomży, to podcinanie źródła samodzielności niejednej rodziny. Kto forsuje dziwne lokalizacje dużych sklepów ? Dlaczego urzędas biorący bezwstydnie łapówkę w intencji obcego biznesu nie spotkał się z ostracyzmem „elit” a zwłaszcza z ostrą reakcją prawdziwej elity? Cytat z TV: „Ciągnie rynsztok do rynsztoka” brzmi znajomo, choć mówi o dawnych brytyjskich, sferach nowobogackich. „Nas to nie dotyczy”, prawda ?... my od  razu przeskoczymy ten etap ? Nasze media np. ciągle piszą błędnie, że Łomża „buduje grodzisko” i nie pomaga tłumaczenie, że grodzisko to ruina grodu. Zresztą od wielu lat pomysł wisi na obietnicach z-cy prezydenta ds. inwestycji, więc przyzwyczajono się do nieustającej budowy: „ grodziska czyli trwałej ruiny - symbolu Łomży” !.. Na  tym tle uparte zabiegi o wprowadzenie hipermarketu do centrum miasta, zamiast na obrzeża - to symboliczne przypieczętowanie naszymi rękami degradacji miasta i psucie przestrzeni obcymi elementami, obcymi naszej kulturze. Obśmieje nas cały świat, jak to Łomża nie potrafiła wykorzystać swojej architektonicznej szansy, podobnie jak tysiąca lat obecności Św. Brunona. Czy to musi być pamiątka po „środowisku robotników zza biurek” ? Szybko stanęli w kolejce po dotacje z UE zdradzając swoje „ideały” - czy już burżuazja nie budzi obrzydzenia a problemy pokrzywdzonych - zainteresowania ? Cywilizacyjna wolność posłużyła takim „europejczykom” do ośmieszania tożsamości Polaków i chrześcijańskiej kultury, więc żądają „tolerancji” (wyłącznie dla siebie). Cóż, trzeba odwrócić uwagę od zysków odpływających do kilku kieszeni i za granicę...Tymczasem jedyną szansą - dla ateistów też, nie stójcie z boku - jest  przestawienie Łomży na tory przemysłu turystycznego, typu: kawiarenki, prywatne muzea, szynobus, ciuchcia, dorożki itd...( gondole już powstały bez urzędników - oby nie przeszkadzali, jak prywatnej przystani przed mostem ). Turyści wolą jechać na Mazury ? Ale jeszcze możemy kogoś ściągnąć...Kogo ? Pielgrzymów, durniu ! ( parafrazując amerykańskie powiedzonko). Gdzie jest magnes dla pielgrzymów ? Przecież: gotowy, potężny kościół pod wezwaniem Miłosierdzie Bożego ( kubaturowo większy od Katedry), z unikalnym Sanktuarium pod otwartym niebem, zaznaczonym obecnością Jana Pawła II...ściągajmy tam pielgrzymów z całego świata. Kto był w Lourdes, ten wie jak potężny przemysł pamiątkarski może postawić miasto na nogi - tam ilość obsługi jest większa niż mieszkańców ! Takie mini - miasteczko idealnie pasuje do narożnika  ulic Sikorskiego - Zawadzka w Łomży. Hipermarket to odpływ pieniędzy, osiedle pielgrzymów - przypływ pieniędzy... Już raz odwołano się do opinii publicznej, na pokaz chyba, skoro do kosza wyrzucono apele o uszanowanie wyjątkowego Sanktuarium, własności prywatnej, cennego krajobrazu i zwartości przestrzennej. Mieszkańcy proponowali osiedle: właśnie z otoczeniem usługowym i wypoczynkowym - z Kinem, Hotelem, Domem Pielgrzyma.. Zatajono to.  Dodajmy, że wbrew dezinformacji w Sądzie z Ratuszem wygrali właściciele posesji - obronili ogrody przed sklepem Echo - obronili prywatną własność ! Kto do takiej sytuacji dopuścił, że aż trzeba przywoływać papieskie Sanktuarium, Konstytucję RP, logikę ... wszak jest lepsze miejsce dla Hipermarketu na Bawełnie - niekonfliktowe  i rozwojowe !

Bolesław Deptuła
śr, 29 kwietnia 2009 09:26

Odraza

W jakim kierunku zdążamy, jeśli zanika uczucie odrazy wobec wszelkich niegodziwości: korupcji, psucia prawa, przekraczania uprawnień, traktowania mieszkańców jak przedmioty do usunięcia ? Oby sprawa Zielonej Dzielnicy stała się wstrząsem moralnym...W urzędach zanika zwyczaj przepraszania, a w prasie prostowania bzdur, więc tą drogą pokrzywdzony pragnie podziękować za opinie na Forum ( „Bronili swojej ziemi”...) Ujawniły się prawdziwe intencje chętnych na cudzą ziemię z nadania Ratusza: oto kto broni swojej ziemi przed pazernym sąsiadem ten jest..„chciwy”. Nie udało się podgrzewanie sytuacji w celu skłócenia mieszkańców z Policją. Pokrzywdzony potrafił wznieść się ponad urażoną godność, choć był oburzony zbyt familiarnymi określeniami, podchwyconymi przez internet. Gdzieś się podziała rzetelność mediów: dziennikarz nie zna określenia „deszczówka” do podlewania drzewek owocowych, a karygodny zamach na własność prywatną nazywa „walką o ziemię”. Właściciel miał przy sobie korzystny wyrok NSA, ale nikogo to nie interesowało. W atmosfera martwego prawa i bezkarności, geodeta zaryzykował utratę licencji. Parę dni później ruszyły gwałtowne prace budowlane ( patrz zdjęcie). Oto Wasze wspólne dzieło, b. architekcie miejski, prezydencie, zastępco ds. inwestycji oraz inżynierze ds. scaleń: oto efekt przesunięcia bez zgody właścicieli, granic działek („uzyskanych w wyniku scalenia” jak twierdzi Ratusz) o 5 metrów w stronę kościoła Miłosierdzia Bożego, czyli nagle sąsiadowi  w środku ogródka wyrośnie cudzy budynek... Poszczuto w ten sposób sąsiadów na siebie. O co chodzi z tym tzw. „ scaleniem” ? Otóż nic takiego nie istnieje. Brak nie tylko fundamentalnej podstawy prawnej, brak w ogóle powodu do ograniczania własności prywatnej. Najważniejsze było lepienie tłustej działeczki pod supermarket w narożniku ulic Sikorskiego - Al. Legionów w taki sposób, aby miliony za ziemię  nie trafiły do kieszeni właścicieli...Mało znany fakt, to brak zgody na lokalizację w tym miejscu Stacji Paliw Esso, z uzasadnieniem, że są protesty mieszkańców Zielonej Dzielnicy...Więc jednak można „uwzględnić protesty”: Esso złe, tylko dlaczego Lidl dobry ? Prezydent Miasta tłumaczy po swojemu  prawomocny wyrok - zamiast go wykonać. Przecież protestujący też chcą się budować, ale na swojej ziemi, a nie u sąsiada. Dwuznaczne jest „zadowolenie” z życia cudzym kosztem poprzez marnowanie czyjejś ziemi pod zbędną ulicę w środku dzielnicy...Urzędnicy z uśmieszkiem mówili każdemu z osobna: „Państwa to nie dotyczy”... Okres 20 lat wolności wykorzystano do nabrania niebywałej wprawy w przechodzeniu od Komuny do Kapitału...tyle, że dziwna to gospodarność, gdy zamiast dróżek dojazdowych do wykonania kosztem tych właścicieli, którzy sobie tego życzą - Ratusz na siłę funduje im ( w tym b. przewodniczącemu Rady Miasta Łomża ) nową ulicę ( nie wymyślono lepszego pretekstu) z funduszy publicznych... a tyle starych ulic w Łomży tonie w błocie !                                                                                                                P.S. Czy umieszczanie plakatu antykorupcyjnego w urzędach, nie jest dziwacznym wieszaniem sobie „świadectwa uczciwości” i kpiną z bezskutecznie domagających się sprawiedliwości ? Wiele mówi to, w jakich pokojach wiszą...

Bolesław Deptuła
wt, 21 kwietnia 2009 17:21

Aleja cmentarna

Skąd czerpać siły do tworzenia czegokolwiek, jeśli czas między budowaniem a niszczeniem uległ skróceniu? To obezwładnia wszelką inicjatywę i oznacza powolne staczanie się w stan bezruchu. W Łomży stało się to już widoczne. Tu nic nie powinno obrosnąć tradycją, choćby cudem ocalało z wojen światowych. Czy dlatego, że tu, na wschodzie Polski trudniej pozbyć się naleciałości „homo sovieticus” ?  Oto przykład: zabytkowa Aleja Cmentarna w centrum miasta, częściowo wycięta pod budowę bloku mieszkalnego, na którym potem wmurowano tablicę ku czci ZMS: Związku Młodzieży Socjalistycznej - inicjatora postawienia bloku w tym miejscu. Czy mieszkańcy mieli coś do powiedzenia ? Z bólem patrzyli na wycinkę. Pozostały resztki układu przestrzennego przecięte w poprzek blokiem mieszkalnym, z obskurnym śmietnikiem - nie gdzieś wstydliwie na uboczu, ale - rozkraczonym na środku, co natychmiast rzuca się w oczy każdemu, kto zwiedza zabytkowy cmentarz. Przeraził się tą pogardą dla rozumu słynny prof. Wiktor Zinn i napiętnował w Telewizji Polskiej w autorskim programie „Piórkiem i węglem”. I co? Minęło od upadku komuny 20 lat i oto  w lokalnej TV osiedlowej jakby świat się zatrzymał: pojawia się  weteran ZMS, ostatni I Sekretarz PZPR w Łomży i bez żenady chwali się tym blokiem - bunkrem, bo zarzucano mu, że pomagał aby w nim zamieszkać. Zero refleksji, że jest okazja przeprosić za zniszczoną urokliwą część miasta. Nie ma  znaczenia wykreślenie z klubu parlamentarnego za aferę głosowania „ na 4 ręce”...bo jest szansa do Euro Parlamentu - więc brać ? Wcześniej w porę nie postawiono tamy, więc „wzięto” samorządy i szykuje się powrót sprawdzonych wzorów  ?...  Na razie śmietnik jest gustownie pomalowany w dwa kolorki i ozdobiony ażurową kratką z listewek. Ciekawe ilu mieszkańców przeraża ten „pomnik kultury socjalistycznej”, którym przecięto zabytkową oazę zieleni - „dla dobra społecznego” oczywiście. Dwie pierwsze fotografie wykonałem przed zniszczeniem ostatniej drogi tysięcy łomżan - drogi zadumy i spacerów, naturalnego połączenia z ulicami Giełczyńską, Polową i Szosą Zambrowską: 1- w głębi Brama Cmentarna, 2- wyjście w stronę ul Giełczyńskiej, po lewej Katedra, 3- widok obecny z Bramy Cmentarnej.

Bolesław Deptuła
so, 11 kwietnia 2009 16:40

Honor

„Co nie jest zakazane, jest dozwolone” mówią zwolennicy „falandyzacji”. Wszystkiego nie sposób obwarować zakazami, więc czy nie lepszym wyjściem byłoby powiększanie obszaru kultury i dobrego wychowania ? Okazuje się jednak, że znacząca część przepisów prawa w Polsce nie funkcjonuje, bo akurat te przepisy urzędnikom dziwnie przeszkadzają. Wtedy wkracza samowola jak w przypadku Zielonej Dzielnicy w Łomży. Likwiduje się w Polsce też szkoły jakby oświaty był nadmiar. Dlaczego nie zwiększa się rangi rodzin, które są najlepszą szkołą życia, kuźnią czułego i wzajemnego wychowywania? Sytuacja jest dramatyczna bardziej niż nam się wydaje. Wojny i zabory zbyt często przerywały Polakom ciągłość edukacji i wychowania. Wiadomo, że na wojnach najczęściej ginęli najbardziej inteligentni i wykształceni, bo to oni pierwsi szli na barykady. Tak systematycznie traciliśmy narodową inteligencję, której od dzieciństwa wpajano szacunek dla nadrzędnych wartości, do których należą przede wszystkim godność i honor...W Łomży, przed wojną, pewien bankier wolał zachować honor popełniając samobójstwo, gdy okazało się, że dopuścił do złamania prawa. Dziś honor nie wymaga takich poświęceń, stał się niemodny. Nie będzie jednak naprawy Ojczyzny jeśli nie wróci społeczny szacunek dla takich postaw, zamiast akceptowania zła. Przykład ? Po raz pierwszy w historii Łomży architekt miejski stał się „bohaterem” afery łapówkarskiej, w której forsował konfliktową lokalizację hipermarketu. Przyznał się dobrowolnie, aby uzyskać mniejszą karę i co ? Był nadal mile widziany. Po 4 miesięcznym areszcie powrócił do Ratusza i natychmiast wznowiono likwidację Zielonej Dzielnicy, gdzie - mimo protestów - powstał supermarket, oczywiście bez żadnych konsultacji społecznych. Wytworzył się nowy styl dyskursu: rżnięcie głupa - zjawisko społeczne, zauważone przez prof. Bartoszewskiego. No, ale co z tego wynika? Co spowodowało, że Prezydent Miasta roztacza nad takim człowiekiem parasol ochronny? Jakim przykładem dla młodzieży stanie się to spustoszenie moralne ? Puentą niech będzie fakt zgłoszenia  przez Prezydenta Miasta skargi do Prokuratury na osobę niżej podpisanego: „za przekroczenie granic...krytyki władzy” - efekt: umorzenie. Normą stało się zastraszanie spokojnych obywateli przez urzędników. „Normalne” stało się niehonorowanie prawomocnych rozstrzygnięć, niewybredne traktowanie    obywateli, unikanie wyjaśniania sytuacji w bezpośredniej rozmowie, a to wszystko w celu prowadzenia dalszych, zlecanych przez Ratusz prac na prywatnych działkach, wbrew wyrokom sądowym i bez zgody właścicieli. Słowa „Bóg, Honor, Ojczyzna” to piękna tradycja, ale tylko na pamiątkowej szabli wiszącej gdzieniegdzie w polskich domach. Wierzę, ze praworządność kiedyś powróci, może z okazji wyborów ktoś sobie o tym przypomni...ale kto zwróci stracony czas i...kto jeszcze za to zapłaci ? Zdjęcia: handlowy bunkier w reprezentacyjnym i przelotowym punkcie miasta, w zniszczonych barbarzyńsko prywatnych ogrodach.

Bolesław Deptuła
so, 21 marca 2009 21:43

Kino Mirage

Mieliśmy w Łomży prawdziwą perłę architektury - kino „Mirage” z 1910 r. Przetrwało dwie Wojny Światowe. Wg wspomnień mieszkańców jeszcze w 1946 r. odbywały się tutaj koncerty muzyczne. Co  było przyczyną unicestwienia zabytku? Czy to, że w okresie powojennym najbardziej potrzebnym surowcem była cegła do budynków „użyteczności publicznej”  Np. na tzw. Dom Partii (Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej) - obecnie Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli? W tym miejscu, między Placem Pocztowym, a Kościuszki dziś jest Bank PKO.
Pozostało nam tylko pocieszanie się mirażem jakiegoś milionera, który zauważy interes w odbudowie i przywróceniu świetności tego miejsca... Na okrągło nieśmiertelne filmy z Chaplinem, Flipem i Flapem, Patem i Pataszonem itd. - koniecznie z atmosferą niemego kina: z pianistą i skrzypkiem po cyfrowe wideo z filmami podróżników, z Kronik Filmowych, z Festiwalu Filmów Krótkometrażowych, z kawiarenką w stylu secesji... We wspomnieniach łomżan był to najbardziej elegancki kinematograf w Łomży: przyjemny, lekki budynek z żółto-pomarańczowej cegły.
W całej okazałości pozostał na fotografii: dzięki pocztówce wydanej w 1916 r. nakładem księgarni M. Putkowskiego oraz nieznanego  autora w okresie międzywojennym.

cz
so, 14 marca 2009 11:15

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0