środa, 20 września 2017 napisz DONOS@

Sobótka z wiankami na Festynie na Jana nad Narwią

- W noc letniego przesilenia słonecznego, zwaną nocą kupały, dziewczęta wiły wianki i puszczały je na wodę, zaś chłopcy łapali z brzegu, z łódek lub skacząc do rzeki – opowiada wesoło i rzeczowo Julia Zaręba, 18-letnia łomżynianka z wiankiem z rumianków na głowie, własnoręcznie uplecionym podczas 5. Festynu na Jana, jaki przygotowała Fundacja Czas Lokalny pod wodzą Marii i Kamila Krupa na bulwarze nad Narwią. Od popołudnia do wieczora, gdy wianki szczęśliwie spłynęły rzeką, około 300 osób odwiedziło stoiska z wiankami, pszczołami, jadłem Danuty Archackiej z Siemienia. Maria i Jan Makowscy uczyli wicia, a Magda Sinoff i jej eMDeK oraz Funkasanki grały na scenie.

Rezolutna i radosna Julia wiąże tradycję kupały, ludowego święta Słowian wschodnich, z misjami chrystianizacyjnymi na ziemiach polskich, kiedy to wprowadzono w miejsce kupały - noc św. Jana, ponieważ Kościół nie był w stanie przezwyciężyć ludowego zwyczaju. A zwyczaj znany był w całej

Europie jeszcze przed Imperium Rzymskim i polegał na paleniu ognisk i zabawie wokół nich oraz skokach przez ogień dla dowiedzenia odwagi i zręczności. - Chłopcy i dziewczęta skakali dookoła, a potem chodzili do lasu w poszukiwaniu kwiatu paproci – rozwija opowieść Julia, która na plaży w poniedziałek zostawiła kapelusz. W noc sobótkową poszła go szukać z koleżankami: Marysią Bujko i Jagodą Skawską, dumną wielce z dziadka Mirosława, twórcy wielkości łomżyńskiej siatkówki. Co robiły wieczorem na plaży...? - Poszłyśmy się zanurzyć po sam czubek głowy – śmieją się 18-latki. Włosy wyschły, kapelusza nie znalazły, ale każda ma strojny wianek, jak Słowianki przed wiekami. I Danuta Archacka, i Monika Kosiorek–Olbryś z LOT serwują zdrowe jedzenie, bez chemii XXI w.

 

„Udekorować to miejsce w noc św. Jana”

Dorota Górska pomagała starszym i młodszym na torbach lnianych malować ozdobienia, według własnego pomysłu, fantazji lub od szablonu. W tym samym czasie Agnieszka Zielewicz prowadziła warsztaty pszczelarskie. Można było dowiedzieć się, dlaczego ważne jest sadzenia kwiatów nawet w małym ogródku, skąd w ulu bierze się pyłek, przynoszony w koszyczkach na odnóżach owadów, i jak z wosku pszczelego zrobić świecę. Występowała też Kapela Miód na Serce, jaką dwa miesiące z Andrzejem Staśkiewiczem i Pawłem Dąbkowskim założyły panie: Dorota – bebęnek obręczowy, Agnieszka – basetla (baśka, maryna), Andrzej – lira korbowa i śpiew, Paweł – wokal i skrzypce. - Sześć lat instrumenty czekały, aż ktoś je ożywi, sam je robiłem – wspomina z zadowoleniem lirnik, że ma z kim poszukiwać brzmienia muzyki kurpiowskiej z lat młodości Adama Chętnika, kiedy nie zagłuszała oryginalnych kurpiowskich brzmień i nuty harmonia. Monika Pieniążek – Pikulińska z dziećmi wymalowała obrazki na kartkach A5 intuicyjnie, z dorosłymi przez ćwiczenia, relaksujące w duchu metody Vedic Art. Małżeństwo z Siemienia Nadrzecznego miało inną metodę: obstawione efektownymi, dużymi kwiatami z wielobarwnej bibułki, wciśniętymi w trawę, uczyło uplecenia z biało-żółtego rumianku, fioletowej koniczyny, wyki i różyczek wianka na sobótkę. Większość ludzi wolała jednak z około 50 wianeczków zabrać z sobą do domu, może żeby pokazać bliskim lub żeby nacieszyć się żywą rośliną nad łóżkiem, prosto z łąki czy pola. Cel wyprawy małżonków...? - Nasz cel jest prosty: upiększyć, udekorować to miejsce w noc św. Jana – objaśnia Jan, przygrywający na gitarze wijącym wianki dziewczętom i kobietom. - Jak dzień ludzi podzieli, to noc może połączyć...

 

„Nad rzeką było tak łagodnie i  spokojnie”

Za dnia odbywał się konkurs w prowadzeniu pychówek, długich i płaskich łodzi. Startowało sześciu panów, płynących z prądem i pod prąd oraz slalomem między bojami. Wygrał Marian Drozdowski. Basia Archacka uwiła dwa wianki: jeden z niebieściutkich chabrów nosi z wdziękiem sama, a drugi puściła z Narwią, aby Jurek złapał. Jan z Siemienia rymuje: „Może wybranek znajdzie ten wianek”. Młodzi i starsi artyści na scenie noszą wianki, a zwracają uwagę setki róż od Edwarda Przybylaka. Magdalena Głębocka, Studio Wokalne eMDek, kołysze w rytm ragtime'a, w aurę musicalu „Metro” wprowadza duet: Emila Lutostańska i Aleksandra Raszczyk, a chórmistrzyni Magda Sinoff w swym recitalu opiewa urok prowincji i natury, pozwalającej oderwać się od pospiechu codzienności, pracy w soboty i niedziele, rozkoszy spokojnej rozmowy z bliskimi i znajomymi. - Poczułam dziś klimat wakacyjnej laby – uśmiecha się obdarzona aksamitnym altem założycielka eMDeKu. - Małżeństwo na przechadzce, para zakochanych na ławeczce, panie na kamieniach na brzegu, mamy z dziećmi za rączkę na spacerze... Nie było słońca, trochę deszcz pokropił, a było tak łagodnie i spokojnie... Jak przy Eryku Mroczko, kompozytorze, gitarzyście i wokaliście, prowadzącym warsztaty dla dzieci. - Kilka letnich piosenek, aby zaprosić to lato – wyjawia cel.- Chyba zabłądziło i nie trafiło do Łomży.

Festyn podobał się ludziom z Niemiec, Śląska Cieszyńskiego, Warszawy, Marianowa, skąd przybył piosenkarz Piotr Wiszu Wiszowaty, i z Radomia. - Bez tradycji i historii narody zginą – martwi się brakiem młodzieży Luiza Matyjaszkieiwcz. - Polskie dzieci, oderwane od komórek i komputerów, będą zdebilałe, jeśli nie będzie odważnych pomysłów, jak wprowadzać w świat narodowej tradycji.

Mateusz Kosakowski z Grupy Ratowniczej Nadzieja po rozpoznaniu operacyjnym terenu ocenił, że ludzie bawili się bezpiecznie i kulturalnie. Nikt nie zasłabł w krzakach ani nie narozrabiali pijacy. - Tworzymy alternatywę kulturalną dla disco polo – podsumowuje prezes Maria Krupa. - Ten festyn zawsze był niszowy, kameralny, pozwalający tworzyć, pomyśleć i porozmawiać. Spokój, sielskość to atut. Spacerują, słuchają, jedzą, wiją wianki, śpiewają, malują. Każdy jest twórcą na swoją miarę.

 

Mirosław R. Derewońko

mm
nie, 25 czerwca 2017 10:51
Data ostatniej edycji: 2017-06-25 11:01:45

 
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0