czwartek, 21 września 2017 napisz DONOS@

Ojcu Bońkowskiemu Białoruś ciągle bliska

Kapucyn Jan Bońkowski ponad 20 lat spędził na Białorusi. Był proboszczem parafii Międzyrzecz, sprawował posługę kapłańską w wielu innych miejscowościach oraz brał udział w odradzaniu się, tępionego przez Sowietów, zakonu kapucynów. Zaangażował się też w działalność polskiego harcerstwa na Białorusi, co spotkało się ze szczególną wrogością tamtejszych władz i przyczyniło się w roku 2009 do braku zgody na jego dalszy pobyt i działalność w tym kraju. Swą długą i trudną pracę na Białorusi o. Jan opisał w książce „Białoruś, Białoruś...”, a jej zawartość przedstawił na piątkowym spotkaniu autorskim „A serce na Kresach ostało” w Klubie Wojskowym.

o. Jan Bońkowski
o. Jan Bońkowski

O. Jan Bońkowski jest w Łomży osobą powszechnie znaną, lubianą i szanowaną. Nie wszyscy wiedzą jednak o tym, że ten, obchodzący w ubiegłym roku jubileusz 60-lecia pierwszych ślubów zakonnych, a w roku bieżącym 50-lecia otrzymania święceń kapłańskich kapucyn, 20 lat i trzy miesiące spędził na Białorusi, gdzie zgłosił się do pomocy duszpasterskiej uciskanemu przez Sowietów Kościołowi oraz odrodzenia Związku Harcerstwa Polskiego, do którego należy od lat 50.
– Pojechałem tam z tej racji, że przed wojną niedaleko Grodna w Przełomie działali kapucyni, a diecezja łomżyńska też tam sięgała – opowiada Jan Bońkowski. – W 1938 roku wybudowano tam klasztor i kościół, ale po wybuchu wojny zostały zniszczone przez Sowietów. Ojcowie musieli uciekać, jeden został wywieziony na Syberię, ale dwóch bez święceń pozostało. Działali tam przez wiele lat; brat Karol z czasem został wyświęcony na diakona, potem księdza i przez dziewięć lat odprawiał msze w ukryciu, jeżdżąc po całej Białorusi. A kiedy przyjeżdżał do Łomży i opowiadał o sytuacji na Białorusi, to pomyślałem: jak tylko będzie możliwość, muszę tam jechać!
Udało się w październiku 1989 roku. Ojciec Jan od razu znalazł się na celowniku białoruskich władz, które nie chciały go u siebie, bo bez ich zgody odprawiał msze i głosił słowo Boże. 
– Dojeżdżałem do różnych miejscowości, bywały niedziele, że odprawiałem jednego dnia pięć mszy! – wspomina o. Jan. – Przedstawiciel władz wyznaniowych powiedział: ks. Bońkowski nigdy nie będzie zatwierdzony na Białorusi! Ale odszedł na emeryturę, na jego miejsce przyszedł inny – też partyjny, jeszcze gorszy od tamtego, ale poszliśmy do niego z biskupem. Wyliczył mi wszystkie miejscowości, gdzie nielegalnie odprawiałem msze i pracowałem, więc muszę wracać do Polski. 
Ale chyba Duch Święty mi podpowiedział i mówię: to nieprawda, bo za pracę dostaje się pieniądze,  a ja tylko pomagałem księdzu Witoldowi! Zdumiał się, spojrzał na mnie i dostałem zgodę!

20 lat misyjnej pracy
O. Jan otrzymał pozwolenie na sprawowanie duszpasterskiej posługi tylko w swej parafii w  Międzyrzeczu i w pobliskich Sielawiczach, ale od razu, narażając się na szykany ze strony milicji i władz, zaczął bez ich zgody odprawiać msze i prowadzić rekolekcje w innych miejscowościach.
– To były warunki misyjne – mówi zakonnik. – Ludzie tego potrzebowali, ze łzami w oczach przeżywali spotkanie ze mną, bo czekali na to 50 lat, gdyż w Międzyrzeczu tak długo nie było księdza – mój poprzednik, ks. Tomasz Kaliński (1892-1941), został zamordowany przez Sowietów, a kościół został przeznaczony na garaże kołchozu.
Swą działalność o. Jan rozpoczął od wystawienia nagrobka-pomnika ks. Kalińskiego, który przed wojną był aktywnym działaczem polskiego harcerstwa w Grodnie. Poszedł też wkrótce w jego ślady, włączając się w działalność ZHP na Białorusi i zostając jego kapelanem. Ta aktywność stała się też przyczyną jego wydalenia w roku 2009, kiedy to został usunięty za odprawienie w Lidzie mszy harcerskiej. 
– Dochodzenie w tej sprawie trwało 2,5 roku – mówi o. Jan. – Ciągle wypytywali co mam wspólnego z polskim harcerstwem, dlaczego odprawiałem mszę tam, gdzie mi nie wolno. Aż z Mińska przyjechał do mnie taki politruk na rozmowę i w końcu wykreślili mnie z listy księży dostających zgodę na dalszy pobyt, którą co pół roku biskup musiał przedstawiać do zatwierdzenia.
Biskup walił pięścią w stół i upominał się o mnie, ale nic to nie dało – musiałem wyjechać...

„Białoruś, Białoruś...”
Wszystko to o. Jan Bońkowski opisał, przedstawiając ludzi, wydarzenia i ich historyczne tło w 10 rozdziałach liczących ponad 220 stron. Są one dopełnione sześcioma kolejnymi rozdziałami – fotograficzną kroniką wydarzeń oraz końcowym 17., przybliżającym miejscowość Międzyrzecz.
– Napisałem już 11 książek, z czego wiele na temat mojej działalności na Białorusi, ale ta najnowsza jest dla mnie szczególna – mówi o. Jan Bońkowski. – Począwszy od tytułu „Białoruś, Białoruś...”, bo są to słowa, które wypowiedział do mnie św. Jan Paweł II podczas audiencji w Rzymie w 1993 roku, błogosławiąc moją pracę na Białorusi, szczególnie w harcerstwie.
Podczas, dopełnionego prezentacją „Kolęd Jana” w wykonaniu Teatrzyku Żywego Słowa „Logos”  Witolda Długozimy i koncertem kolęd Anny Bronowicz, spotkania w w Klubie Wojskowym o. Jan Bońkowski wspominał lata spędzone na Białorusi zaprezentował roboczą wersję książki, która – jeśli wszystko dobrze pójdzie – powinna ukazać się jeszcze w tym roku, na 79. urodziny autora. 

Wojciech Chamryk
Zdjęcia: Elżbieta Piasecka-Chamryk

cz
so, 14 stycznia 2017 09:57

 
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0