piątek, 09 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

John Porter w Łomży

Przed 40 laty zszokował swych rodaków z Walii i Polaków decyzją o zamieszkaniu w komunistycznej Polsce. Współtworzył pierwszy skład Maanamu, a od 1979 występuje solo. Debiutancki album „Helicopters” jego Porter Bandu to jedna z przełomowych i najbardziej oryginalnych płyt polskiego rocka, ma też na koncie wiele innych wydawnictw, w tym przebojowe płyty nagrane w duecie z Anitą Lipnicką. W czwartkowy wieczór John Porter zagrał w Warce, fundując tym którzy chcieli słuchać niezapomnianą muzyczną podróż: od czasów kultowego „Helicopters” do najnowszego projektu z Adamem „Nergalem” Darskim.

Koncerty solowe to dla Johna Portera nie pierwszyzna. Już w 1982 roku, kiedy w czasie stanu wojennego cenzura zablokowała  na kilka lat wydanie płyty „Mobilization” nieistniejącego już Porter Bandu, występował tylko z gitarą, co dokumentuje koncertowy longplay „Magic Moments”. Obecnie artysta odbywa solową trasę koncertową, w ramach której odwiedził również Łomżę. Jak sam przyznaje taki występ to największe wyzwanie dla każdego muzyka.
– Granie solowe jest bardzo wymagające, to tak jakby człowiek stał przed publicznością nago – mówi John Porter. – Nie ma się gdzie ukryć. Ale ja, tak samo jak w życiu, lubię takie wyzwania!
Potwierdziły to już pierwsze wykonane przez niego utwory, bowiem Porter zrezygnował z tych najbardziej przebojowych piosenek ze swego repertuaru, stawiąc na zwarty przekaz słowno -muzyczny i prezentując recital mogący kojarzyć się z dokonaniami Nicka Cave'a czy Neila Younga. Wśród 14 piosenek znalazło się więc miejsce zarówno na mroczne, dramatyczne ballady jak i rockowe klasyki, w których Porter zmieniał gitarę na elektryczną. Nie mogło wśród nich zabraknąć numerów z uwielbianej przez fanów i regularnie zajmującej najwyższe miejsca w rozmaitych plebiscytach na najlepsze płyty polskiego rocka „Helicopters” z tytułowym, „Crazy, Crazy, Crazy”czy do dziś rozpoznawanym po pierwszych dźwiękach „Ain't Got My Music”.
Były też inne, starsze i nowsze piosenki jak: „Caravana Lover”, „One Love” czy „Bury My Love”. Nie zabrakło też „We Gotta Get Out Of This Place” z płyty, którą John Porter nagrywa z Adamem „Nergalem” Darskim, bowiem z twórczej pracy wciąż czerpie ogromną satysfakcję. 
– Satysfakcja jest non-stop, muzyka to moje życie – potwierdza John Porter. – Wierzę, że wciąż mam jeszcze wiele do przekazania, gdyby tak nie było moja praca nie miałaby sensu. Cały czas tworzę i pracuję nad nowymi projektami, nie jestem typem artysty, który tylko „odcina kupony”. 
Udowodnił to również w ostatnim utworze, którym okazał się pełen gitarowych sprzężeń „You Are My Sunshine” Johnny'ego Casha w bardzo ciekawej aranżacji. Chociaż występ Portera został bardzo ciepło przyjęty przez fanów artysta nie wyszedł na bis, już po trzech utworach zrezygnował z zapowiadania kolejnych, kilkakrotnie komentował też fakt, że część osób znajdujących się w lokalu bardzo mu przeszkadzała głośnymi rozmowami. 
– To nie powinno być tak, że przyjeżdża do nas legenda polskiego rocka i musi przekrzykiwać się z kimś, kto przyszedł tu coś wypić i zjeść i nie ma za grosz szacunku dla takiego artysty! – ocenia jeden z fanów. – John Porter na pewno nie jest już taką gwiazdą jak w latach 80., ale to wciąż jedna z najważniejszych postaci naszej sceny i takim zachowaniem takie hałaśliwe osoby same wystawiają o sobie świadectwo! – dodaje inny uczestnik koncertu.
Sam artysta po koncercie też nie krył rozgoryczenia z faktu, że „był tylko dodatkiem do jedzenia pizzy”, ale niemiłe wrażenia zrekompensowały mu spotkania z fanami. John Porter potwierdził też, że w żadnym razie nie żałuje decyzji o przyjeździe do Polski w 1976 roku.
– To nie moja filozofia, żeby żałować i gdybać – mówi z uśmiechem John Porter. – Jest jak jest i skupiam się na tym, żeby było jak najlepiej!

Wojciech Chamryk
Fot: Elżbieta Piasecka-Chamryk

cz
pt, 23 września 2016 14:46

 
161109032208.jpg
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0