sobota, 10 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Anakonda, rosomaki i dzieciaki spotykają się na starówce

Sześć KTO „Rosomak” stanęło bok w bok łukiem na Starym Rynku w Łomży, aby przez dwie i pół godziny głównie dzieci, młodzież i dorośli porozmawiali z żołnierzami, zdążającymi na poligon w Orzyszu, gdzie do połowy czerwca będą się szkolić na międzynarodowych ćwiczeniach Anakonda. Kolejki chętnych ustawiały się do ważących ponad 20 ton kołowych transporterów opancerzonych, aby sprawdzić, jak w środku czuje się 3-osobowa załoga i 6 osób desantu. Grupa 40 żołnierzy z 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej z Międzyrzecza przyjechała z dowódcą plutonu podpor. Józefem Niedźwieckim (lat 33) i chętnie odpowiadała na pytania o szkolenie, uzbrojenie i uczucia.

Jako ostatni na Stary Rynek wjechał majestatycznie przed godz. 11 kołowy transporter opancerzony  z kapralem Marcinem Drozdowskim (lat 30), służącym od 11 lat w Wojsku Polskim. Słońca piekło niemiłosiernie, ale dowódca 3-osobowej tym razem załogi desantowej nie skarżył się na upał, może dlatego, że osiem miesięcy spędził na misji w Afganistanie. - Wystarczy, że narzekający na życie w Polsce rodacy spędziliby tam tydzień i na własnej skórze przekonali się, co to obczyzna: bez wody, prądu, internetu... - odpowiada na pytanie, nie mogąc jako żołnierz zawodowy mówić o politykach.

„Postawa na baczność, a w sercu przyjemność”
Można za to było poznać wiele ciekawostek z codziennego życiu żołnierza na służbie i dowiedzieć się więcej o sprzęcie. Cztery rosomaki bojowe były wyposażone w armaty 30 mm i karabiny UKM 2000 C 7,72. Rozwijają prędkość do około 130 km na godzinę, ale mają automatyczny spowalniacz do 105 km. Po każdej stronie cztery wielkie jak w traktorach koła; z tyłu za ostatnimi zwrócą uwagę śruby jakby jachtowe, okrętowe: pozwalają KTO pływać 10 km / h do przodu i 4,5 km / h do tyłu. - Mieliśmy pierwszy marsz kondycyjny na 30 km, zaczynał się rano, kończył po obiedzie – opowiada w czasie oglądania transportera 17-letni Jarosław Mościcki z okolic Wąsosza. - Za brzydkie słowo robiło się 30 pompek „w nagrodę”. Szliśmy dziarsko, ale nie zostawialiśmy maruderów po drodze.
„Prawie” jak żołnierze, lecz zawodowcy mają zaprawy z karabinami, plecakami i w mundurowaniu. Kapral Drozdowski zarabia 3 100 zł netto, plus 13-tka, mundurowe, gratyfikacja za 26 dni urlopu...
Leniwie płyną wspomnienia w blasku słońca, gdy chłopcy przymierzają oko do karabinu, a nie pada strzał. Dziewczyny w cieniu drzew rozmawiają z historykiem Józefem Janczewskim, wychowawcą trzecioklasistów Publicznego Gimnazjum nr 2: Łukaszem Zalewskim, Patrykiem Kowalczykiem i Hubertem Malinowskim. Dwaj pierwsi wybierają się do klasy mundurowej ALO przy WSA; może będą żołnierzami...?. - Dobrze, że Wojsko Polskie przygotowuje takie zbliżenie ze społeczeństwem, dużo się mówi o zagrożeniach, konfliktach wojennych, tyle że na sucho – ocenia pan Janczewski. - Spotkania z polskimi żołnierzami i zobaczenie sprzętu bojowego pozostanie na długo w pamięci. 
Kapral Drozdowski po maturze w technikum samochodowym zdecydował się na zasadniczą służbę wojskową w Żaganiu i... został. - Jak zdrowie pozwoli, będę służył krajowi nawet do 50-tki – mówi z uśmiechem. - Usłyszę hymn Polski, to mam odruch: postawa na baczność, a w sercu przyjemność.

„Obawiam się, że teraz każdy by się chował ze strachu”
Transporter jest wygodny, jak auto osobowe: dobre amortyzatory, kierowca ma fotel podgrzewany, działa klimatyzacja. Z gościny WKU i ratusza wojacy nie korzystali: swój suchy prowiant na obiad i kolację. - Są tutaj cztery drużyny bojowe, wóz wsparcia i ewakuacji medycznej - dowódca plutonu ppor. Niedźwiecki ociera pot z czoła; od 2007 w służbie w WP, w Afganistanie 7 miesięcy. - Mamy moździerz i granatnik... Można dobrze wyszkolić żołnierza na ćwiczeniach, na poligonie, a sytuacje w realnym polu walki są nieprzewidywalne. To prawda, że im więcej potu na poligonie, tym mniej krwi w boju. Cieszy nas przychylność społeczeństwa, ludzie się do nas garną z różnych powodów...
Niektórych fascynuje przeciwpancerny pocisk kierowany spike w rurowatym kontenerze na ponad metr długości, o którym ze znawstwem wypowiada się kapral Łukasz Ratajczak (lat 34; 6 miesięcy w Afganistanie): zasięg 200 do 4 000 m, kamera ze światłowodem pozwala korygować lot pocisku, ważącym ze stelażem prawie 27 kilo i mogącym przebić pancerz gruby 700 mm (o ile taki istnieje).     Dawid Wykowski, 18-latek z Jedwabnego, przemknął przez miejsce pokazu, zastanawiając się nad sensem powrotu w Polsce do obowiązkowej zasadniczej służby wojskowej. - To byłoby pozytywne doświadczenie, chociaż dużo zależy od tego, do jakiego dowódcy się trafi – rozważa młodzieniec w przyjemnym cieniu domków na rogu z XVI-wieczną ul. Radziecką. - Dwuletnie przygotowanie do obrony Ojczyzny przyda się każdemu chłopakowi po maturze, może mniej poszłoby w narkotyki i sekty... Przede wszystkim, zajęcia z obronności uczą posłużenia się bronią palną, walki i zachowań podczas ataku wroga, również terrorystów. Obawiam się, że teraz każdy by się chował ze strachu...
Zdaniem Dawida, zsw to szkoła kształtowania charakteru, gdyż wielu młodych popada w gnuśność, żyje bezrefleksyjnie z dnia na dzień. - Wojsko to poranna pobudka, twarde reguły, przestrzeganie regulaminu, musztra, ćwiczenia z bronią, męstwo i dyscyplina – objaśnia, popatrując na żołnierzy. Ze stolika pod zielonym namiotem WKU szybko znikają ulotki o naborze do uczelni wojskowych.

Mirosław R. Derewońko

Kpr Tomasz Marczak, Jarosław Mościcki i kpr Marcin Drozdowski
Ppor Józef Niedźwiecki, dowódca plutonu KTO z 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej w Międzyrzeczu na Starym Rynku w Łomży
cz
wt, 24 maja 2016 14:45
Data ostatniej edycji: 2016-05-24 15:22:14

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0