niedziela, 11 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

„Tata” Franciszek z DPS w Łomży przejdzie na emeryturę

- W tym Domu nie wystarczy być menedżerem, ekonomistą i pedagogiem, trzeba być człowiekiem, który ma otwarte serce na codzienne sprawy dziewcząt i kobiet, upośledzonych również umysłowo – mówi dyrektor Franciszek Chrzanowski (lat 70), dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Łomży, który z końcem marca przechodzi na emeryturę po 34 latach w DPS, liczącym 109 mieszkanek i 97 osób personelu oraz mającym budżet blisko 5 milionów zł . - „Piękny domeczek” - powiedziała mi goszcząca z wizytą wiceminister Elżbieta Bojanowska. Pochwała cenna, bo sama prowadziła DPS. „Domeczek” ma 9 600 mkw. powierzchni użytkowej z basenem w podziemiu i czterema windami.

Franciszek Chrzanowski
Franciszek Chrzanowski
Franciszek Chrzanowski w swoim gabinecie
Franciszek Chrzanowski w swoim gabinecie
Franciszek Chrzanowski
Franciszek Chrzanowski
Franciszek Chrzanowski
Franciszek Chrzanowski
Franciszek Chrzanowski wśród podopiecznych
Franciszek Chrzanowski wśród podopiecznych
Franciszek Chrzanowski w jednym z pokoi podopiecznych
Franciszek Chrzanowski w jednym z pokoi podopiecznych
Remont łazienek
Remont łazienek
Franciszek Chrzanowski w stołówce
Franciszek Chrzanowski w stołówce
Franciszek Chrzanowski wśród podopiecznych
Franciszek Chrzanowski wśród podopiecznych

W gabinecie idealny porządek. Na biurku kilka pism, komórka i kalkulator. - Jestem staroświecki, nie ma stosów pism, reszta czeka w szufladzie; odbiorę telefon i sms, ale nie wysłałem żadnego, nie używam komputera – mówi prostolinijnie. Zaczął pracę, gdy zabytkowy dom z 1882 przy Polowej popadał w ruinę. Na zapleczu kłębiło się od chlewików i budyneczków i obowiązywały kartki: na mięso, masło, czekoladę, mydło, proszek, buty. - Kwadraty na papierosy i wódkę z kartek dziewcząt wycinało się i komisyjnie paliło. Problemem były buty, przymusowo wpychano takie, których nikt nie chciał kupić. Dziewczyny wyglądały jak z obozu śmierci: buty brzydkie, jednakowe, takie same kurtki. Dziś każda ma buciki i ubrania do siebie dopasowane, może wybierać z pomocą opiekunki.

„Wszędzie się tu sypało, ciasno, ale czysto”
A pieniędzy w latach 90. było sporo, co dyrektor DPS zawdzięcza ministrowi Jackowi Kuroniowi. - Nie szło nic kupić: jak dostawałem milion w listopadzie do wydania do końca roku, to brałem okna i drzwi na zapas, na remonty niezaczęte – uśmiecha się na wspomnienie transformacji ustrojowej. Spotykał sympatię życzliwych, jak ks. Jan Sołowianiuk. - Był rektorem seminarium i dostawał dary z Zachodu. Dzielił sprawiedliwie, łącząc na liście kleryków i nasze wychowanki – dyrektor wylicza olej, mąkę, cukier. Cieszy się z przyjaźni, zadzierzgniętej w stanie wojennym, co przetrwała 34 lata. Przeżył wszystkich wojewodów łomżyńskich. Nauczył się dyscypliny w pierwszej pracy w 1965 r.: wojskowy był sekretarzem Gromadzkiej Rady Narodowej w Bełdzie. O ósmej rano zatemperowany ołówek kopiowy miał każdy urzędnik, maszyna do pisania jedna w gminie, i wszystko na baczność.
Z Bełdy przenieśli Franciszka służbowo do GRN w Czerwonce i do GRN w Radziłowie, w czasach, gdy rolnicy nie chcieli siać nawozów i bali się, że ciągnik pogniecie im pole. - Do Miejskiej Rady Narodowej w Rajgrodzie przywieźli mnie w teczce, od 1974 do 1982 byłem naczelnikiem miasta – przedstawia fragmenty swej biografii. Żonę ma ze Szczuczyna, teść kilka lat po ślubie wpłacił jej na mieszkanie spółdzielcze w Łomży. Dzieci dorastały, trzeba było podjąć decyzję o kolejnej zmianie. 1. kwietnia 1982 został dyrektorem Domu: - Wszędzie tu się sypało, ciasno, ale czysto, 3 mkw. na dziewczynę, piece do ogrzewania, woda w jednym miejscu podgrzewana, łóżka metalowe, żadnego sprzętu rehabilitacyjnego... DPS miał 101 mieszkanek i 54 obsługi: 10 ze średnim wykształceniem, reszta z podstawowym i niepełnym podstawowym – opowiada dyrektor. Jako jedyny był magistrem administracji po studiach w UW. Dziś personel DPS to 97 osób. 54 ma wyższe wykształcenie: 11 z 14 pielęgniarek, troje fizjoterapeutów, dwóch psychologów, logopeda, gros – oligofrenopedagodzy.

„Padał deszcz i kropelki do gabinetu mego”
- Przez 34 lata zachowywałem szacunek i dystans do przełożonych, nie interesowało mnie, z jakiej kto jest partii, a jakim jest człowiekiem do realizacji zadań, i może dlatego długo kierowałem DPS-em – zastanawia się przed wyjściem na obchód placówki, o której mówi, że jest wzorcowa w trzech województwach: podlaskim, mazowieckim i warmińsko-mazurskim, spełnia standardy unijne i nie ma zobowiązań finansowych. - W pierwszym dniu pracy padał deszcz i kropelki do gabinetu mego.
Co rusz siadała pajęczyna sieci elektrycznej, urządzenia doprowadzające wodę wymagały naprawy, uciążliwe i niebezpieczne było palenie w piecach... Z pomocą ruszyli: wojewoda łomżyński Jerzy Zientara i lekarz wojewódzki Konstanty Znosko. - A może porównamy finanse 10 lat temu i dziś? – w oczach dyrektora zapalają się iskierki zdobywcy, gdy przytacza liczby. Budżet 2006 – 2 mln 330 tys. zł, w tym 1 mln 360 tys. zł fundusz płac plus pochodne; 2016 – 4 mln 970 tys. zł, w tym ponad 3 mln zł na wynagrodzenia („wzrost o 100 procent” - komentuje Chrzanowski). Dochody z tytułu odpłatności za pobyt: 2006 – 536 tys. zł, 2016 – 1 mln 517 tys. zł („Wzrost o 300 procent. Dochody własne spowodowały rozkwit Domu. Do dziewcząt przyjętych przed majem 2004 dopłacał budżet państwa: 2006 – 1 mln 550 tys. zł, 2016 – 2 mln 200 tys. zł”). - Dom musi być samowystarczalny: dochody piłować, a wydatki zmniejszać – dzieli się receptą na sukces. - Zarobki wzrastały w ciągu dekady, lecz średnia płaca w DPS dziś to 2900 zł brutto, więc gdzie nam do średniej płacy krajowej.

Pomocna dłoń, szczere łzy i dobre serce
Dyrektor Chrzanowski odsuwa pogłoski, że do przejścia na emeryturę nakłonił go prezydent Łomży Chrzanowski. Nie są spokrewnieni. - 6. grudnia 2014 upadłem, okazało się, że mam dwa krwiaki w głowie, przeszedłem w 2015 trepanację czaszki – wskazuje na bliznę po operacji, do której doszło dzięki... trosce żony: tomograf komputerowy niczego nie wykazał, dopiero rezonans magnetyczny. - Bałem się, że zasłabnę, będę się przewracał czy chodził po ścianach – tłumaczy motywy odejścia i powody, dla których nie odszedł. - Stanęła winda duża, a potem towarowa. Zaczęło zalewać drugie piętro w pionie sanitarnym. Pomyślałem, że nie mogę następcy awarii zostawić. A pracownicy, bym nie odchodził, bym zdążył jeszcze na pierwszym wyremontować. I na tym poprzestanę. Jedna rzecz wymaga nakładów: odwodnienie i osuszenie zagrzybionych podziemi budynku DPS z 1882 r., który widać przy Polowej od Sienkiewicza. Wymaga to skucia ścian 3 i pół metra w głąb z zewnątrz i od wewnątrz. Koszt prac wyniesie około 835 tys. zł. Przygotowałem wniosek do ministerstwa rodziny.
Dyrektor takie starania traktuje nie tylko jako pracą zawodową, którą wspiera powołane przez niego Stowarzyszenie Przyjaciół Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnych Intelektualnie „Pomocna dłoń” („12 lat jestem prezesem i nie odmówię, będę miał co robić na emeryturze”). - To rekompensata za okrutny los, aby im wynagrodzić to upośledzenie, że nie mogą same funkcjonować, aby miały swój własny kąt, jak w rodzinnym domu - przytula kolejne dziewczęta. Obejmują go z łzami, żeby „tata” nie odchodził. Albo do nich wrócił, jak tylko odpocznie. Najmłodsze mają po 9 lat, najstarsza – 66.
Zdaniem dyrektora, w żeńskiej placówce dyrektorem powinien być mężczyzna: ułatwia to zdobycie sympatii kobiet. Ważne jest doświadczenie kierownicze: „eksperymenty na żywym organizmie to może być tragedia”. Nie wystarczą dyplom i studia, trzeba być organizatorem. I mieć dobre serce.

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
cz
wt, 08 marca 2016 08:18

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0