sobota, 10 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Przyjechał Mikołaj czerwony prawie jak w Ameryce

Tłumy zmarzniętej młodzieży, dzieci i rodziców z pociechami stanęło w kilkudziesięciometrowych kolejkach z własnej woli, bez wychowawców i nakazów ze szkoły, aby na Starym Rynku dostać za darmo puszkę coca-coli z napisem na życzenie. Czy atrakcją w prowincjonalnym mieście może stać się tir w centrum starówki? Tak, pod warunkiem, że jest czerwony, opasany światełkami i podobny do reklamy w telewizji, co zagwarantowało mu wizytę nie lada gościa. - Proszę o napis „Dominik na Prezydenta” - zażyczył sobie Dominik Jaroszewski z Łomży po 20 minutach stania z kolegami z klasy w ogonku. - Dobrze się czuję w kolejce jak za komuny i sprawdzam, jak się czuje elektorat.


Najwierniejszy elektorat stanowią na razie tylko trzej koledzy, z lekka onieśmieleni rezolutnością swego rówieśnika. Szybko orientują się w powadze sytuacji, dlatego towarzyszą kandydatowi do wystania w kolejce puszki. - Masz 12 lat...? - pyta mężczyzna przy ekraniku z tyłu przyczepy tira, do którego po schodkach wchodzi Dominik z elektoratem. - 15 – odpowiada Dominik, niezrażony uwagą pracownika, że i tak jest za młody na wybory. - Nie szkodzi: jak obiecam po 500 zł, to będą chętni na mnie głosować, a tym bardziej, jak pójdę w ślady Lecha Wałęsy i obiecam po 10 tysięcy.

„Ale całkiem fajnie było”
Kazik żądał w buntowniczej piosence, by Wałęsa oddał 100 milionów... - 10 tysięcy po denominacji – ucina rzeczowo Dominik, poprawiając w przyimku z hasła wyborczego duże N na małe n, dzięki błyskawicznej reakcji niewidocznych „elfów”, ukrytych w tirze przed oczami gawiedzi, spragnionej puszki musującego napoju, antykorozyjnego, co ponoć i rdzę z najbardziej opornej rury wytrawia. - Nie będę mówił głośno, co o jakości takiego elektoratu sądzę: jeszcze ani grosza nie zapłaciliśmy.  
Długie kolejki w ciemności są także przed trzema namiotami, ustawionymi obok choinki miejskiej. „Za czym w kolejce tej stoisz...?” - pytała Krystyna Prońko w psalmie śpiewogry „Kolęda nocka”, wystawianej na premierze 18. grudnia 1980. Dziś odpowiedzielibyśmy krótko: 1. jedna po zdjęcie z Mikołajem przy kominku; 2. druga po zdjęcie bez Mikołaja i obejrzenie w specjalnych okularach na ekranie z plazmy, jak Mikołaj z reklamy radzi sobie w trasie z napojem marzeniem mechanika czy ślusarza; 3. trzecia po możliwość razem np. z koleżankami lub rodzicami z dzieckiem pomalowania wyciętych z białego styropianu figurek samemu. Choineczki, aniołki bądź dzwoneczki pomalowane farbkami i obsypane brokatem to zasłużona pamiątka za stanie na zimnicy pół godziny z dzieckiem na ręku po pędzelek i akwarelkę. - Ale całkiem fajnie było – ocenia Natalia Konopka, która przez niecałe dwie godziny pokonała aż trzy kolejki. - Moja koleżanka jest przebojowa, przepychała się, stawała w połowie kolejki, zagadywała do panów przy wejściu, że jest tak zimno, ale oni milczeli...
Przebojowa koleżanka miałaby pewnie szanse i w kolejkach po wizę do ambasady amerykańskiej.

„Nam nie wolno rozmawiać!”

Rozmowny 17-letni Paweł Dziubiński z „Wety” szczęśliwym trafem spotkał się na Starym Rynku z koleżankami i kolegami, choć nikt w szkole nie pochwalił się, jak po południu będzie spragniony orzeźwienia z puszki. - Młodych trzeba rozumieć, brak rozrywek na mieście – tłumaczy oderwanie się od książek i komputerów dla udziału w darmowej akcji marketingowej światowego koncernu, dzięki czemu na Starym Rynku obok zadumanego misia Damrada kręciły się tłumy nastolatków. - Mnie się kojarzy, jak wystawałam przed sklepami na mrozie z kartkami za kiełbasą, nie z rozrywką po amerykańsku, tylko z komunizmem po radziecku – dodaje Małgorzata Dziubińska, mama Pawła.
Trzy pierwszoklasistki z Katolickiego Liceum: Zuzanna, Ola i Katarzyna idą Giełczyńską na Stary Rynek. Dokładnie nie wiedzą, co je tam czeka, ale mają cel: Zuzia chce zrobić zdjęcie z Mikołajem, Ola chce mieć fotkę z Zuzią, Kasia - spotkać się ze znajomymi. Mówią, że nie przerażają je kolejki.
Smutna kobieta w czerwonym stroju przedstawia się, że jest kierownikiem trasy. - Nam nie wolno rozmawiać z dziennikarzami, mamy zakaz, nam nie wolno – zaczyna prawie krzyczeć na pytanie, o której przyjechali i jak się czuje. - Nam nie wolno! Pytam ostatni raz, czy chce pan telefon do piaru!
Przysłuchuje się nieoczekiwanej scenie Dominik, Kandydat na Prezydenta. - Myślałem, że to firma otwarta na świat... – komentuje chłopiec. - Nigdy nie sądziłem, że będę świadkiem takiej sytuacji...

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
mm
cz, 10 grudnia 2015 19:56
Data ostatniej edycji: 2015-12-10 20:12:29

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0