sobota, 10 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Malarski powrót Joanny Kossak

Jest prawnuczką Wojciecha Kossaka, wnuczką Jerzego Kossaka i córką Glorii Kossak, wybitnych polskich malarzy, a miłość do dzikiej przyrody zaszczepiała w niej ciotka Simona Kossak. Jednak buntując się przeciwko znanemu nazwisku na wiele lat zarzuciła malowanie, chcąc uniknąć posądzeń, że bazuje tylko na legendzie Kossaków. Pięć lat temu, pod wpływem prof. Andrzeja Strumiłły, wróciła do tworzenia na serio, a w piątkowy wieczór w łomżyńskiej Galerii Pod Arkadami zaprezentowała wystawę „AB OVO – Studium ruchu. Konie w rysunku i akwareli.”
– Dla mnie to jest mały, ale piękny krok do przodu, odwrotność Neila Armstronga na Księżycu: dla ludzkości to jest nic, a dla mnie to jest wielki skok! – mówi Joanna Kossak.

Joanna Kossak
Joanna Kossak
Joanna Kossak i Przemysław Karwowski
Joanna Kossak i Przemysław Karwowski

Joanna była nieodrodnym dzieckiem rodu Kossaków, od najmłodszych lat zdradzającym duży talent plastyczny, co w połączeniu z ogromną fascynacją końmi i przyrodą mogło zaowocować kolejną wielką karierą. Tak się jednak nie stało, bowiem młodziutka malarka, uczennica liceum plastycznego w Krakowie, słysząc na każdym kroku opinie, że nie zdoła nawiązać poziomem do prac słynnych przodków, a poza tym czego by nie namalowała, to w karierze i tak pomoże jej nazwisko – zrezygnowała z malowania. Zajęła się grafiką i tłumaczeniami, ukochane konie malując tylko od czasu do czasu, dla przyjemności, bądź na prezenty dla przyjaciół. 
– Nazwisko Joanny Kossak jest znaczące – mówi Przemysław Karwowski, kierownik galerii. – Mieć takie nazwisko to często jest duży plus, ale bywa ono też dużym balastem, z którym autorka miała problemy. Jako młoda osoba odcięła się od niego, musiała się przełamać i po latach wróciła do rodzinnych tradycji, kontynuując to, co robili Wojciech, Juliusz i jej dziadek Jerzy Kossak.
Stało się tak za sprawą wybitnego malarza Andrzeja Strumiłły, który tak długo namawiał artystkę do poważniejszego zajęcia się tworzeniem, aż dopiął swego, co zaowocowało czterema wystawami indywidualnymi, w tym najnowszą w  Galerii Pod Arkadami.
– Miało to kolosalne znaczenie – wyjaśnia Joanna Kossak. – Musiał dopiero autorytet klasy prof. Strumiłły osobiście zrobić mi trzęsienie ziemi, żebym mogła otrząsnąć się. I tak zajęło mi to prawie pięć lat oswajanie się z możliwością powrotu do korzeni, odkryciem się, zrezygnowaniem z nazwiska Matysek, mojego byłego męża, które dawało mi taką osłonę, bo Matysków jest mnóstwo, chociaż ten wybitny filmowiec to właśnie on. Ale tamto nazwisko dawało mi anonimowość.
Pięć lat procesu powrotu do rodowego dziedzictwa zaowocowało cyklem akwarel i szkiców przedstawiających dynamikę ruchu koni z natury.
– Jest to dla mnie ogromnie ważna wystawa, ponieważ pokazuje już całkowicie zamkniętą przeszłość, takie ugrzecznione, uładzone koniki tworzone z fantazji i już taką konkretną, solidną pracę nad anatomią konia – mówi Joanna Kossak. – Żegnam się ze starym, 30-letnim malowaniem koni z głowy – w tym roku jakoś się przełamałam i po raz pierwszy zaczęłam malować z natury i po raz pierwszy od 30 lat cieszę się tym, że działam i to jest radość wielka! Jest to też krok w kierunku – bo zobaczymy, jak będzie ze zdrowiem mojego syna, że w przyszłym roku uda mi się opanować pejzaż podlaski na tyle, żebym mogła tam umieścić konie!
I chociaż autorka podkreśla, że wiele lat temu doszła do poziomu 1 klasy liceum plastycznego i obecnie zaczyna od tego poziomu, to jednak jej prace dowodzą wielkiego talentu i potwierdzają przynależność do słynnej malarskiej rodziny Kossaków.
– Nie mogłam tego udźwignąć przez 30 lat, nie byłam w stanie, ale w tej chwili mam poczucie takiej siły wewnętrznej i nie ma dla mnie absolutnie znaczenia, czy ktoś powie, że odcinam kupony od nazwiska – podkreśla Joanna Kossak. – Dla mnie w twej chwili liczy się wielka radość powrotu do tego, co próbowałam wyprzeć przez 30 lat i sprawia mi to ogromną satysfakcję! Do tego otwarcie wystawy zaszczyciły osoby, bez których by jej nie było: prof. Andrzej Strumiłło, pani Anna Worowska (fotografik przyrody z Białegostoku – red.), prof. Szymon Kawalla (wybitny dyrygent z Warszawy – red.), przyszła ekipa z liceum plastycznego, które uważam za najlepsze w Polsce, jeśli chodzi o grafikę – dla mnie jest to wielki wieczór we wspaniałej galerii i w pięknym mieście!
Fakt, że tę – tak znaczącą dla siebie – wystawę Joanna Kossak ma u nas, cieszy, bo jej związki z ziemią łomżyńską są głębsze, choćby przez jej babkę Annę Kisielnicką oraz współpracę z łomżyńskim liceum plastycznym imienia Wojciecha Kossaka – dodaje Przemysław Karwowski.

Wojciech Chamryk
Zdjęcia: Elżbieta Piasecka-Chamryk

161121091207.gif
cz
so, 17 października 2015 11:06

 
161109032208.jpg
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0