sobota, 10 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Drzwi do Nieba, czyli Dabasu Durovys w Łomży

Łotewska grupa poprockowa Dabasu Durovys przyjechała na 12. Gościniec Łomżyński, aby przedstawić swoją muzykę, z którą łomżyniacy nigdy dotąd się nie zetknęli. - Każdy z nas w zespole kocha muzykę na swój sposób, każdy ma ulubione style i grupy, jednak kiedy gramy razem, pojawia się dodatkowy rodzaj energii i nadekspresji, która nam i słuchaczom pozwala poczuć się szczęśliwymi. Dajemy z siebie dobrą energię ludziom i przydajemy radości życiu.
Ciekawostkę stanowi fakt, że pochodzący z Daugavpils na Łotwie, z tzw. polskich Inflantów, zespół na Muszli w Łomży zagrał koncert, śpiewając nowoczesne hity w gwarze latgalijskiej.


Pierwszy koncert w Polsce udał się w Łomży pod względem muzycznym i wykonawczym, lecz burza przechodząca kilkakrotnie nad miastem wymiotła publicznośc niemal całkowicie. Kiedy Dabasu Durovys zaczynali - padał deszcz, a gdy kończyli - pojawiła się rozległa tęcza. 
Mirosław R. Derewońko: - Łotysze mówią, śpiewają i śnią po łotewsku, a Wy po latgalijsku?
Arnis Slobożanins (lat 30, autor tekstów i kompozytor, śpiewa i gra na gitarze rytmicznej): - Piszę i komponuję większość utworów Dabasu Durovys, które ukazały się na trzech płytach: „Lepetniks“ (2008), co po latgalijsku oznacza „Motyl“, „The sound instaed of glass“ (2012) i „Baka“, czyli latarnia, na przykład morska. Szacuje sie, że około 10 procent Łotyszy mówi w języku latgalijskim. Ma to związek z naszą historią, która w XVI wieku połączyła się z Litwą i Polską w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Daugavpils to przeciez Dźwińsk nad Dźwiną, a mój dziadek nazywał się Czerpakowski. Ja myślę tym językiem, to słowa i zdania z mojego dzieciństwa, i jestem lokalnym patriotą. W czasach Związku Sowieckiego, ćwierć wieku temu, latgalijski wydawał się śmieszny, staromodny i wiejski. Ale odmłodził się i stał się znów modny po upadku Kraju Rad. Mam też wielki szacunek do minionego świata jako historyk po Uniwersytecie w Dyneburgu, do języka latgalijskiego i kultury mojego dziadka.

MRD: - Jesteś poetą czy komponującem autorem tekstów piosenek? Jak powstają utwory?
Arnis Slobożanins: - Wolę zwać się „pisarzem piosenek“ niż poetą, chociaż w tych tekstach czasem używam metafor, jak w „Varens Triks“, gdzie wymarzoną dziewczyna chowa się jak królik w kapeluszu i trzeba użyć aż magicznej różdżki, żeby wyczarować obiekt westchnień. Czasem mam fragment tekstu, do którego szukam z pomocą kolegów melodii, innym razem któryś z nich ma jakiś fragment, wokół którego krążymy w poszukiwaniu struktury utworu. A czasem mam tylko pomysł na treść piosenki, a zachęcony kolega zaczyna komponować. 

MRD: - Czy wśród Waszych inspiracji muzyką i literaturą muzyczną znaleźli się też Polacy?
Valdis Rundzans
ma lat 57 i w latach 80. był basistą w jednej z najbardziej liczących się grup progresywnego rocka Elpa - Breath. - Jestem starym człowiekiem, dlatego więcej pamiętam, niż młodsi koledzy - uśmiecha sie basista Valdi. - W latach 70. miałem płyty winylowe, które wydawała na Łotwie wytwórnia „Melodia“. Wśród moich ulubionych wykonawców, których szanowałem za pomysły muzyczne i profesjonalizm wykonania, byli: Czesław Niemien oraz grupa Breakout, Tadeusz Nalepa i Mira Kubasińska. Oprócz nich, pewnie i Fryderyk Chopin.

MRD: - Nie wiem, czy Was to ucieszy, ale trochę w Waszych piosenakch brzmi Brainstorm...
Arnis: Ojej, znowuż, jaka szkoda... Często porównuje się Dabasu Durovys do Brainstorm, a mnie do Renara Koupersa, jednak może to właśnie z powodu podobieństwa języka, barwy i trochę może z „poetyckiego“, buntowniczego wyglądu. Kiedy graliśmy w Wilnie na Litwie, kilka lat temu, któryś z krytyków muzycznych nazwał mnie nawet młodszym bratem Renara. Cóż, kiedy byłem dzieckiem, każdy tego Brainstormu słuchał, całe pokolenie lat 90. na tym zespole się wychowało. Starali się w prosty i atrakcyjny sposób przenieść do naszej muzyki brytyjski rock, dodając elementy nostalgiczne i romantyczne, typowe dla muzyki łotewskiej. 

MRD: - Jak doszło do powstania DD, skoro jesteście artystami co najmniej dwóch pokoleń?
Egils Kulmanis (lat 30, absolwent wydziału muzyki i sztuki Uniwersytetu w Daugavpils, pianista i saksofonista): - Historia naszej grupy zaczęła się w 2006 roku. Arnis grał z bardzo zdolnym basistą, który nazywa się Sergey Czakans. Spotkałem ich kiedyś przypadkowo w muzeum poety Janisa Rainisa, który dla kultury łotewskiej jest tak ważny jak wieszcz Adam Mickiewicz dla polskiej. W Berkenele odbywał się ich mały koncert, do którego zapraszali chętnych gości. Zasiadłem przy pianinie, a grało się nam tak dobrze, że zdecydowaliśmy się spróbować sił na próbie. Sergey po kilku latach odszedł do telewizji, gdzie został cenionym operatorem filmów dokumentalnych i fabularnych. Z tego okresu przetrwał utwór „Madness“ - „Obłęd“, który był pierwszym nagranym przez nas profesjonalnie dziełe. I bardzo szybko weszliśmy na anteny radiowe i tak się zaczęło, że za rok będziemy świętować dekadę pracy. 

MRD: - Teraz bez Waszych nazwisk, przybliżcie spektrum Waszych fascynacji muzycznych.
Dabasu Durovys: - Saga, Yes, Phil Collins, Peter Gabriel, Jethro Tull, Rush, Dream Theater, Zutones, The Kooks, The Beatles. Oczywiście, The BL Blues Band z Łomży, z którym fajnie graliśmy na bulwarze w piątek, dzień przed koncertem na Gościńcu Łomżyńskim na Muszli.  
MRD: - Czy muzyka i koncerty na Łotwie, w Portugalii i Australii to Wasze jedyne zajęcia?
Arnis Slobożanis: - Mam żonę i dwie córki. Uwielbiam hokej na lodzie i grę w piłkę nożną. 
Valdis Rundzans: - Działka i dacza nad jeziorem. Jestem perfekcjonistą w uprawie kwiatów. 
Aleksander Tamans (lat 32, perkusista, bębniarz, ekonomista, muzyk bandu diksilandowego): - Jestem wykwalifikowanym lakiernikiem samochodowym i zapalonym wędkarzem, gdyż mam dom nad jeziorem, gdzie lubię z sześcioletnim synem łowić ryby i jeździć rowerem. 
Roman Sladzis (lat 27, gitara solowa, back vocals, absolwent ekonomii w Rydze): - Trzy lata zajmuję się hodowlą pszczół. Zaczynałem od trzech uli w miejscowości 120 km na zachód od Daugavpils. Teraz mam uli trzynaście i może za dwa, pięć czy dziesięć lat dojdę do stu.
James Botterill (lat 56, jedyny w zespole Łotyszy Anglik, który w 2009 roku znalazł żonę w Daugavpils i jest inżynierem dźwięku w Drzwiach do Nieba). Złota rączka, potrafi wszystko.

MRD: - Jakie macie wrażenia po koncercie, na którym nie było kilkutysięcznej publiczności?
Arnis Slobożanins: - Wrażenia znakomite: ludzie, którzy przyszli, reagowali podobnie jak na Łotwie. Tym cenniejsze dla nas, ponieważ łomżyniacy nie mogli rozumieć naszych tekstów.
Egils Kulmanis: - To nasz pierwszy koncert w Polsce i moja pierwsza wizyta w kraju, gdzie jest dużo kościołów. Są w dobrym stanie i widać, jak mocna jest tradycja katolicka w Polsce. Spotkaliśmy w Łomży wielu przyjaznych ludzi i czuliśmy się czasami jak u siebie w domu. Łomża jest świetnie położona i miałem wiele przyjemności w oglądaniu pięknych widoków.  

Przygotował, zebrał i przetłumaczył: Mirosław R. Derewońko / 4lomza.pl (19. lipca 2015)

161121091207.gif
mm
nie, 19 lipca 2015 09:07

 
161201033137.gif
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0