wtorek, 06 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Trzy zbrodnie Niemców w cichym lesie koło Jeziorka

- Pamiętam białą czapeczkę dziecięcą, przestrzeloną, z koronką i z miejscem po kuli, z plamami po krwi... - wspomina Zygmunt Zdanowicz (lat 78), który jako ośmioletni chłopiec przyjechał do lasu za Jeziorkiem furmanką z rodzicami w upalny dzień 15.lipca 1945 r., na miejsce zbrodni Niemców, którzy rozstrzelali w tej okolicy podczas okupacji prawdopodobnie około 170 osób: 15. lipca 1943 r. 50 ludzi z łomżyńskich rodzin inteligenckich, 29. i 30. czerwca tego roku więźniów politycznych z więzienia w Łomży i, być może, około 60 pensjonariuszy przytułku ze wsi Borowe Pieńki. - Ten dzień lipcowy pamiętam do dziś, gdyż biskup Stanisław Łukomski poświęcił miejsce męczeńskie...

Zygmunt Zdanowicz, prezes TPZŁ
Zygmunt Zdanowicz, prezes TPZŁ
Zygmunt Zdanowicz, prezes TPZŁ
Zygmunt Zdanowicz, prezes TPZŁ

70 lat później Zygmunt Zdanowicz stanął z żoną Janiną i kilkorgiem łomżyniaków przy mogiłach niewinnych ofiar ludobójstwa hitlerowców. Położył wieniec kwiatów na czarnej płycie kamiennej z nazwiskami pomordowanych kulami mieszkańców Łomży. Prezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Łomżyńskiej opowiada, że tamten dzień lipcowy tuż po drugiej wojnie był bardzo upalny. W lesie na drodze stanęła dosyć wysoka ambona, a obok ołtarz, przy którym biskup łomżyński sprawował ofiarę Eucharystii. - Tłumy ludzi zjechały tu z Łomży i z okolicy na uroczystość. Furmanek było w lesie i przy drodze do Łomży cała masa, wszędzie porozstawiane stragany z piciem. Nie pamiętam samej mowy biskupa, tylko tę czapeczkę, która znajdowała się w małej skrzynce z szybką, za którą znajdowały się buty rozstrzelanych. Jak przekopywano mogiłę, to buty były zabrudzone wapnem...

„Niektóre osoby z nazwisk na czarnej tablicy znałem”
Ta drewniana skrzynka była przybita do drewnianego krzyża, na miejscu którego stoi dzisiaj krzyż kamienny. Wszędzie wokół cicho, czysto, zielono i pięknie. Gdyby nie wspomnienia prezesa TPZŁ, trudno byłoby się domyślić tragedii sprzed 72 lat. - Wówczas dzień 15. lipca '43 r. w dziewiętnastu rodzinach z Łomży był bardzo smutny. W mieście od wczesnego ranka trwało ogromne poruszenie, bo ludzie z domu do domu przekazywali sobie straszliwą wieść, że zaczęły się aresztowania. Jerzy Smurzyński, jego rodziców rozstrzelali Niemcy, opisał to w książce wydanej przez TPZŁ „Czarne lata na Ziemi Łomżyńskiej”. Sam uniknął śmierci chyba tylko dlatego, że szedł na tajne komplety...
Niektóre osoby z nazwisk na czarnej tablicy znałem... Pan Smurzyński prowadził sklep spożywczy, zdaje się, przy Długiej, ksiądz katolicki Józef Szulc,  Zofia i Aleksander Lubowiccy to nauczyciele LO przy Bernatowicza, może i Maria Lubowicka, nie pamiętam, a Tadeusz Komornicki to znany w Łomży prawnik, Niemcy wzywali go do tłumaczenia w więzieniu, jakieś papiery przygotowywał...
Milczą drzewa dokoła, sosny, klony i dęby, więc milczą młodsi od szacownego prezesa o pokolenie słuchacze, zadziwieni jego wyborną pamięcią... Na tablicy z 50 nazwiskami ofiar znalazło się także krótkie objaśnienie, że spoczywają w mogile rozstrzelani w ramach egzekucji, przeprowadzanych jako odwet za akcje podziemia partyzanckiego na ziemiach Białostocczyzny... Kilkadziesiąt metrów dalej wiedzie od żwirówki ścieżka w las, gdzie również w mogile za metalowym ogrodzeniem z furtką leży duża płyta. Nazwisk kilkanaście, niektóre bez imion, plus napis, że nazwisk innych 47 pensjonariuszy z domu starców nie udało się ustalić.  Natomiast na grobie więźniów politycznych z łomżyńskiego więzienia nie ma żadnych imion: - To był cichy mord, Niemcy tego nie upubliczniali.
Jakiś kilometr za Jeziorkiem, przy drodze z Łomży, po lewej stronie stoi wysoka tablica ze zniczem pamięci czerwonym na tle mieczy. Ciche miejsce, gdzie wjeżdża się ze współczuciem, z modlitwą...

Relacja: Mirosław R. Derewońko
Zdjęcia: Krzysztof Mierzejewski

161121091207.gif
cz
śr, 15 lipca 2015 14:33

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0