niedziela, 11 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Duszpasterz chorych Łomży Ojciec Zbigniew – odchodzi...

- Ojciec Zbigniew chodził z Eucharystią i pociechą do moich starszych koleżanek: zawsze bardzo staranny, sumienny, cierpliwy, łagodny, uśmiechnięty i radosny, mimo cierpień, jakich się nabawił po upadku z osiołka na misjach w latach 70. w Gwatemali, sam miał kręgosłup połamany... – mówi z łagodnym uśmiechem 81-letnia Janina Karwowska, wracając powolutku pod rękę z opiekunką po mszy św. pogrzebowej w kościele Kapucynów w Łomży, gdzie na środku stanęła trumna. A w niej: najstarszy z łomżyńskich Braci Kapucynów O. Zbigniew Konopka. Miał 90 lat, w zakonie - 68 lat, w kapłaństwie 62. - Cała Łomża go znała. Kilkadziesiąt lat przemierzał ulice miasta, niosąc ze sobą największy Skarb, Jezusa Eucharystycznego, na którego czekało wielu chorych – wspomina Ojciec Jan Bońkowski (lat 77). - Kilka lat był kapelanem Szpitala Wojewódzkiego w Łomży. To żywotny senior klasztoru Braci Mniejszych Kapucynów w Łomży, ale także i całej Prowincji Warszawskiej...

Ojciec Zbigniew Konopka (+ 90) z ojcem Mirosławem Ferencem, gwardianem klasztoru Braci Mniejszych Kapucynów w Łomży podczas świętowania jubileuszu 250 lecia zakonu w Łomży (Stary Rynek, sierpień 2014)
Ojciec Zbigniew Konopka (+ 90) z ojcem Mirosławem Ferencem, gwardianem klasztoru Braci Mniejszych Kapucynów w Łomży podczas świętowania jubileuszu 250 lecia zakonu w Łomży (Stary Rynek, sierpień 2014)

Kościół Braci Mniejszych Kapucynów wypełnili gwardianie i duchowni z zakonu Ojca Zbigniewa Konopki, m.in., w: Warszawie, Krynicy Morskiej, Rywałdzie, Nowym Miście nad Pilicą, Mogilnie, Lublinie i Zakroczymiu. Na mszy za Zmarłego obecni byli licznie ludzie kultury i służby zdrowia oraz chorzy z rodzinami, o których w codziennym zabieganiu nigdy nie zapominał O. Zbigniew. -  Jak moja babcia umierała, obdzwoniliśmy wszystkie parafie w Łomży i z żadnej ksiądz nie mógł przyjść z namaszczeniem, tylko O. Zbigniew zgodził się przyjść natychmiast – wspomina obecność Ojca w życiu swojej rodziny Kamil Serafin. - Obiecał że będzie się modlił, aby długo nie cierpiała.

Zmarły w trumnie, żywy w pamięci i w sercach
Mszę koncelebrowali za stołem ofiarnym: biskup senior drohiczyński i współbrat w zakonie Antoni Pacyfik Dydycz, biskup łomżyński Janusz Stepnowski i wiceprowincjał warszawski Kapucynów o. Andrzej Baran. - Ojciec Zbigniew ziemię na niebo zamieniał – powracał we wspomnieniu również własnej młodości w Serpelicach bp Dydycz, gdzie był ministrantem, zaś O. Zbigniew pojechał dla podratowania zdrowia. Przypomniał też fakty z życia Ojca. Zbigniew Konopka urodził się 1. lutego 1925 r. w Giełczynie koło Łomży. Jego rodzicami byli rolnicy: Jan i Agnieszka z d. Brokowska. Po zdaniu matury w Liceum Ogólnokształcącym w Łomży już jako 21-letni młodzieniec zgłosił się do zakonu kapucyńskiego w Nowym Mieście, gdzie we wrześniu 1946 r. zaczął nowicjat, a w Lublinie studiował w kapucyńskim Wyższym Seminarium Duchownym. 15 sierpnia 1951 r. złożył profesję wieczystą. Święcenia kapłańskie przyjął w dniu św. Franciszka z Asyżu 4. października w 1953 r., tj. w dniu swego patrona od chrztu św. Następnie studiował na KUL-u i uzyskał tytuł mgr filozofii. - Był najbardziej chorowity nie tylko z pięciu z Łomży i okolic, zaczynających w Nowym Mieście, ale i ze wszystkich kleryków – wprowadzał w tajnie duszpasterza chorych w domach łomżyńskich bp Dydycz. Po KUL wykładał z filozofii w kapucyńskim Wyższym Seminarium Duchownym w Łomży. Na początku lat 70. nauczył się hiszpańskiego w Madrycie, a w roku 1972 rozpoczął pracę misyjną w Gwatemali. Po powrocie z Ameryki Południowej do końca swoich dni stał się gorliwym apostołem chorych. - To był Anioł Stróż rodziny – ze łzami opowiada po uroczystości pochówku na starym cmentarzu w zbiorowym grobie w pobliżu kaplicy Halina Janicka (lat 76), do której mamy Ireny (+ 1992) i taty Stanisława (+ 2002) Podbielskich o. Zbigniew przychodził do ostatnich chwil ze spowiedzią, komunia i mszą w mieszkaniu. - Nie żałował czasu i uśmiechu. Kochany człowiek.

Ojca Zbigniewa wspomina Ojciec Jan Bońkowski
- Jako ministrant przy kościele Kapucynów od 1950 r. miałem okazję spotykać się z zakonnikami, w tym klerykami kapucyńskimi, którzy spędzali wakacje w Łomży. Wśród młodych, tryskających radością i szczęściem z wyboru stanu znajdował się kleryk brat Zbigniew Konopka – opowiada O. Jan Bońkowski. - Wielkim przeżyciem dla mnie była jesień 1953, gdy mogłem służyć do mszy św. prymicyjnej, którą sprawował o. Zbigniew. W sierpniu 1955 r. rozpocząłem nowicjat kapucyński w Nowym Mieście n. Pilicą. Tam przez  dwa kolejne lata kończyłem szkołę średnią, aby po maturze rozpocząć studia filozoficzno-teologiczne w Łomży. W tym czasie bowiem Kapucyńskie Wyższe Seminarium Duchowne zostało przeniesione z Lublina do Łomży. Wśród profesorów znalazł się o. Zbigniew, który wykładał logikę i historię filozofii. Był wyrozumiały i starał się tak poprowadzić egzamin, aby zestresowanego studenta wyprowadzić „na prostą”. Na czas wakacji, które zazwyczaj spędzaliśmy wspólnie w jednym z atrakcyjnych klasztorów, opiekował się w zastępstwie rektora jeden z profesorów. Długo wspominaliśmy bardzo udane wakacje w Serpelicach n. Bugiem, gdy rolę rektora pełnił o. Zbigniew. Jego dobroć i zrozumienie dla człowieka, przeżywającego kłopoty,
w szczególny sposób uwidoczniły się wobec ludzi chorych. Będąc wykładowcą w WSD w Łomży, często odwiedzał chorych, niosąc im Chrystusa Eucharystycznego. Bardzo wiele ciepłych słów o o. Zbigniewie słyszałem od swojej mamy, którą w chorobie często odwiedzał. Po powrocie z misji w Gwatemali oddał się całkowicie, do końca swych dni, apostolstwu chorych. Przez szereg lat będzie pracował jako niezmordowany kapelan szpitali, najpierw w Szpitalu Psychiatrycznym w Lublinie, następnie w Wojewódzkim Szpitalu w Łomży. Gdy ze względu na wiek opuścił pracę w szpitalu, to nigdy nie opuścił ludzi chorych i potrzebujących jego duchowego wsparcia. Niemal codziennie można było spotkać tego apostoła chorych, przemierzającego ulice Łomży, ostatnio podpierającego  się laseczką, aby dotrzeć do oczekujących go cierpiących i samotnych. Nigdy nie szczędził sił, jak dobra matka wobec dzieci. I w Dniu Matki, 26. maja 2015 zakończył piękną misję rano w szpitalu łomżyńskim. Jezus w Ewangelii św. Mateusza mówił: „Byłem chory, a odwiedziliście Mnie…”.
Nie zobaczy nikt Ojca Zbigniewa, jak z wiatykiem podąża i z różańcem ku chorym - Wynikało z jego życia, że pójdzie piechotą do nieba – zaprorokował nad grobem o. gwardian Mirosław Ferenc. Już nie zatrzyma się zaskoczony przechodzień, jak będzie chciał go błogosławić 90-letni starzec... 

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
mm
so, 30 maja 2015 10:51
Data ostatniej edycji: 2015-05-30 11:44:28

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0