czwartek, 08 grudnia 2016 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 590

Łomża poza województwem?

To, co się stało w poniedziałek przy wyborze nowych władz samorządu województwa podlaskiego, jest niedopuszczalne. W zarządzie województwa koalicji PSL-PO, na którego czele stanął Mieczysław Baszko (PSL), nie ma nikogo z Łomży ani z całego „zachodniego” okręgu wyborczego, sięgającego od Szumowa za Zambrowem po Rajgród za Grajewem. Konsekwencje tej decyzji trudne są dziś do oszacowania, ale nikt nie ma wątpliwości, że „źle się stało”. I nie chodzi tu o nazwisko konkretnego człowieka, który mógł być w zarządzie, a nie jest. W najważniejszym organie województwa, który będzie dzielił miliardy złotych z funduszy unijnych, ustalał zasady i priorytety rozwojowe, ale też przyznawał małe – kilku- czy kilkudziesięciotysięczne dotacje dla organizacji, stowarzyszeń lub klubów sportowych, nie ma nikogo, kto by mógł się upomnieć o sprawy zgłaszane z Łomży, Kolna czy Piątnicy. Najgorsze jest zaś to, że ta decyzja była podjęta świadomie i z premedytacją.

W wyłonionym w listopadowych wyborach samorządowym sejmiku województwa podlaskiego władzę utrzymała rządząca od 7 lat koalicja Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Tym razem jednak to PSL ma więcej radnych – 9, niż PO – 8 - więc jest ważniejsze. Zgodnie z „ogólnymi” ustaleniami krajowymi, powtórzonymi w poniedziałek rano przez szefów: regionalnych struktur PSL Wojciecha Dzierzgowskiego i PO Roberta Tyszkiewicza trzy miejsca w zarządzie, w tym marszałka województwa, obsadził PSL, a dwóch wicemarszałków ma PO. I głosami radnych tej koalicji – z których trzech zostało wybranych w okręgu łomżyńskim – nowym marszałkiem województwa został Mieczysław Baszko z Sokółki, wicemarszałkami: Maciej Żywno z podbiałostockiej wsi Sochonie i Anna Naszkiewicz z Suwałk, a członkami zarządu: Jerzy Leszczyński z Ciechanowca oraz Bogdan Dyjuk z Augustowa. Z całego województwa podlaskiego pominięty został tylko region łomżyński. To jest klęska „elity” politycznej regionu tym większa, że wcale tak się nie zapowiadało. Jeszcze kilka dni przed wyborem zarządu szef regionalnych ludowców Wojciech Dzierzgowski z Łomży mówił, że jest przekonany, że tradycja, aby każdy region był reprezentowany we władzach, będzie zachowana.  
- Nigdy nie można powiedzieć, że dobrze się stało, jak nie ma – mówił po wyborach Edward Kapusta, przewodniczący PSL w Łomży. - Zawsze jak ktoś jest, i to niezależnie od opcji politycznej, to jest dobre – w myśl zasady „bliższa ciału koszula”. Szkoda, że tak się stało, ale poradzić już nic nie można.
Podobnie sytuację ocenia Andrzej Czechowski, przewodniczący PO w Łomży.
-  Dla Łomży to na pewno nie jest dobre – mówi działacz partii, z której - jak się wydawało - jest łomżyński pewniak w zarządzie. - Jacek Piorunek na pewno wnosiłby pozytywny wkład w pracę zarządu województwa podlaskiego. Byłoby to także z pożytkiem dla Łomży, regionu i całego społeczeństwa. Teraz nie będzie informacji z zarządu z pierwszej ręki, a to jest bardzo ważne choćby w kontekście pozyskiwania środków unijnych przez samorządy.
Czechowski zdradza, że jeszcze w niedzielę działacze łomżyńskiej PO rozmawiali z szefem partii posłem Robertem Tyszkiewiczem o tym, aby Łomża i ten region był uwzględniony przy podziale stanowisk we władzach województwa, ale – jak mówi - zapewnień nie było.
- Mieliśmy nadzieję, że Jacek Piorunek będzie tym reprezentantem, ale widocznie była za słaba siła przebicia – przyznaje Czechowski.
Sam Piorunek nie chce tego komentować. Mówi, że szkoda, że ani PO, ani PSL nie znalazły żadnego kandydata do zarządu spośród radnych z zachodniego okręgu wyborczego.
- To będzie potężna strata dla regionu, ale myślę, że i dla całego województwa podlaskiego – mówi Piorunek, który w zarządzie województwa był przez niemal równe 7 lat.  
Takim obrotem sprawy przerażeni są wszyscy ci, którzy z samorządu województwa od lat otrzymywali mniejsze czy większe pieniądze. To instytucje kultury, stowarzyszenia czy kluby sportowe. Dodatkowe kilka tysięcy złotych, przyznane przez zarząd województwa, potrafiło pomóc spiąć finansowo całą imprezę. Nie chcą o tym mówić pod własnymi nazwiskami, aby nie narazić się nowej władzy, ale wszyscy, z którymi rozmawialiśmy, są przekonani, że teraz o te pieniądze będzie trudniej.
- Niech mówią co chcą, że zarząd jest dla całego województwa, i że nie ma znaczenia skąd pochodzą członkowie. Ja wiem po sobie, że tak nie jest – mówi radny sejmiku Marek Olbryś (PiS), który w 2007 roku był wicemarszałkiem województwa. - Jak ktoś tu się urodził, wychował, uczuciowo związany jest z miastem i chce kandydować w następnych wyborach, to zrobi wszystko, musi zrobić wszystko, aby te pieniądze trafiły do Łomży. Uznaniowość zarządu jest bardzo duża. Jak jeden członek zarządu pomoże drugiemu, to ten się później rewanżuje. Można pomóc, można przyspieszyć działania albo zablokować – podkreśla Olbryś przypominając „smutę Łomży” w latach 2003-2007, gdy władzę w województwie sprawowała lewica i tak jak teraz, w zarządzie województwa nie było nikogo z Łomży i regionu.
O wielkim znaczeniu zarządu województwa najbardziej przekonuje jednak fakt, że tylko i wyłącznie zarząd województwa decyduje o tym, które inwestycje znajdą się na tzw. liście kluczowych RPO. W ten sposób była możliwość przebudowy i budowy najważniejszych ulic w mieście – Piłsudskiego, Sikorskiego, Spokojnej, Przykoszarowej, Browarnej, Meblowej, budowa pływalni, stadionu Muzeum Diecezjalnego czy nieszczęsnego Parku Przemysłowego Łomża. Nie tylko ten ostatni projekt nigdy by nie zdobył dofinansowania, gdyby oceniany był w otwartym konkursie.

161121091207.gif
cz
cz, 11 grudnia 2014 08:06

 
161109032208.jpg
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0