niedziela, 04 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Kamienne świadectwo wojennych zbrodni

– Wróciłam do Tykocina ubrana w obozowy pasiak i ważyłam 36 kg – wspominała Mieczysława Grabowska. – Pierwsze kroki skierowałam do kościoła Trójcy Przenajświętszej, by podziękować Bogu za to, że ocalił mi życie…
Nie wszyscy mieli tyle szczęścia – z 400 mieszkańców Tykocina, którzy 70 lat temu zostali wywiezieni przez Niemców do obozów koncentracyjnych, przeżyła tylko połowa. Ich losy przybliża wystawa „Kamienne świadectwo”, którą dzięki współpracy Muzeum w Tykocinie oraz Muzeum Diecezjalnego można do połowy października oglądać w Łomży.

Waldemar Tyszuk
Waldemar Tyszuk

– Chcieliśmy, w porozumieniu z oddziałem tykocińskim Muzeum Podlaskiego, zaprezentować tę wystawę w Łomży po to, by uwrażliwić nasze lokalne społeczeństwo na trudną tematykę związaną z cierpieniem, które dotknęło naszą ziemię w czasie II wojny światowej – mówi ks. Tomasz Grabowski, dyrektor Muzeum Diecezjalnego w Łomży.
Tykocin został bardzo doświadczony w latach 1939-45. Za czasów okupacji sowieckiej wielu jego mieszkańców zostało wywiezionych na Sybir. Niemcy wymordowali niemal połowę ludności miasteczka, tj. blisko 2,5 tysiąca Żydów. Kolejna tragedia dotknęła tę perłę baroku kilka miesięcy przed zakończeniem wojny. 
– Wywiad Armii Krajowej otrzymał informację, że 25 maja 1944 r. pomiędzy Rzędzianami a Jeżewem będzie przejeżdżał konwój wiozący Ericha Kocha, nadprezydenta Prus Wschodnich – mówi Waldemar Tyszuk z Muzeum w Tykocinie. – Oddział Kedywu Armii Krajowej pod dowództwem Tadeusza Westfala, pseudonim „Karaś”, dokonał zamachu na ten konwój. Nie udało się zabić Kocha, ale zginęło dwóch innych Niemców, w tym Filip Schweiger, dowódca posterunku żandarmerii w Tykocinie.
W odwecie Niemcy już dwa dni później aresztowali 1,5 tysiąca ludzi, w tym 400 mieszkańców Tykocina, którzy trafili do obozów koncentracyjnych. W miasteczku pozostali tylko starcy i dzieci. Według oficjalnych statystyk w hitlerowskich obozach zginęło 157 osób, tj. blisko 40% aresztowanych. Aż 70 % z nich stanowili mężczyźni – np. ze 100 więźniów 
pracujących w kamieniołomach Gross-Rosen ocalało tylko trzech. Plenerowa wystawa, nawiązująca tytułem do barkowej architektury Tykocina, niemego świadka tragicznych wydarzeń, jest prezentowana na dziedzińcu Muzeum Diecezjalnego. Składa się ze wspomnień, dokumentów i fotografii części z aresztowanych, wzbogaca ją również film dokumentalny „Koniec ciszy” Karola Kalistego, w którym wypowiadają się zarówno ofiary wywózki jak i ich bliscy, wówczas dzieci, będący świadkami tej tragedii. Podkreślają oni, że Filip Schweiger nie zasługiwał na śmierć, mimo tego, że nosił znienawidzony przez Polaków hitlerowski mundur.
– Filip Schweiger był tzw. przykładem dobrego Niemca – mówi Waldemar Tyszuk. – Nie prześladował ludności cywilnej, jeżeli chodzi o Armię Krajową i inne organizacje też ich nie zwalczał. Można nawet powiedzieć, że był powszechnie szanowany, był też praktykującym katolikiem i nawiązał przyjazne stosunki z miejscowym proboszczem ks. Józefem Kaczyńskim.
W 1979 r. doszło do symbolicznego pojednania – ks. Józef Kaczyński spotkał się w Meckenheim z rodziną niemieckiego oficera, którego śmierci był zresztą świadkiem. 
– Do tego pojednania musi dochodzić, jest to bowiem wymóg serca i wymóg chrześcijański – podkreśla ks. Grabowski. – Musi jednak do niego dochodzić na zasadzie prawdy historycznej, bo niejednokrotnie próbuje się mówić o polskich obozach koncentracyjnych, a były to przecież niemieckie obozy, chociaż zlokalizowane były nie tylko na terenie III Rzeszy, ale też na okupowanych terenach polskich. 

Wojciech Chamryk

cz
cz, 25 września 2014 08:26
Data ostatniej edycji: 2014-09-25 08:44:44

 
161201033137.gif
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0