niedziela, 04 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Dyrygent w opałach

Zaczyna się kolejny utwór koncertu. Dyrygent daje znak batutą, rozlega się muzyka i początkowo nic nie zapowiada problemów. Jednak już po chwili wszystko brzmi tak, jakby muzycy mieli inne nuty, a dyrygent inne. Maestro próbuje zapanować nad totalnym chaosem, w końcu, zdesperowany, zaczyna śpiewać. Okazuje się to dobrą metodą na zdyscyplinowanie orkiestry, która, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przeobraża się w wyśmienity zespół. Tak też zaprezentowała się podczas koncertu „Podwójne życie dyrygenta” orkiestra łomżyńskiej Filharmonii Kameralnej pod dyrekcją Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego, który wystąpił w nietypowej podwójnej roli: dyrygenta i śpiewaka.

Pierwszy dzień astronomicznej wiosny stał się doskonałą okazją do zaprezentowania klasycznego, ale też nieco żartobliwego repertuaru. A ponieważ łomżyńskim filharmonikom nie można odmówić ani umiejętności ani poczucia humoru, zaś Marcin Nałęcz-Niesiołowski, dyrygent pracujący w latach 1997 – 2011 w Białymstoku, twórca Opery i Filharmonii Podlaskiej, jest też showmanem pierwszej klasy, efekty ich współpracy musiały być dobre.
Wystarczyły zaledwie trzy próby by doszlifować efektowny program, złożony nie tylko z klasycznych dzieł Wolfganga Amadeusza Mozarta, ale też żartobliwych utworów jego autorstwa, w tym umożliwiających wykazanie się dyrygentowi swym dźwięcznym barytonem.
– Dyrygent może tu dyrygować, śpiewać i jakoś aktorsko ogrywać całą tę sytuację – mówi Marcin Nałęcz-Niesiołowski. – Publiczności wydaje się, że jest to wszystko takie proste i łatwe, ale naprawdę nie jest. Trzeba mieć dodatkową podzielność uwagi, stoi się przecież twarzą do publiczności, ale plecami do orkiestry – to bardzo obciąża, pomimo tego, że jest to de facto żart muzyczny. 
Takim żartem było na przykład Presto z Ein musikalischer Spass, ukazujące w krzywym zwierciadle zamiłowanie żyjących w XVIII w. kompozytorów do zbytniego komplikowania swych dzieł, co nie zawsze dawało dobre efekty.
– Mozart w mistrzowski sposób pokazuje tu, jak z naprawdę drobnych motywów, bo są tu raptem dwa i każdy składa się z dwóch taktów, stworzyć coś wielkiego – wyjaśnia Nałęcz-Niesiołowski. – Pierwszy motyw ogrywany jest na wszelkie możliwe sposoby, przez wszystkie tonacje, drugi z kolei jest zalążkiem fugi. To żart na wielu płaszczyznach, za pomocą którego Mozart drażnił się trochę z muzykami, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Głównym punktem programu czwartkowego koncertu była jednak Symfonia nr 29 A-dur KV 201 W.A. Mozarta, nie bez przyczyny uważana za jedną z dwu najwspanialszych symfonii w jego wczesnym dorobku – napisał ją, mając lat 16, dopracował po dwóch latach.
– To muzyka ze wszech miar genialna – podkreśla Nałęcz-Niesiołowski. – Patrząc na tę partyturę od strony formy wszystko jest w absolutnym porządku i 18-letni kompozytor, który pisze takie dzieło, sprawia, że człowiek słuchając czegoś takiego czuje się bardzo pokornym, szczególnie pod względem swoich umiejętności!

Wojciech Chamryk
Zdjęcia: Elżbieta Piasecka-Chamryk

cz
pt, 21 marca 2014 08:07

 
161109032208.jpg
Zobacz także
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0