wtorek, 06 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Kilkutysięczny Orszak Trzech Króli z kolędą w Łomży

- Jesteśmy w drodze do Betlejem, do małego Jezuska... – tłumaczy Gabrysia Chojnowska, która z mamą, tatą i młodszą siostrą wyszła po mszy św. w kościele Bożego Ciała w Orszaku Trzech Króli na słoneczne i suche po nocnych deszczach uliczki osiedla Południe. - Ja w tej drodze do Betlejem jestem już pięć lat. Nigdy nie będę grzeszyła, po prostu, się obronię. A jak...? Modlitwą do mojego Anioła Stróża, który ma na imię Gabriel. Nie trzeba diabłów i czortów słuchać, nie trzeba grzeszyć.
Rezolutna dziewczynka znalazła się w kilkutysięcznym tłumie łomżan z papierowymi koronami na głowach, wspólnie śpiewających kolędy i cieszących się z zabawnych dialogów i uciesznych scen, jakie przygotowali aktorzy profesjonalni i amatorzy pod wodzą Bogumiły Wierzchowskiej – Gosk.

Orszak Trzech Króli z kościoła Bożego Ciała do Krzyża Świętego wyruszył w Łomży po raz drugi, podobnie jak w ponad 170 miastach w Polsce. Tegoroczna edycja sporo różniła się od poprzedniej, kiedy na tronach królewskich zasiadali rektorzy łomżyńskich uczelni. Tym razem król Kacper był bliźniaczo podobny do Tadeusza Mądrego, Melchior – do Krzysztofa Borkowskiego, Baltazar – do Artura Klimaszewskiego. Najpierw pokazali się ludowi wiernemu na koniec mszy św, sprawowanej pod przewodnictwem ks. Tadeusza Bronakowskiego, biskupa pomocniczego Diecezji Łomżyńskiej, a potem zasiedli na zdobnych fotelach, ustawionych na wypasionych, lśniących czarnych nissanach.

Pobożni kolędnicy kontra szatańska brać
Z okazji do ponadgodzinnej gratisowej przejażdżki aż z trzema mędrcami skorzystały natychmiast najmłodsze dzieci, zaś starsze z rodzicami, dziadkami i sąsiadami kroczyły po ulicach, chodnikach i trawnikach słonecznego osiedla Południe. Prowadziła kolędników niejedna Gwiazda Betlejemska...
Niejedna gwiazda na niebie i na ziemi. Któraś z pierwszych początkowo przypominała głośną racę świetlną nad świątynią Bożego Ciała, inna po niedługim czasie kołysała się wysoko niby wielki gwiezdny latawiec już nad placem przed kościołem Krzyżem Św., gdzie stanęła szopka ze żłóbkiem i sianem oraz z cierpliwie czekającą na pastuszków, trzech króli i łomżyniaków świętą Rodziną.
Zanim uczestnicy orszaku przybyli, żeby złożyć pokłon i dary nowo narodzonemu Dzieciątku, po drodze czekało kilka ciężkich prób. Na przykład, pomoc nieszczęśnikowi a la Syzyf, co nie poznał dotąd ani piekła, ani nieba, gdyż z czyśćca toczy olbrzymi blok kamienny grzechów i krzywd, jakie wyrządził bliźnim na ziemi. Prowadzących orszak księży – m.in., za flagą papieską biało-żółtą i polską biało-czerwoną - spróbowały też zwieść na manowce powabne dziewczęta z karnawałowymi konfetti, lecz łomżyńscy duchowni z kolędą na ustach nie ulegli takiej diabelskiej pokusie. Zresztą, skoczna, sprytna i bystra szatańska brać co i rusz usiłowała zatrzymać powolny orszak lub wywieść go w szczere, zielone pole, zapraszając kolędników na piwo, hulanki czy rozrywki w mieszkaniach po trasie. W jednym pojawił się nawet król Herod, zachęcający głosem podobnym do tego, jaki ma Krzysztof Zemło z Teatru Lalki i Aktora, do szampańskiej zabawy. Na balkonie okrutny władca z trzema żonami: Angelą, Sandrą i Pamelą, szalał w rytmach dyskoteki i w strumieniach szampana.

Droga w religijno-karnawałowym nastroju
Na próżno, bowiem od początku na wszystko miał pilne baczenie samozwańczy ksiądz proboszcz orszaku, zachowujący się często gęsto jak imć Tomasz Rynkowski, również z Teatru Lalki i Aktora.
- Ludzie! Ludzie! Nie będzie łatwo w tym roku, albowiem grzechy ciężkie dźwigacie! – grzmiał z podnośnika, kropiąc czystą wodą łomżynianką na lewo i prawo, bo „całą noc padało, ale za mało”. 
W takim to religijno-karnawałowym nastroju, na poły kolędniczym, na poły kabaretowym, Orszak Trzech Króli dotarł po półtorej godziny przed skarpę z kościołem Krzyża Świętego, na której Jerzy Filar w stroju góralskim i z niezawodną gitarą zaśpiewał pastorałki na chwałę Nowonarodzonemu. Ks. proboszcz Andrzej Godlewski podziękował tym, którzy przygotowali orszak „od technicznej i boskiej strony” na ręce zgodnych małżonków: Bogumiły Wierzchowskiej-Gosk i Andrzeja Goska.
- Cel główny naszego orszaku to odtworzenie drogi, poczucie atmosfery wędrówki – podsumowuje 20-latek z Łomży Zbigniew Dziekoński z Grupy Teatralnej Gaudium et Spes, który rok temu przemykał się w tłumie w czarnym stroju Kostuchy, zmieniając obecnie image na diabełka, zadziwionego wielce zielenię traw i kwitnących nieśmiało stokrotek. - Możemy chociaż częściowo poczuć, ile przeciwności czeka nas w drodze do Chrystusa. Tak samo w życiu na co dzień: musimy pokonać przeszkody i problemy z uśmiechem.

Mirosław R. Derewońko

161121091207.gif
cz
wt, 07 stycznia 2014 08:10
Data ostatniej edycji: 2014-01-07 16:33:20

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0