środa, 07 grudnia 2016 napisz DONOS@
Wyszukiwarka
Wczytanie

Łomżyńskie pszczoły mają pracowitych opiekunów

- Najważniejsze cechy pszczelarza to: pracowitość, cierpliwość, zdolność do bycia samotnikiem z wyboru na łonie natury i szacunek dla przyrody – wylicza Wiesław Grzymała, prezes Regionalnego Związku Pszczelarzy w Łomży, który po raz drugi zorganizował pielgrzymkę do Katedry z obrazem Matki Bożej Pięknej Miłości w podzięce za kolejny sezon pszczelarski. Przybyło około 50 ze 118 należących do RZP hodowców pszczół, którzy złożyli w darze ołtarza „ulik”, wypełniony słoikami wszelakich miodów. Biskup Tadeusz Bronakowski odprawił mszę św., wygłosił homilię i połamał się z nimi symbolicznie opłatkiem w podziemiach Instytutu Teologicznego. Prowadzący pasieki w powiatach: Łomża, Zambrów, Kolno, Grajewo i Wysokie Mazowieckie dowodzą pożyteczną armią, bez której nie owocowałaby większość roślin, złożoną z mniej więcej 4 000 rodzin pszczelich.

Wiesław Grzymała z dumą kontynuuje blisko stuletnią rodzinną tradycję, zapoczątkowaną w 1919 r. przez dziadka Jana Nienałtowskiego w Małachowie k. Wizny. Dziś prezes ma 80 uli, 31-letni syn Stanisław – 50. To pasieka wędrowna, przewożoną w różne miejsca, gdzie akurat kwitną rośliny ze smakowitościami dla pszczół, które przy okazji zapylają bogaty świat flory, służący także ludziom. W szacunkowej ocenie prezesa, z jednego ula można we w miarę ciepłym i suchym roku otrzymać ponadto przeciętnie 15 kg miodu. Niestety, bywają też lata chude, gdy pracowite pszczółki zdołają zebrać zaledwie tyle, aby im samym wystarczyło na przetrwanie zimy. Czasem trzeba je dokarmiać.

Pasieka z dziadka na ojca, z ojca na syna
- W tym zawodzie nie powinno się mieć podejścia biznesowego, bo pszczelarstwo to bardziej pasja niż typowy zawód – tłumaczy prezes Grzymała. - Dobry pszczelarz powinien, przede wszystkim, dbać o swoje pszczoły, a one się odwdzięczą i przyniosą efekty finansowe. Jeśli wszystko w pasiece robi się z myślą o pełnych słoikach, beczkach i pieniądzach, to można na koniec bardzo się zdziwić.      Marian Herbaczewski z Łomży ma 76 lat i już jako sześciolatek dostał od swego ojca Stanisława (1906 – 1987) podkurzacz z dymkiem, by uspokajać zaniepokojone działaniami człowieka pszczoły w rodzinnej pasiece, po której nawet zostały w ogródku dwa staruteńkie ule dziadka. - Uczciwych i łaskawych dla otoczenia ludzi pszczoły nie żądlą – twierdzi z uśmiechem spadkobierca tradycji. - Oszustów i kanciarzy, którzy chcą szybko i łatwo zarobić, pszczoły się nie trzymają. Sprawdziłem na własnej skórze, bo na jad jestem od ćwierć wieku uodporniony. Te ranki po żądłach przemywam wodą utlenioną, żeby bakterie się nie zalęgły. To nie jad pszczeli jest groźny, tylko dziwne bakterie.

Tani miód w sklepie to miód „oszukany”
Młodszy od łomżyniaka o pół wieku Krzysztof Sawicki z Czarnocina k. Piątnicy również za swoją pasję uznał pszczelarstwo – uli 30, idąc w ślady taty Adama Sawickiego (lat 63 – uli 40), dziadka Jana i pradziadka Bolesława. Rok temu „ulik” przed ołtarz zbudował tata, a teraz – syn. Przekonany o wartości swojej pracy pszczelarz junior, najmłodszy podczas dzielenia się opłatkiem, również za podstawę owocnych zajęć z pszczołami uważa anielską cierpliwość, zamiłowanie do pożytecznych owadów i wiedzę fachową na temat ich życia osobniczego i w rojach. Wręcz to samo twierdzi dr Marian Czerski (lat 65), powiatowy lekarz weterynarii w Łomży. Jego zdaniem, nieduże rodzinne pasieki są w d. Łomżyńskiem prowadzone w sposób profesjonalny, z wielkim oddaniem i sercem. - Nasi pszczelarze mogą hodować pszczoły w czystym i zielonym środowisku naturalnym – zauważa dr Czerski. - Niestety, postępująca chemizacja upraw powoduje, że rodziny pszczele nie zawsze są w dobrej kondycji zdrowotnej. Oprócz tego, zaczęły dominować duże uprawy kukurydzy, natomiast pszczoła bardziej woli zboża, trawy, kwiaty, grykę i wrzosy. Z kwiatów drzew także zrobi pożytek. 
- Niestety, w ostatnich latach pszczelarstwo napotyka na coraz więcej problemów – w podobnym tonie wypowiadał się ks. biskup Bronakowski w homilii. - Zatrucie powietrza, szkodliwa nadmierna chemizacja rolnictwa i zalewające nasz rynek produkty ze Wschodu to dodatkowe problemy, które wymagają odpowiedzialnej postawy i polityki rządzących. Pszczelarzom również trzeba pomagać.

Malutka pszczoła uczy człowieka pokory
Zanim jakaś regionalna, kontynentalna czy globalna pomoc nadejdzie, pszczelarze pomagają sobie sami. Ojciec i matka synowi, a mężowi żona, jak Teresa Sawicka, prowadząca ze swymi bliskimi w Czarnocinie gospodarstwo upraw ekologicznych, gdyż ogrodnictwo i pszczelarstwo się uzupełniają. - Pszczoły trzeba lubić, bo to nie jest ich wina, że czasem dają mało miodu, a czasem nie dają wcale – podkreśla gospodyni. - Czasami mieliśmy takie lata, że miodu starczało na zakarmienie na zimę...
- Coraz mniej młodych kontynuuje tradycję rodzinną – wzdycha małżonek. - Wolą łatwiejsza życie.
Pszczelarze w galimatiasie obowiązków przy doglądaniu i opatrywaniu uli, niezmiennych pór roku, zmiennych temperatur, frontów atmosferycznych, koniunktur rynkowych czy kierunków polityki rolnej i żywnościowej, zachowują spokój i pogodę ducha. Jak mówią – każda pszczoła uczy pokory. - Życzę nam wszystkim i naszej Ojczyźnie, aby była krainą chlebem pachnącą, mlekiem i miodem płynącą – mówił przed podzieleniem się z pszczelarzami symbolicznie opłatkiem biskup Tadeusz Bronakowski, który wspomniał, że z tą szczęśliwością nie jest w Polsce zanadto dobrze, skoro co roku za granicę emigruje i zwykle nie powraca aż 70 000 młodych rodaków. - To tak jakby w tym roku zniknęła z mapy naszego kraju cała Łomża, rok wcześniej Ostrołęka, a dwa lata temu Suwałki.

Mirosław R. Derewońko

Fot. Gabor Lorinczy

161121091207.gif
cz
pon, 09 grudnia 2013 08:27
Data ostatniej edycji: 2013-12-10 10:41:36

 
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0