sobota, 10 grudnia 2016 napisz DONOS@
Gazeta Bezcenna nr 531

Pobici przez policjantów

Jeden chłopak od kilku dni leży w łomżyńskim szpitalu, u drugiego laryngolog stwierdził „dziury w uszach”. Obaj, z grupą 10 innych osób, w sobotę bawili się na osiemnastce w jednym z mieszkań w łomżyńskim bloku. Nocą została wezwana policja, bo było za głośno. Jak relacjonują uczestnicy urodzinowej imprezy policjanci przyjechali nie po to by ich uciszyć, ale... pobić.
- Michał dostał od razu w mieszkaniu trzy strzały bo się śmiał – mówi Mateusz, który dostał na komendzie.
- Wobec dwóch osób policjanci zastosowali środki przymusu bezpośredniego w postaci gazu, kajdanek i pałki – przekazuje sierż. szt. Ewelina Szlesińska, oficer prasowy KMP w Łomży. - Te osoby były agresywne.
- Michał nigdy nie był agresywny – zapewnia matka jednego z zatrzymanych chłopaków, który w dalszym ciągu leży w łomżyńskim szpitalu. - Nie może wstać. Jak staje, to kręci mu się w głowie i wymiotuje. Lekarze mówią, że muszą go obserwować, bo nie wiedzą, dlaczego tak jest.

- Około godziny 1:00,  dyżurny łomżyńskiej Policji otrzymał telefon od mieszkańca bloku z prośbą o pomoc – podaje sierż. szt. Ewelina Szlesińska. - Według osoby zgłaszającej, w mieszkaniu słychać było głośne krzyki, głośną muzykę. Ze zgłoszenia wynikało też, że pod tym samym adresem dochodziło już do zakłóceń ciszy nocnej, ostatnie miało miejsce trzy dni wcześniej. 
Policjantka tłumaczy, że uczestnicy zabawy nie reagowali na polecenia  zachowania zgodnego z prawem, w związku z czym został wezwany drugi patrol na miejsce. 
- Siedzieliśmy w dużym pokoju, gdy policjanci weszli sami. Coś tam było w korytarzu, ale ja nie wiem. Gdy policjantka weszła do pokoju, Michał się zaśmiał, bo ktoś powiedział coś śmiesznego. I ta policjantka wtedy go uderzyła trzy razy – relacjonuje Mateusz. - Czy był alkohol? Był. Czy była za głośna muzyka? Na pewno tak. Ale nikt się tam nie awanturował, nie było żadnej burdy. 
Według uczestników imprezy, policjanci pozwolili większości z nich wyjść.
- Ja też chciałem wyjść, ale mi powiedzieli, że zostaję – opowiada Mariusz. - Na korytarzu byli już inni policjanci. Zakuli nas w kajdanki, a mnie zabrali razem z Michałem. Były cztery radiowozy pod blokiem. Z pół godziny siedzieliśmy w samochodzie pod komendą. To tam dostaliśmy gazem - „macie, aby wam się nie nudziło”. Jak drugi raz psiknął, to było już nie do wytrzymania. Krzyczałem, że mam astmę.
- W trakcie przewożenia dwóch mężczyzn jednym radiowozem, mężczyźni ci znowu zaczęli się agresywnie zachowywać – przedstawia, na podstawie ralacji policjantów, inny obraz tych wydarzeń oficer prasowy KMP w Łomży. - Kopali i uderzali w ściany pojazdu. Policjanci, po wezwaniu do zachowania zgodnego z prawem, zastosowali środki przymusu bezpośredniego w postaci gazu, a następnie  założyli kajdanki i kontynuowali doprowadzenie.
- Ja przyjąłem mandat 300 zł – mówi Mariusz. - Jak wychodziłem, to dostałem „abym pamiętał”.
Policjantka potwierdza, że zatrzymani mężczyźni z samochodów stojących przed komendą wyprowadzani byli pojedynczo. Mówi, że trzy osoby spośród doprowadzonych, zdecydowały się od razu przyjąć mandaty karne za hałasowanie i zostały zwolnione do domu. Dwie z pięciu zatrzymanych odmówiły przyjęcia mandatów i „wobec nich miały być przeprowadzone czynności prawne w budynku komendy”. 
- Jeden z mężczyzn, po badaniu alkomatem (ponad 1,7 promila alkoholu w organizmie) zaczął się nagle agresywnie zachowywać w stosunku do policjantów. Według relacji policjantów, próbował ich kopać, po czym między innymi uderzył głową o ścianę oraz o siatkę zabezpieczającą okno – przekazuje sierż. szt. Ewelina Szlesińska. - Jego zachowanie stanowiło zagrożenie również dla niego samego, dlatego natychmiast podjęto decyzję o zastosowaniu wobec niego środków przymusu bezpośredniego w postaci najpierw siły fizycznej, a gdy ta nie poskutkowała, użyto pałki służbowej, zgodnie z obowiązującymi przepisami. 
- Nie byłem agresywny – twierdzi Mateusz. - Jak dostałem w twarz, to aż mi głowa odskoczyła. Mówiłem, żeby mnie nie bił, bo miałem trepanację czaszki. Wtedy dostałem pałką.
Co się w tym czasie działo z Michałem nie wiadomo. Mariusz mówi, że gdy był wyprowadzony z samochodu Michał jeszcze raz dostał gazem. Obaj z Mateuszem czekali na kolegę po komendą, gdy podjechała karetka. 
- Widzieliśmy, że przyjechała do Michała – opowiadają. - Zadzwoniliśmy do jego mamy, aby jechała do szpitala.
- Ostatni mężczyzna wobec którego miały być podjęte czynności, podczas wyprowadzania z radiowozu do budynku, około godziny 2:11, zaczął słaniać się na nogach i tracić przytomność – podaje policja. - Natychmiast, 3 minuty po tym fakcie, zostało wezwane pogotowie. W czasie oczekiwania na  karetkę mężczyzna ocknął się, i jak podają policjanci, wpadł w szał. Pomimo założonych kajdanek, zaczął się szarpać, krzyczeć, zachowywał się agresywnie. 
Jak mówi policjantka, mężczyzna miał być agresywny także po przyjechaniu karetki, dlatego lekarz podjął decyzję o podaniu mu środków medycznych i poprosił o asekurację policjantów podczas dowiezienia do szpitala. 
- Po dowiezieniu do szpitala, na prośbę lekarza, policjanci nadal udzielali pomocy wobec tego mężczyzny – przekazuje Ewelina Szlesińska.
- Gdy otworzyli drzwi karetki Michał, leżał w kajdankach, był nieprzytomny – relacjonuje jego matka, która zaalarmowana przez kolegów właśnie wtedy przyjechała pod szpital. - Na izbie przyjęć oprzytomniał, tarzał się, wił się z bólu i błagał „mamusiu, nie zostawiaj mnie”, „mamusiu, pomóż mi”. On nie był agresywny, on błagał o pomoc. Był pobity. Jeszcze dziś ma podbite oko, guzy na głowie i pasy na szyi, bo mówi, że policjanci dusili go kajdankami. 
Michał na izbie przyjęć uskarżał się na bóle w klatce piersiowej i mówił, że się dusi, i kilka razy zapadał w bezdech. Podano mu tlen, kroplówkę i zastrzyk. I poprawiło się. Rano matka zabrała go do domu.
- Długo spał, ale gdy wstał, znowu zaczął się wić z bólu, dusić i wymiotować. Wezwałam karetkę pogotowia i znowu zastał zabrany do szpitala, gdzie leży do dziś -  mówi.  
Jeszcze w środę – jak relacjonuje matka – Michał nie mógł wstać, bo kręciło mu się w głowie i wymiotował. Kobieta złożyła zawiadomienie w prokuraturze o pobiciu jej syna przez policjantów. Zawiadomienie o pobiciu złożył też Mateusz. Ich wpłyniecie potwierdza prokurator Maria Kudyba, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łomży. Jak mówi, zostały wszczęte czynności sprawdzające. Postępowanie prowadzone jest w kierunku  przestępstw opisanych w artykule 231 kodeksu karnego w związku z art. 158 kk. Pierwszy z nich dotyczy funkcjonariusza publicznego, który, przekraczając swoje uprawnienia działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, drugi odnosi się bezpośrednio do pobicia, w którym naraża się człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo uszczerbku na zdrowiu. 
Jak podaje sierż. szt. Ewelina Szlesińska do policji dotychczas żadna skarga na interwencję nie wpłynęła. Niemniej w związku z otrzymanym od nas sygnałem, Komendant Miejski Policji w Łomży polecił wszcząć postępowanie wyjaśniające w powyższej sprawie, które będzie miało na celu przeanalizowanie przebiegu całej interwencji.

161121091207.gif
cz
cz, 24 października 2013 08:10
Data ostatniej edycji: 2013-10-24 08:49:00

 
161109032208.jpg
 
4lomza.pl Regionalny Portal Copyright © Speed s.c. 2005r - 4too v.1.0