Dom społecznej pociechy
- Jesteśmy taką małą fabryczką. Na Boże Narodzenie wyślemy około tysiąca kart, wykonanych przez mieszkanki Domu Pomocy Społecznej w Łomży – opowiadał kierujący nim od 28 lat dyrektor Franciszek Chrzanowski podczas otwarcia wystawy twórczości dziewcząt i kobiet niepełnosprawnych intelektualnie. - Niektóre z kart świątecznych są haftowane, inne wyklejane, a część zaprojektowana i wydrukowana komputerowo. Jednak nie tylko barwne widoczki choinek z bombkami prezentuje Galeria N w Klubie Garnizonowym. Aż ćmi się w oczach od budzących podziw wytworów rąk mieszkanek Domu przy ul. Polowej...
Najmłodsza z mieszkanek DPS ma siedem lat, najstarsza – już 56... Codziennie104 podopieczne od godz. 9 do 12.30 tworzą takie arcydziełka. Niektóre kunsztu rzemiosła przypominającego sztukę uczą się rok, innym zajmuje to kilka lat.
- Co nieco wymyślam sama, a co nieco pani – wyjawia skromnie Renata Ramotowska z Węgorzewa, pokazując urocze, obwieszone owocami rajskie drzewko z gliny, do którego podlatuje różowy motylek. - W Domu mieszkam siedem lat i jestem zadowolona z zajęć, bo sama chcę to robić.
Dyrektor Franciszek Chrzanowski proponuje osobom szukającym pracy w Domu Pomocy Społecznej „wycieczkę po zakładzie”. Większość z często specjalistycznie wykształconych do pracy z upośledzonymi – rezygnuje.
- Praca w DPS jest trudna, wymaga zaangażowania i cierpliwości – tłumaczy dyrektor. - I pokochania tych pociech...
Ewa Paszkowska z Łomży to terapeutka po pedagogice i jeden z 90 pracowników DPS. Prowadzi zajęcia w pracowni wikliny. Pracuje tu od pięciu lat. Przyznaje, że kiedy zaczynała, pierwsze wrażenie było przygnębiające.
- Z czasem przychodzi satysfakcja, gdy widać postępy w umiejętnościach mieszkanek – mówi terapeutka. - Istotnym elementem jest przełamanie trudności w pracy z wikliną, która wydaje się giętka, ale często się łamie i kruszy. Wówczas ustępuje zniechęcenie...
Pracująca w DPS ponad 24 lata Urszula Ustaszewska prowadzi pracownię haftu. Z dumą pokazuje rozłożone na stoliku serwety w stylu richelieu i serwetki. Centralne miejsce zajmują prace Urszuli Sarajew z Białegostoku. Mieszkanka pamięta jeszcze poprzednią terapeutkę.
- Pani Jasia Rafałowska uczyła mnie haftować – wymawia z trudem słowa. - Potrafię też zrobić serwetkę na szydełku i szalik na drutach.
Jedna z pomalowanych na złoto rzeźb to gruba rozłożona księga. Na karcie zapisana obok portretu papieża myśl Jana Pawła II: „Człowiek jest tyle wart, ile może dać innym”. Ile warte są upośledzone umysłowo dziewczęta i kobiety, które mozolnie latami malują, wyszywają i lepią dowody swego istnienia...? Często bez kontaktu z rodziną. Część dziewcząt po 18 roku życia krewni zabierają z powrotem. Część do domu nie wróci nigdy, bo lekkie upośledzenie w okresie dojrzewania przechodzi w głębokie. Może warte są zatem naszej życzliwej uwagi, uśmiechu, gdy idą w parach ulicami Łomży...?
Mirosław R. Derewońko
PS. Wernisaż twórczości mieszkanek DPS urozmaicili prowadzonym przez Marię Oleksiak koncertem artyści Filharmonii Narodowej w Warszawie: Anna Niedziałkowska (skrzypce), Roman Siwek (puzon) i Robert Skiera (fortepian).