„G... cię to obchodzi”
Boli mnie kark, głowa, łopatka i lewe kolano. Zostałem skopany, więc skutki pobicia odczuwam na całym ciele – mówi Pan Krzysztof, który w rocznicę śmierci Jana Pawła II został pobity. Stało się to tuż obok ołtarza, przy którym 34 lata temu święty odprawiał mszę świętą nie tylko dla łomżyniaków.
W środę 2 kwietnia, Pan Krzysztof modlitwą chciał uczcić 20. rocznicę śmierci Papieża Jana Pawła II. W tym celu, około godziny Jego śmierci, czyli 21:37, wybrał się pod ołtarz papieski w Łomży, by w ciszy, z różańcem w ręku, oddać się kontemplacji. „Chodziłem dookoła ołtarza papieskiego, także alejkami tuż obok drogi krzyżowej i odmawiałem różaniec”. Ciszę, której szukał łomżyniak co chwilę przerywały głośne śmiechy, bluzgi i dźwięk bitych butelek.
Po modlitwie udał się w stronę pobliskiej galerii. Przechodząc obok pomnika pamięci Sybiru i katastrofy smoleńskiej, ciągle słyszał wulgaryzmy i bite szkło. Postanowił zwrócić uwagę młodzieży bawiącej się za obeliskiem, tuż przy stacji drogi krzyżowej graniczącej z działką miejską, na której stoją przyrządy do ćwiczeń. Dostrzegł stojących tam około 5 chłopaków i 4 dziewczyn. Jego zdaniem mogli mieć około 17-20 lat.
Bawiącej się młodzieży przypomniał, że to nie miejsce i pora na takie zachowanie i jak opowiada - prosił, by się uspokoili. Jeden z chłopaków, chyba Polak, podszedł do niego i sypał wulgaryzmami. „G... cię to obchodzi” - krzyczał. Taką odpowiedź Pan Krzysztof skwitował „nie chcecie, to zadzwonię na policję” i się odwrócił. Wtedy to jeden ze stojących tam chłopków agresywnie go zaatakował. Zaczęła się szarpanina między nim, a chłopakiem, na którego stojące obok dziewczyny wołały Ahmed. W pewnym momencie łomżyniak znalazł się na ziemi w pozycji żółwia. Napastnicy, bo kopał go nie tylko ten który zaatakował, okładali go po całym ciele. Dziewczyny, które stały obok, szybko zaczęły odciągać kolegów. Panu Krzysztofowi pomogły wstać, świeciły latarkami by pozbierać jego rzeczy, które wypadły z rozdartej torebki. Dziewczyny przyznały się wtedy, że miały 17, 18 i 19 lat.
Choć skutki pobicia Pan Krzysztof odczuwa na całym ciele, to uważa, że dzięki temu, że potrafi się obronić, nie skończyło się to gorzej. Mężczyzna wrócił do domu i dopiero po rozmowie z żoną, następnego dnia udał się na policję. Komenda Miejska Policji w Łomży potwierdza wizytę łomżyniaka, ale nie skończyła się ona złożeniem wniosku o ściganie. Pan Krzysztof tłumaczy to w ten sposób, że osoba, z którą rozmawiał sugerowała, że skończy się to powództwem cywilnym, a to dla niego oznacza sporo czasu i „biegania”.
O zdarzeniu na cmentarzu niedaleko kościoła, ku przestrodze, opowiedział proboszczowi Parafii Miłosierdzia Bożego. Ks. Jacek Czaplicki, który od 3 lat sprawuje tę funkcję przyznaje, że w czasie letnim bardzo często parafia rano sprząta z tego terenu pobite butelki. Po raz pierwszy jednak doszło w tym miejscu do takiej sytuacji jak u Pana Krzysztofa.
„Kiedyś, jak zwracało się uwagę, to młodzież przepraszała i odchodziła” - kwituje Pan Krzysztof.