Kiedy ruszy mammograf?
Rocznie w Polsce na raka piersi zapada ponad 10 tys. kobiet, przy czym połowa z nich umiera. Problem polega na późnym rozpoznaniu choroby, zwykle w znacznym stadium zaawansowania oraz długotrwałym procesie diagnostycznym. Jednocześnie wiadomo, że wykryty we wczesnym stadium nowotwór może być w pełni wyleczalny, a także pozwala niejednokrotnie na zachowanie piersi, bez konieczności okaleczenia, jakim jest jej amputacja. Do tej pory łomżanki, które wykryły u siebie w piersi „guzek”, aby przeprowadzić specjalistyczne badania musiały jechać do Białegostoku albo Warszawy. Długa podróż, kilkugodzinne oczekiwanie w kolejce na badania i kilkudniowe wyczekiwanie na ich wyniki potęgowały stres... Teraz ma być choć trochę łatwiej... Niestety zamontowany w ubiegłym miesiącu w łomżyńskim szpitalu nowoczesny mammograf w dalszym ciągu nie wykonuje badań.
Mammograf jest ale badań nie robi
Mammograf stoi już w szpitalu od ponad trzech tygodni, ale póki co badań nie robi. Urządzenie musi odebrać specjalna komisja powołana przez sanepid, a to się opóźnia. Zrobiono jedne badania, później był długi weekend – mówi Jan Bajno, z-ca dyrektora szpitala. Są pewne procedury, których nie możemy przeskoczyć. Trzeba czekać – dodaje. Tymczasem, po ogłoszeniu w lokalnych mediach, że mammograf już jest coraz więcej kobiet pyta o możliwość wykonania tych badań w Łomży. Pacjentki dzwonią do szpitala i do łomżyńskich amazonek... Prezes Stowarzyszenia Anna Dąbrowska nie kryje zdenerwowania. Biurokratyczne wymogi opóźniają możliwość wykonania tych badań - mówi. Prezes Dąbrowska podkreśla, że tym samym może zostać zmarnowana szansa na ocalenie czyjegoś życia. Nadal panie muszą jechać do Białegostoku, Warszawy, stać w kolejkach, a później po kilku dniach ponownie tam wracać po wyniki, a aparat w Łomży stoi i czeka – mówi Anna Dąbrowska.
Miał być, ale nie ma
Mammograf czeka tylko na papierek, ale brakuje także „pistoletu” do biopsji. Dr Ryszard Wagner, kierownik Zakładu Diagnostyki Obrazowej łomżyńskiego szpitala podkreśla, że ogłoszony przez szpital przetarg dotyczył całości kupna, montażu i uruchomienia mammografu z działającą przystawką stereotaktyczną umożliwiającą pobieranie do badań fragmentu „podejrzanej” tkanki. Tymczasem okazało się, że dostawca przywiózł wszystko, ale w komplecie nie ma tzw. „pistoletu”, którym pobiera się z wnętrza piersi tkankę. Brak pistoletu sprawia, że o ile sam mammograf może pracować, to przystawka póki co jest bezużyteczna. Dyrektor Jan Bajno dodaje, że brakuje także innych elementów, które być powinny i które dostawca musi dostarczyć. Podkreśla, że monit do dostawcy został już wysłany i teraz w szpitalu czekają na odpowiedź. Jak twierdzi, zapisy w dokumentacji przetargowej są bardzo jasne i nie może być mowy o tym, że dostawca sądził, że sprzeda wszystko, ale bez „pistoletu”, który później szpital musiałby u niego dokupić, jeśli chciałby z przystawki korzystać. Pewno wykonawca chciał trochę zachachmęcić, ale nie ma szans – zapewnia dyrektor Bajno. Dodaje też, że szpital nie będzie ponosił dodatkowych kosztów związanych z jego zakupem. Sam „pistolet” kosztowały bowiem około 40 tys. zł.