Strumień prawdy
Na podmoskiewskim lotnisku zginął wpływowy biznesmen, bo jego samolot zderzył się z pługiem śnieżnym. Sprawdziłem szybko on line, kamery internetowe, dzięki którym można odwiedzać stolicę Rosji z każdego zakątka świata nie zaobserwowały śniegu ani wtedy, ani też wcześniej. „Rosja to stan umysłu” - krzyczy Internet i przyjmuje do wiadomości, że kierowca pługa był pijany.
Ilia, który spędził tam dwadzieścia lat swojego życia potwierdza – tam ludziska piją na potęgę. Tylko ostatnio chyba jakoś bardziej niż kiedyś. Aż dziw bierze, że chmura oparów nie dopadła nas jeszcze niczym popromienny opad z Czarnobyla. Mimo wszystko, nie mogę pozbyć się wrażenia, że wydarzenie to jest pomnikiem Prawdy Czasu. Prawdy, która ma niewiele wspólnego z tą rzeczywistością i jeszcze mniej z wersjami wydarzeń. Jakoś dziwnie skończył się czas końca historii. Wieszczyły nam o tym elity jeszcze kilka lat temu. Wtedy wydawało się, że takie samoloty nie spadają, spełnieni ludzie nie popełniają samobójstw, strzelając w siebie kilka razy dla pewności. Teraz to zupełnie co innego. Do tego stopnia, że marszałek sejmu zapomniał to, co było nieprawdą. Zdarza się wielu z nas zapewne, że po jakimś czasie zapominamy o pewnych zdarzeniach, które miały miejsce. Jednak aby zapomnieć to, czego nie było, trzeba być człowiekiem wyjątkowego formatu.
A co u nas? Kandydaci, pozbawieni globalnych tematów, starają się nadrobić lata zaległości na lokalnej niwie. Może nie mają się czym chwalić? Mimo wszystko, „są zaszczyceni” zwróceniem nawet najmniejszej uwagi na siebie i już „nie uświetniają własną osobą wydarzeń publicznych”, bo przecież są skromni. Ujawnianie cnót wszelakich powinno być prawnie zakazane przed wyborami. Zresztą, podobnie jak mówienie prawdy o kontrkandydatach. Istnieje ryzyko, że to właśnie na ten front walki przerzuciłyby się dywizje politycznych przeciwników. Tymczasem trwa walka na konferencje prasowe i przekonywanie, że to, co bez sensu, jakiś sens ma.
Podróżując od ogółu do szczegółu – stan Łomży, ubyło prawie 400. Oficjalnie. Ilu z nas wychuchało naprawdę? Nie wiadomo. To dane Głównego Urzędu Statystycznego. Ostatnie badania Eurostatu, w odniesieniu do całego kraju, pokazują że za 35 lat ubędzie nas w Polsce jakieś 7 milionów. Te problemy w przestrzeni publicznej jakoś nam umykają. Tymczasem niebawem może tu, już nie być nikogo, kogo można byłoby poinformować, i nikogo, komu można by się zaprezentować.
Mariusz Rytel