To będzie piękny październik. Felieton literacki.
Nagłówki zapowiadają: będzie piękny październik, piękna jesień. Temat znany - od wierszy po romantyczne powieści. Każda pora roku ma jednak swoją scenografię i swoich bohaterów. A może nawet superbohaterów.
Weźmy taką zimę. Nadchodzi znienacka, bez skrupułów, i rozsypaną bielą pochłania całe miasto. Po pierwszym większym śniegu Łomża wygląda, jakby była z niego ulepiona. Szary Stary Rynek staje się wypłaszczoną taflą, którą momentalnie pokrywają wydeptane ścieżki przechodniów. Nieodśnieżony nosi na sobie mapę dróg prowadzących dalej w miasto. Osiedle Południe ze swoimi wysokimi blokami przypomina krajobraz po końcu świata: niemrawo oświetlone mieszkania, lampy z pochylonymi głowami, z których osypuje się gęsty śnieg. Trochę to apokaliptyczne.
I w tej zimie my - przyodziani w szaliki, czarne i szare płaszcze, ciepłe kurtki - schylamy głowy: aby do przodu. Aby do domu. Aby przetrwać pierwszą śnieżycę. Bohaterskie czyny w alejkach Parku Papieskiego, na chodnikach Alei Legionów.
Przychodzi mróz i zaczynają straszyć:
Dzisiaj: −16°C. Uważajcie na dzieci, przedszkola mogą być zamknięte, kierowcy - nie zapominajcie o zimowych oponach. Jest niebezpiecznie na drogach. A kiedyś bywało: −28°C. I nikt nie walczył o życie. Życie toczyło się bez bohaterskich czynów.
Potem z lodu i mrozu rodzi się wiosna. Ma najgorzej, bo musi urosnąć. Z białego zrobić zieleń. Musi być rozdmuchana przez wiatr i porwana w chmury. Powinna rozlać się nad Narwią, ale ostatnio nie bardzo jej to wychodzi, bo cierpimy na brak wody. Rzeka bez wiosny umiera i nie ma jej w wiosennej rozpisce.
I nagle, z pierwszym ciepłem, chodniki zapełniają się biegającymi - w dresach, sportowym obuwiu, w parach i samotnie. Kobiety bohatersko walczą z noworocznymi postanowieniami, chłopcy z planami na płaski brzuch, a droga do Jednaczewa korkuje się przez ćwiczących oraz starsze pary z psami. Z radością zdobywamy ciepłe oddechy, a prawie seledynowa zieleń ogłasza, że udało nam się dotrwać do kolejnej wiosny.
A kiedy przekwitnie, ciepło wprowadza do miasta zupełny luz. Urlopy, brak korków. Plażę miejską zaczynają zajmować stali bywalcy i ci, którzy są tu przypadkiem, bo nie mają pomysłu na spędzenie soboty. Słońce okłada skórę poparzeniami i trzeba umieć się przed nim uchronić. Tylko ci panowie, brązowi od słońca, stoją nad brzegiem rzeki w postawie sugerującej zwycięstwo - ramiona dumnie podparte na biodrach, ciągły uśmiech. Czyn bohaterski związany z pokonaniem rozpalonego słońca. Wzory do naśladowania dla nieświadomych poparzeń. Żywe pomniki na żółtym piasku.
Tak, lato ma zdecydowanie swoich bohaterów.
A finał tej opowieści jest taki, że jesień jest najbardziej polską porą roku. Każdy do niej wzdycha i cieszy się, że jest słoneczna. Nasze dobro narodowe ustrojone w żółte i pomarańczowe kolory, w totalny, bezdeszczowy spokój, który melancholijnie wprowadza na ulice ciszę.
Bohaterów już nie ma - są wspomnienia lata i odsuwana na bok myśl o nadchodzącej zimie. Rodziny spędzają ze sobą niedziele, spacerem wracając z porannej mszy. Dzieci pochłonięte kasztanami, które za chwilę przydadzą się na lekcje plastyki - tylko rodzice jeszcze o tym nie wiedzą.
Park im. Jakuba Wagi, ten trochę zapomniany, staje się łatwo prześwietlany przez słońce, a jego specyficzny zapach przypomina rozdeptane jabłko. Mieszkańcy pobliskich osiedli siadają na ławkach i prowadzą rozmowy o wysokich cenach paliw i złym rządzie.
To będzie piękny, ciepły październik.
Będziemy się do siebie uśmiechać. Będziemy mili - aż do pierwszych śniegów.
Rafał Mikołaj Krasucki