PiS w Łomży zaczyna mówić Kononowiczem
Rosnący dług, podatki, zamrożone wynagrodzenia, słabsza waloryzacja, zagrożone programy społeczne i mniej inwestycji – taki obraz przyszłości pod rządami Koalicji Obywatelskiej przedstawili w Łomży politycy i samorządowcy związani z Prawem i Sprawiedliwością. Jedynym ratunkiem -jak wynika z wypowiedzi - jest zmiana władzy, bo inaczej nie będzie niczego.
Poseł PiS Bogumiła Olbryś wystąpiła w czwartek w Łomży w towarzystwie lokalnych działaczy i samorządowców, by ze zdjęciem premiera Donalda Tuska mówić o „Nowej 5 Koalicji Obywatelskiej”.
– Kształtujący się budżet na 2027 rok jest przerażający – mówiła parlamentarzystka, wskazując przede wszystkim na rosnące zadłużenie oraz wysoki deficyt.
Ten ostatni rzeczywiście jest ogromny. W przyjętym przez Radę Ministrów projekcie budżetu państwa na 2027 rok zapisano 696,4 mld zł dochodów, 977,6 mld zł wydatków i 281,2 mld zł deficytu.
przewodniczący Rady Miejskiej Łomży Wiesław Grzymała,
poseł Bogumiła Olbryś i przewodniczący
Rady Powiatu Łomżyńskiego Sławomir Dębek
Co będzie, kiedy dług przekroczy 55 procent?
Jednym z głównych bohaterów konferencji był art. 86 ustawy o finansach publicznych. Poseł Olbryś i pozostali uczestnicy spotkania przedstawiali katalog konsekwencji, które – ich zdaniem – czekają Polaków po przekroczeniu przez państwowy dług publiczny poziomu 55 proc. PKB.
Mateusz Zagroba, zastępca dyrektora Powiatowego Urzędu Pracy w Łomży, alarmował, że Polska zbliża się do tej granicy, po przekroczeniu której może nastąpić ograniczenie waloryzacji rent i emerytur do poziomu inflacji i przedstawiał perspektywę ograniczenia dodatkowych świadczeń dla seniorów. Straszył m.in. wstrzymaniem 13. czy 14. emerytury, czy ograniczeniem świadczeń społecznych. Do tego grona należy chociażby 800+. Takiego automatyzmu w art. 86 nie ma, choć potrzebna jest konieczność ograniczenia wydatków, czy też znaczne zwiększenie dochodów.
Podatki. Konkret pojawił się przy CIT
Poseł Olbryś zarzucała rządowi zamiar radykalnego podnoszenia podatków, wymieniając VAT, PIT i CIT. Dopytywana o konkrety dotyczące VAT nie wskazała jednak ani stawki, ani grupy towarów, których podwyżka miałaby dotyczyć.
Konkret jest natomiast przy CIT, który jak mówiła ma wzrosnąć o 3%, co jej zdaniem uderzy w przedsiębiorców. Tu słowo uzupełnienia, że zmiana ma dotyczyć największych podatników osiągających przychody powyżej 50 mln euro rocznie oraz podatkowych grup kapitałowych.
W przypadku PIT rząd zapowiedział podniesienie pierwszego progu do 130 tys. zł i wprowadzenie stawki 24 proc. dla dochodów między 130 a 150 tys. zł. Według rządu na zmianach ma skorzystać około 3,5 mln podatników.
„Nie będzie” inwestycji i podwyżek?
Wiesław Grzymała, przewodniczący Rady Miejskiej Łomży, projekt budżetu kraju określił jako tragiczny. W trakcie wypowiedzi zaliczył przy tym znamienne przejęzyczenie, mówiąc, że sytuacja jest skutkiem „wieloletnich rządów Prawa i S…”. Szybko się poprawił, ale lapsus dobrze pokazywał, jak mocno konferencja opierała się na przygotowanym wcześniej podziale: za problemy odpowiada obecna władza, a PiS przedstawia się jako obrońca świadczeń, wynagrodzeń i inwestycji.
Sławomir Dębek, przewodniczący Rady Powiatu Łomżyńskiego, ostrzegał z kolei, że zahamowanie państwowych i samorządowych inwestycji odbije się na drogach, szkołach i innej lokalnej infrastrukturze.
– Tylko zmiana tego stylu rządzenia przywróci na właściwy tor naszą ojczyznę – podsumował.
PiS szuka języka na kampanię
Konferencję można więc odczytywać jako próbę zbudowania prostego przekazu przed przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi: jeżeli obecna władza pozostanie, państwo będzie musiało oszczędzać, a Polacy odczują to w swoich portfelach.
Stąd długa lista tego, czego może zabraknąć: podwyżek dla budżetówki, wyższej waloryzacji, części inwestycji czy świadczeń. W tym sensie przekaz przypominał znane hasło Krzysztofa Kononowicza, które przebiło się do popkultury, że „nie będzie niczego”.
Taka strategia pojawia się w momencie trudnym dla PiS. W sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” z 18–19 września KO miała 30,9 proc., PiS 17,3 proc., a Konfederacja 15,3 proc. Osobno 6,4 proc. uzyskało w tym badaniu ugrupowanie Mateusza Morawieckiego. To pojedynczy sondaż, a nie prognoza wyniku wyborów, ale pokazuje presję konkurencji, pod którą znajduje się dziś partia Jarosława Kaczyńskiego. Tu warto przypomnieć Krzysztofa Bosaka, lidera Konfederacji, który przed kilkoma dniami na Starym Rynku w Łomży mówił o konieczności szukania oszczędności w państwie.
Bogumiła Olbryś jako receptę wskazywała uszczelnienie systemu podatkowego, zwłaszcza VAT, reformę służby zdrowia oraz szukanie oszczędności w administracji i wydatkach rządu.
- To nie wydawanie dla kolesiostwa 4,5 mln zł – mówiła w kontekście afery z pomocą dla powodzian.
Jednocześnie powoływała się na propozycje Przemysława Czarnka dotyczące obniżenia akcyzy i VAT na paliwa. To z kolei oznacza zmniejszenie dochodów państwa. Widać tu trudność w pogodzeniu dwóch części przedstawianej recepty: szybkiego ograniczania deficytu i jednoczesnego obniżania części podatków.
Na pytanie, gdzie konkretnie powinny znaleźć się oszczędności, poseł odpowiadała ogólnie, że system ma być sprawiedliwy, pomagać trzeba tym, którzy tej pomocy potrzebują, a ograniczać wydatki zbędne. Nad programem, a więc nad szczegółami pracuje partia – dopowiadał Wiesław Grzymała.

