Tradycja Hubertusa ożywia ośrodek w Kisielnicy
Konie, pogoń za lisem, wspólne ognisko i przede wszystkim spotkanie ludzi, dla których Kisielnica jest miejscem dobrze znanym i ważnym. W niedzielę w Ośrodku Jeździectwa i Rehabilitacji Konnej odbył się Hubertus.
– Hubertus pomaga w integracji i kultywowaniu tradycji związanych z końmi – mówi Dariusz Domasiewicz, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Łomży, któremu podlega ośrodek w Kisielnicy. Jak podkreśla, wydarzenie adresowane jest przede wszystkim do osób korzystających z ośrodka – dzieci, ale również dorosłych.
Tegoroczny Hubertus był 41. w historii Ośrodka, i drugim po nadaniu ośrodkowi nowego impulsu.
Od polowania do jeździeckiej zabawy
Hubertus to tradycyjne święto myśliwych, leśników i jeźdźców, związane ze św. Hubertem, którego wspomnienie przypada 3 listopada. Polska tradycja obchodów sięga XVIII wieku i czasów saskich. Dawniej świętu towarzyszyły uroczyste polowania, a w majątkach ziemiańskich także konne biegi za lisem. W II Rzeczypospolitej hubertusy były popularne również w środowisku kawaleryjskim.
Z czasem rzeczywiste polowanie zastąpiła symboliczna pogoń. W jeździeckiej wersji Hubertusa „lisem” zostaje jeden z jeźdźców, który ma przypiętą kitę, a zadaniem pozostałych jest jej zerwanie. W Kisielnicy od lat dostosowywano tę tradycję także do najmłodszych. Dzieci szukały ukrytej lisiej kity lub uczestniczyły w zabawach odpowiednich do swoich umiejętności, podczas gdy bardziej doświadczeni jeźdźcy mogli spróbować klasycznej gonitwy.
W ten sposób dawne święto jeździeckie ma dziś przede wszystkim wymiar rekreacyjny i integracyjny. I właśnie taki charakter miał niedzielny Hubertus w Kisielnicy.
Wydarzenie wsparło Województwo Podlaskie oraz Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.
Kisielnica ma znowu żyć
Sam Hubertus jest też częścią znacznie większego planu dotyczącego przyszłości ośrodka. Kisielnica od ponad czterech dekad kojarzy się przede wszystkim z rehabilitacją dzieci przy pomocy koni. Ośrodek powstał 28 października 1981 roku, a od 1989 roku funkcjonuje w strukturach Szpitala Wojewódzkiego w Łomży. Przez lata hipoterapia i jeździectwo pomagały tu dzieciom z różnymi niepełnosprawnościami, a dla wielu z nich ośrodek stawał się miejscem nie tylko rehabilitacji, ale też rozwijania pasji.
Problemem pozostają jednak pieniądze. Jak pisaliśmy wcześniej, hipoterapia nie jest obecnie finansowana przez NFZ, dlatego szpital szuka sposobu, by zachować rehabilitacyjną funkcję Kisielnicy, a jednocześnie ograniczać koszty jej utrzymania. Jednym z pomysłów jest szersze otwarcie ośrodka na działalność komercyjną.
– Chcemy, aby Kisielnica z powrotem żyła – podkreśla Dariusz Domasiewicz.
Celem ma być doprowadzenie do sytuacji, w której działalność ośrodka będzie się bilansować. Stąd pomysł organizowania wydarzeń firmowych, spotkań prywatnych i innych przedsięwzięć, które mogą przynosić dochód, nie odbierając Kisielnicy jej podstawowej funkcji związanej z rehabilitacją.
Dziś w ośrodku jest 10 koni i trzy alpaki, kilka hektarów zieleni oraz – jak podkreśla dyrektor – ludzie zaangażowani w utrzymanie i rozwój tego miejsca.
Kolejnym krokiem ma być zabytkowy spichlerz. Dariusz Domasiewicz zapowiada, że jeśli uda się znaleźć pieniądze, obiekt mógłby zostać wyremontowany jeszcze w tym roku albo w przyszłym. Jego odnowienie byłoby kolejnym elementem przywracania dawnego charakteru Kisielnicy i jednocześnie stworzyłoby nowe możliwości wykorzystania całego kompleksu.





