Fenomenalny koncert na dzień Polskiego Dnia Bluesa w Łomży
Fenomenalny koncert amerykańskiego gitarzysty, harmonijkarza i wokalisty Hamiltona Loomisa zwieńczył trzynastą łomżyńską edycję Polskiego Dnia Bluesa. Świetnie zaprezentowali się również gospodarze tegorocznej edycji, łomżyński zespół Holy Water. Pomiędzy grającymi bardziej rockowo wykonawcami wystąpił solo Daniel „Danny Boy” Frontczak, prezentujący bluesa w bardziej kameralnej odsłonie.
Obchodzony corocznie w połowie września Polski Dzień Bluesa jest świętowany w Łomży nieprzerwanie od roku 2014, obecnie dzięki owocnej współpracy Nieformalnego Środowiska Muzyków Łomżyńskich z Miejskim Domem Kultury – Domem Środowisk Twórczych i odbywa się w Hali Kultury. Tegoroczna edycja imprezy została zorganizowana przez zespół Holy Water, a jego lider Bernard Krasuski zadbał o zaproszenie ciekawych i zróżnicowanych wykonawców. Tradycyjnie jednak na początku wystąpili gospodarze. Dla Holy Water był to występ szczególny, ponieważ zespół zaledwie dwa dni wcześniej miał koncertową premierę składu z nowym wokalistą Łukaszem Klocem. Koncert w Warce był bardzo udany, ale łomżyńsko-ostrołęcko-ciechanowiecki kwintet (ponownie wzmocniony przez harmonijkarza Marka Pęzę) w świetnych warunkach odsłuchowo-technicznych Hali Kultury zaprezentował się jeszcze lepiej. Nie zabrakło dopracowanego materiału autorskiego, w tym „Bladego świtu” z planowanego czwartego albumu, grupa zaprezentowała również szereg coverów. Były więc „La Grange” ZZ Top, „Roadhouse Blues” The Doors i „I'd Love To Change The World” Ten Years After, a do tego niespodzianki. Tą pierwszą okazała się efektowna, trwająca blisko osiem minut, przeróbka wielkiego przeboju „Long Train Running” The Doobie Brothers, a na finał zabrzmiał, znany już z koncertów grupy od lat, „Trippin” Siena Root, który nabrał jednak jeszcze bardziej psychodelicznego, swobodnego charakteru.
Z kolei Daniel „Danny Boy” Frontczak potwierdził, że blues broni się również w bardziej kameralnej odsłonie, tak, jak grano go w latach 20. i 30. ubiegłego wieku. Łódzki artysta wykonał zarówno materiał autorski, pochodzący z albumu sygnowanego nazwą Danny Boy Experience, z „Zapomnij mnie” i „Bottle Of The Blues” na czele, ale chętnie sięgał też po standardy. Nie tylko bluesowe, vide „Personal Jesus” Depeche Mode, ale dominowały utwory wykonywane niegdyś przez Bessie Smith, Roberta Johnsona czy Johna Lee Hookera, a liczna publiczność szczególnie gorąco zareagowała na „Laylę” Claptona.
Po krótkiej przerwie klimat zmienił się diametralnie, bowiem na scenie pojawił się gitarzysta, harmonijkarz i wokalista z Teksasu Hamilton Loomis. Nie był to rzecz jasna pierwszy występ gitarowego wirtuoza w ramach imprezy, by przypomnieć doskonały koncert słowackiego mistrza René Lacko i popis naszego wybitnego gitarzysty Grzegorza Kapołki, jeszcze za czasów, kiedy Polski Dzień Bluesa towarzyszył Łomża Blues-Rock Festiwal, ale Loomis zachwycił wszystkich.
Nie tylko gitarową wirtuozerią, ale też scenicznym luzem, umiejętnością błyskawicznego nawiązania kontaktu z publicznością i ogromnym poczuciem humoru. Do tego na scenie dzielił się i troił, zwłaszcza kiedy błyskawicznie przechodził od partii wokalnych do harmonijkowych, cały czas grając przy tym na gitarze, a do tego wplatał w swoje utwory cytaty z klasyków reggae („Jamming”) czy hard rocka („Smoke On The Water”). Zadanie miał ułatwione o tyle, że towarzyszyła mu wyśmienita sekcja rytmiczna: znany z wielu projektów, od rocka do jazzu, basista Roger Inniss i perkusista Darren Buzzoni, ale oczy publiczności były zwrócone przede wszystkim na lidera. Loomis postawił na materiał autorski, utrzymany w stylistyce dynamicznego, ale niepozbawionego też przebojowości blues rocka, jak „Sugar Baby”, „Bad Intentions”, „Stuck In A Rut” i ballada „Breaking Down”. Nie zapomniał też jednak o swoich teksańskich korzeniach, sięgając po „Tush” ZZ Top. Kulminacyjnym punktem jego występu była jednak długa, trwająca kilkanaście minut, wersja „Bow Wow”: nie dość, że grając solówkę wyszedł do publiczności, to jeszcze wplótł w ten utwór kilka cytatów z klasyków Black Sabbath i Ozzy’ego Osobourne’a, od „War Pigs” i „Iron Man” do „No More Tears” i „Crazy Train”, gdzie pięknie zagrał w stylu nieodżałowanego Randy’ego Rhoadsa. Emocji i muzyki na najwyższym poziomie oraz oczywiście bisu nie zabrakło, a kolejna odsłona Polskiego Dnia Bluesa odbędzie się w Łomży już za rok, przygotowana tym razem przez zespół BL Blues Band.
Wojciech Chamryk









































