Ludzie-pandy. Felieton Literacki
Nie miałem pojęcia, co to znaczy być samemu. Co to znaczy mieć ten wyczekiwany święty spokój, który wcale nie jest święty. W byciu samemu nie ma nic świętego, ani męczeńskiego, przewrotnego czy bohaterskiego. To tylko moment, w którym wszystko się zatrzymało.
Z przerażeniem patrzę na swój pokój, który przypomina mi pawilon dla zwierząt. Kilka obrazów, ściana z książek i wyjście na balkon. Pawilon dla pand, bo to takie ciche miśki. Ciche jak ja. Wyobrażam sobie, jak jedna ospała, czarno-biała panda turla się po zamkniętej przestrzeni, dostając do jedzenia gałęzie i zbilansowaną karmę. Gapiący się przez szybę sąsiedzi, rodzina, koledzy po chwili podziwiania odchodzą znudzeni. Samotne zwierzę jest nieciekawe, nie poświęca mu się dużo czasu. A te puste mieszkania to zdecydowanie terraria. Pomieszczenia dla ludzi-pand.
Na kanapie w kształcie litery L nie umiem się położyć. Okazuje się niewygodna z banalnych powodów: za duża twardość, za duża miękkość, za szary kolor. Czasami zachowuję się na niej jak jedna z tych pand, które nie chciały się ze sobą poznać, ale zamknięto je w jednym miejscu. Boją się siebie i zamykają oczy. A prawda jest taka, że czasami potrzebują siebie nawzajem, żeby przetrwać. Trochę na siłę, wbrew własnej woli, a być może niektóre z nich wcale nie chciały przetrwać. I to jest prawdziwy strach, bo pozostawia masę niepewności.
Czy uda się z kimś zaprzyjaźnić i nie być samemu? Czy warto się otworzyć i być miłym? Czy jest sens okazywać współczucie, kiedy inni wskazują na ciebie palcem? Trudne decyzje dla ludzi-pand. Nierozwiązywalne w małych, pustych przestrzeniach.
W moim pokoju ostatnio często pachnie zastygłą w kubku kawą i czymś, co zaczyna się powoli rozkładać. Na biurku stoją rzędy szklanek. Równo ustawione na krawędzi. Pozbawione płynnego ciała zamierają i bezwiednie zbliżają się do zupełnego roztrzaskania. Za chwilę w ich miejsce pewnie pojawią się nowe.
Samemu kawę piję do znudzenia, a potem zapominam, że piłem ją w ogóle. Taka symulacja czynności, które powinno robić się razem.
Zastanawiam się, czy inni ludzie-pandy mają tak samo. Czy są tylko po to, aby przetrwać kolejny dzień. Aby doczekać się karmienia i cichych słów: wszystko będzie dobrze. Mają zastawione kawą biurka i włączony Netflix, żeby nie zwariować od myśli. Gubią się w pustym pokoju, udając, że siedzenie i wstawanie to wysiłek potrzebny ciału. Marnują wzrok na widok za oknem, który jest niezmiennie stabilny i smutny. Patrzą daleko, ale nie widzą horyzontu. Nie widzą niczego nowego, tylko totalne zatrzymanie świata.
Może my wszyscy jesteśmy ludźmi-pandami. Potrzebujemy własnych pawilonów, a jednocześnie nie chcemy w nich wyginąć. Może lepiej czasami wyjść z nich na siłę, nawet jeśli nie wiemy, co znajduje się po drugiej stronie. Może lepiej odczuwać samotność niż nauczyć się jej nie czuć.
Może lepiej ją odczuwać niż zniknąć.
Rafał Mikołaj Krasucki