Drugi debiut Holy Water
Zespół Holy Water zadebiutował z nowym wokalistą Łukaszem Klocem. Występ w piwiarni Warka był też powrotem grupy do koncertowej aktywności po wypadku jej lidera Bernarda Krasuskiego, a do tego próbą generalną przed sobotnim występem w ramach Polskiego Dnia Bluesa. Nie zabrakło bluesowych i rockowych evergreenów, ale też materiału autorskiego, w tym „Bladego świtu” z przygotowywanego czwartego albumu.
Holy Water mieli zadebiutować w Warce w nowym składzie 25 czerwca, ale koncert musiał zostać odwołany z powodu wypadku Bernarda Krasuskiego. Lider Holy Water wciąż nie odzyskał pełnej sprawności prawej dłoni i czeka go dalsze leczenie, w tym kolejny zabieg, ale wykonał w niespełna trzy miesiące gigantyczną pracę, dzięki czemu zagrał tak jak dawniej, bez żadnej taryfy ulgowej. Było to niezwykle ważne również w kontekście scenicznego debiutu z nowym wokalistą Łukaszem Klocem – nawiasem mówiąc w tym samym miejscu zespół sześć lat temu debiutował też z poprzednim frontmanem Marcinem Pawelczykiem.
– Palec przeszkadza, ale uznaliśmy, że musimy zagrać i gramy! – mówi Bernard Krasuski.
– Chcieliśmy też zagrać w tym składzie jeszcze przed Polskim Dniem Bluesa, bo to bardziej prestiżowy koncert, bo możemy też sprawdzić, jak to wszystko działa.
Owa próba generalna przed sobotnim koncertem wypadła nad wyraz okazale, a zespół po raz kolejny potwierdził, że w muzyce nie liczą się tylko umiejętności, ale też podejście i serce do gry. W składzie poszerzonym o harmonijkarza Marka Pęzę, współpracującego z Holy Water już od kilkunastu lat, grupa zabrzmiała jeszcze pełniej, a jego liczne dialogi z wokalistą i gitarzystą oraz błyskotliwe partie solowe były ozdobą większości utworów. Co bardziej wytrawni fani mogli też posłuchać stylowych wykonań utworów, w których oryginalnie nie było partii harmonijki, np. „La Grange” ZZ Top i „Born To Be Wild” Steppenwolf.
Nie mogło też zabraknąć lubianych przez Holy Water utworów S. R. Vaughana i Lynyrd Skynyrd, w tym sztandarowych „Sweet Home Alabama” i „Simple Man” oraz przejmującego
„I'd Love To Change The World” Ten Years After, gdzie z kolei rozbudowanymi solówkami zachwycał lider grupy. Nowy frontman dobrze odnajdywał się w tym repertuarze, podobnie jak choćby w „Roadhouse Blues” The Doors i nieco psychodelicznym, rozbudowanym „Trippin” progresywnego Siena Root. Był to jeden z utworów opartych na precyzyjnej grze sekcji rytmicznej Grzegorz Wądołkowski – Tomasz Rybacki, a basista miał też duże pole do popisu choćby w zaskakującym, funkowym „Long Train Running” The Doobie Brothers.
Zespół, ku radości fanów, nie pominął też jednak autorskich utworów, sięgając do swego dorobku z wszystkich płyt, przez „Nie lubię poniedziałku”, „Dobrze jest” i „Free Man”, aż do „Bladego świtu” z przygotowywanego czwartego albumu. Co ważne, mimo problemów zdrowotnych lidera, Holy Water nie zamierza zwalniać tempa.
– Gramy koncert w sobotę, a później w październiku w Ostrołęce, na urodzinach u kolegi perkusisty, gdzie też będą nowe rzeczy, których jeszcze nie graliśmy, a są w przygotowaniu – zapowiada Bernard Krasuski. – Ale później będę miał pół roku przerwy i zamierzam skupić się na utworach na nową płytę, bo mamy przygotowany materiał, w tym utwór reggae, ale musimy popracować z nowym wokalistą Łukaszem – nie wiem co się wydarzy, ale chciałbym, żeby ta płyta wyszła w 2028 roku.
Wojciech Chamryk




