„Łomża wczoraj” Stanisława Zeszuta
Stanisław Zeszut był bohaterem drugiej odsłony cyklu „Spotkania z Fotografią”. W Restauracji Na Farnej pokazał zdjęcia sprzed lat, zebrane w fotoprezentacji „Łomża wczoraj”. Autor skupił się na obiektach, które przetrwały II wojnę światową, podkreślając, że są one stare, niekiedy brzydkie, ale jednak na swój sposób ładne. Kolejne spotkania cyklu odbędą się we wrześniu i w październiku.
Cykl „Spotkań z Fotografią” zainaugurował pokaz analogowych slajdów „Paryż” Zbigniewa Ciborowskiego. Stanisław Zeszut również poszedł w tym kierunku, ponieważ 90% pokazanych przez niego zdjęć, wykonanych w latach 2006-2009, to tradycyjna fotografia analogowa, bazująca na zupełnie innym podejściu i wymagająca skupienia.
– 20 lat temu wędrowałem po Łomży i robiłem zdjęcia – mówi Stanisław Zeszut. – Sam, ale też ze świętej pamięci Wojtkiem Surawskim i ze Zbyszkiem Ciborowskim. Brałem trzy rolki filmu, chodziłem po mieście i szukałem sposobu, żeby tę Łomżę pokazać. I stwierdziłem, że warto skupić się na architekturze, która przetrwała II wojnę światową, na tych starych budynkach i kamienicach. Ludzie i współczesność mnie nie interesowała, bo to robili inni koledzy, poszedłem innym tropem.
Stanisław Zeszut szukał też, bazując na światłocieniu i zamierzonej oszczędności kadrów, czegoś innego. Dlatego zdjęcia wykonywał późnym popołudniem, co szczególnie jesienną i zimową porą dało ciekawe efekty. Unikał też większych skupisk ludzkich, chociaż uchwycił też oczywiście mieszkańców Łomży, ale nie jako głównych bohaterów zdjęć, lecz ich dopełnienie, bo interesowała go przede wszystkim specyficzna tkanka starego miasta.
– Poszedłem kierunkiem światła i cienia – wyjaśnia Stanisław Zeszut. – Zauważyłem, że kiedy słońce oświetlało kamienice, a cień padał po drugiej stronie ulicy, to przysłaniał to, co nie było potrzebne. Światło samo więc komponowało daną scenę, a ja musiałem to tylko wypatrzeć i wybrać odpowiedni moment, bo czasem były to dosłownie sekundy. Bywało, że chmur było za dużo, innym razem za mało, ale trafiałem też na momenty, gdzie wszystko pasowało idealnie.
Na zaprezentowanych zdjęciach zabrakło, poza nielicznymi wyjątkami, nowych inwestycji i nowoczesnych budynków. Autor świadomie pominął też najbardziej znane obiekty, na przykład sakralne, albo ukazał je z zupełnie innej, mniej oczywistej perspektywy. Zapuszczał się za to w boczne uliczki, mało znane zakątki, zaglądał na podwórka starych kamienic, szukając wyjątkowych kadrów, nawet jeśli nie były to miejsca szczególnie urokliwe.
– Skupiałem się na śródmieściu – mówi Stanisław Zeszut. – Nie szukałem fotografii typowo pocztówkowej, typu pomnik Jakuba Wagi, albo żeby pokazać potęgę katedry – poszedłem w mniej oczywiste miejsca, za światłem i cieniem. To były setki, tysiące zdjęć, ale wybrałem 260. Trochę bałem się je pokazać, bo ta fotografia pokazuje tamten czas, Łomżę ówczesnej architektury – zastanej, czasem nieudolnie poprawianej, z opadającymi tynkami. Ale to jest właśnie ślad, upływ czasu, a na dzień dzisiejszy ta fotografia nabrała wartości, bo wiele z tych budynków albo już nie istnieje, albo wygląda zupełnie inaczej, bo zostały odnowione.
Nie jest to może ładne, pocztówkowe, ale to dokument, bo miasto jest żywym obiektem, zmienia się i przeobraża na naszych oczach, dlatego warto to dokumentować i utrwalać.
Są już zaplanowane kolejne pokazy w ramach cyklu „Spotkań z Fotografią”: 24 września Roberta Bałdygi, 29 października Zbigniewa Walczuka.
Wojciech Chamryk

